Nowy numer 42/2020 Archiwum

Kraków jak Neapol

Podobieństwo obu miast bierze się nie tylko z urody, ale i tego, że... toną w śmieciach.

Dawno, dawno temu, przed wejściem w życie ustawy śmieciowej, problemu nie było. Kubły opróżniano regularnie, „dzwony” na odpady, segregowane, rozlokowane w wielu punktach miasta, też spełniały swoją rolę. I komu to przeszkadzało? – chciałoby się zapytać. Od lipca krakowianie dostają wyższe rachunki (niektórzy nawet o 200 proc.!), za to niewywożone śmieci zalegają całymi tygodniami w tropikalnym upale. Sprawą zaczął interesować się Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, zaniepokojony jest sanepid. A co na to MPO?

Henryk Kultys, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania, zapewnia, że sytuacja jest przejściowa, a bierze się z tego, że firmy, które obecnie odpowiadają za odbiór odpadów, nie skorzystały z dawnych harmonogramów MPO. Zamiast wykorzystać sprawdzone trasy, opracowały nowe... I teraz nie są w stanie zapanować nad grafikiem. Od lipca w Krakowie śmieci wywozi konsorcjum czterech firm. Są to: Małopolskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Odpadami, ASA, Sita i Van Gansewinkel. Dominuje ta ostatnia firma, ale doświadczenie z lokalną specyfiką ma tylko MPGO, które dotąd odbierało 96 proc. krakowskich śmieci.

Bałagan nie ogranicza się jednak tylko do niedotrzymywanych terminów. Zaczęło się od wpadki z numerem konta, na które należy wnosić nowe opłaty. Zgodnie z nową ustawą, jest to już konto gminy, a nie spółki odpowiedzialnej za wywóz śmieci. Tyle że MPO w rozsyłanej do części mieszkańców korespondencji podało... mylny numer! Potem przyszły kłopoty z podpisywaniem umów, niejasności dotyczące segregacji, wreszcie całkowita klapa systemu przyjmowania zgłoszeń o złym funkcjonowaniu nowego odbiorcy śmieci. Ta ostatnia sprawa szczególnie rozsierdziła krakowian. Nie dość, że musieli znosić fetor niewywożonych w terminie odpadków, to jeszcze w żaden sposób nie byli w stanie dowiedzieć się, jaki jest powód tej sytuacji. Infolinie bowiem nie działały, nikt nie odbierał telefonów, po mieście zaczęły krążyć plotki o strajku w MPO. Prezes Kultys zapewnia, że żadnego strajku nie ma, infolinia działa i udaje się na nią dodzwonić tysiącu osobom dziennie. Oprócz tego do MPO każdego dnia dociera 300 e-maili. Prezes przyznaje jednak, że sytuacja przerosła komórkę odpowiadającą za kontakty z klientami, zatrudniającą 30 osób. Dlatego ruszyło internetowe biuro obsługi płatnika, mające ułatwić kontakt z MPO tym, którzy złożyli deklaracje. Czy ktoś za kryzys śmieciowy poniósł konsekwencje? Jednej z firm w ramach konsorcjum odebrano część rejonu w Podgórkach Tynieckich i w Swoszowicach. Karę otrzyma także inna firma odbierająca śmieci na Woli Justowskiej. Urząd Wojewódzki radzi szczególnie zdeterminowanym mieszkańcom, by sami wymierzali sprawiedliwość..., zlecając prywatnie wywóz zalegających śmieci i przesyłając fakturę do zapłacenia MPO. Mieszkańcy sygnalizują, że sytuacja powoli się normalizuje, choć bywa to bardzo uciążliwe. Na przykład na Prądniku Czerwonym kubły opróżniano – potwornie hałasując – w niedzielę wczesnym rankiem. Pracownicy rozkładali ręce i przepraszali, że muszą teraz sprzątać po „tych na górze”, którzy narobili prawdziwego bałaganu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama