Nowy numer 50/2018 Archiwum

Długie życie „Luki”

Krakowianie świętowali niedawno jubileusz 85-lecia urodzin popularnego pod Wawelem ks. inf. Jerzego Bryły.


Postać tego wciąż młodzieńczego duszpasterza artystów i głuchoniemych, wieloletniego proboszcza krakowskiej parafii Najświętszego Salwatora, opisywaliśmy wielokrotnie na naszych łamach. Dzięki opublikowaniu przez wydawnictwo „Petrus” wywiadu rzeki, przeprowadzonego z ks. Bryłą przez Janusza M. Palucha, znanego krakowskiego animatora kultury i publicysty, czytelnicy mają teraz okazję przeczytać, co sam „Święty Jerzy z Salwatora”, jak go zwą, ma do opowiedzenia o swoim długim, owocnym życiu.


O rodzicach, nauczycielach budzących w nim piękno i dobro, o początku drogi kapłańskiej, 30-leciu duszpasterzowania w parafii salwatorskiej, duszpasterstwie i przyjaźni z artystami i głuchoniemymi, wreszcie o wieloletniej znajomości z Karolem Wojtyłą.
Ci, którzy mieli okazję obcować kiedykolwiek z ks. Bryłą, podkreślają jego rzadko spotykaną uwagę, z jaką traktuje rozmówcę, bez zniecierpliwienia. Jak się okazuje, to skutek nie tylko przyrodzonej grzeczności, lecz i dobrej praktyki w czasach seminaryjnych. „Uczono nas także, żeby nie zajmować się za wiele przeszłością czy przyszłością, ale teraźniejszością, bo to mamy do dyspozycji. (...) To jest dobre, bo nie denerwując się, nauczymy się takiego życia, które pozwoli nam spokojnie pracować; w kancelarii nie spieszymy się, porozmawiamy z każdym, nie pędzimy tak, mamy czas zatrzymać się dla drugiego człowieka, żeby ten swój obowiązek wypełnić w danej chwili dobrze” – wspominał ks. Bryła.


Za jego pracę spotkało go wiele zasłużonych honorów i zaszczytów. Nie przewróciły mu w głowie, nie wbiły w pychę. Co innego uważa za zapłatę dla kapłana. Wspomina opłatek w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką”, na który zaprosiła go znajoma urzędniczka z Urzędu Wojewódzkiego. „W pewnej chwili pani Jadzia zaczęła opowiadać bardzo wzruszającą historię. Zapadła na sali cisza, wszyscy wsłuchiwali się w jej głos. Z czasem wszystkim też łzy zakręciły się w oczach. Opowiadała o góralskiej wiosce. Młody wikary wracał ze szkoły po zajęciach z dziećmi. Przed jednym z domów zobaczył zafrasowanego górala. Stał z siekierą przy pniaku i co sił rąbał drzewo na opał. Nie było to jednak normalne rąbanie drzewa. W jego ruchach czuć było wściekłość i bezradność. Z oczu płynęły mu łzy. Ksiądz zatrzymał się i zagadał: »Co słychać, dlaczego jesteś taki smutny?«. Góral przerwał pracę. Wyprostował się, przetarł dłonią spocone czoło i odpowiedział: »Mam dzieci, a żona umiera. Nie mam na lekarstwa, a potrzebny jest antybiotyk«. Wikary pocieszył go, a potem przyszedł do chorej, wyspowiadał ją, zapewnił ją o modlitwie. I pocieszył, że niebawem dostanie potrzebne lekarstwo z zagranicy i wszystko będzie dobrze. Po kilku dniach dostała ten antybiotyk, wyzdrowiała. »A po kilku latach jeszcze mnie urodziła« – zmierzała do końca opowieści. »A tym wikarym to był obecny tu ksiądz Bryła« – powiedziała. A ja tego wydarzenia nie pamiętałem! Zaskoczyła mnie! Takie to było miłe i wzruszające! To jest zapłata dla kapłana! Dla aktorów i śpiewaków są oklaski, dla malarzy – frekwencja na wystawach, a dla księdza takie słowa są zapłatą, wyrazem wdzięczności i uznania” – wyznaje ks. Bryła, zwany w dzieciństwie „Luką”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy