GN 42/2020 Archiwum

Hotel snów

Nadanie II Katedrze Chorób Wewnętrznych w Krakowie nazwy „Klinika Szczeklika” będzie hołdem dla jej zasłużonego kierownika.

W samo południe 23 września przy ul. Skawińskiej szykuje się wielkie wydarzenie medyczne i artystyczne, bo prof. Andrzej Szczeklik łączył oba te światy. Nadanie katedrze imienia jej wieloletniego kierownika jest praktykowane głównie w Stanach Zjednoczonych. W Polsce to precedens. Choć można też powiedzieć, że władze Collegium Medium UJ po prostu usankcjonowały stan faktyczny.

W Krakowie bowiem od dawna mówi się po prostu: „Idę na Skawińską, do Kliniki Szczeklika”. Kim był prof. Andrzej Szczeklik? Można wyliczać długo: wybitnym lekarzem, uhonorowanym przez brytyjski „Lancet” za odkrycie podłoża genetycznego astmy oskrzelowej, laureatem „Polskiego Nobla”, ostatnim rektorem Akademii Medycznej w Krakowie i pierwszym szefem Collegium Medicum UJ... Ale można też powiedzieć krócej: wybitnym humanistą. Pisał niezwykłe książki z pogranicza sztuk, potrafił nie tylko pięknie mówić o pacjencie, ale i w praktyce leczyć zarówno ciało, jak i duszę. Za to m.in. uhonorowany został nagrodą „Totus”. Zmarł w lutym 2012 r. W jednym ze swoich ostatnich wywiadów (publikowanym w „Gościu”) mówił: „W naszej katedrze mamy dużą intensywną terapię, są świetnie wykształceni koledzy, fantastyczne pielęgniarki i zazwyczaj wszystko idzie dobrze. Ale bywa, że przychodzi czarna seria. Jeżeli zdarza się taki ciąg czterech, pięciu zgonów, a zwłaszcza jeśli to są chorzy, przy których się chodziło i miało się nadzieję, że nie na darmo, no to przychodzi w zespole przygnębienie, nawet depresja. Moim obowiązkiem jest wykrzesać w sobie i w nich – przede wszystkim – siły, żeby to przełamać, żeby praca szła dalej”. I rzeczywiście udało mu się zbudować przy ul. Skawińskiej fantastyczną drużynę. Wszyscy z 10 pracujących tu profesorów i doktorów habilitowanych to uczniowie Szczeklika. Ale – co ważne – ten szpital ma wciąż niezwykły klimat, który skłonił (pacjenta) Piotra Skrzyneckiego do nazwania go „hotelem snów”. To jedyna klinika, przed którą stoi pomnik artystów, a w sali wykładowej stoi biały fortepian. Kierujący dziś katedrą prof. Jacek Musiał, pytany o to, co ją wyróżnia, odpowiada, że przede wszystkim „integralne, całościowe podejście do każdego chorego, zarówno jego problemów fizycznych, jak i potrzeb duchowych”. Nazwa „Klinika Szczeklika” ma też uzasadnienie bardziej przyziemne. Bez profesora po prostu nie wyglądałaby tak, jak wygląda. W 1991 r. Andrzej Szczeklik wygrał duży konkurs międzynarodowy na badania naukowe, a za zdobyte pieniądze, wsparte hojnie także przez rząd Flandrii, wyremontował od podstaw budynek szpitalny, zbudował nowe, pięciopiętrowe skrzydło kliniczne, nowe laboratoria badawcze i zaplecze dydaktyczne, stwarzając jeden z najnowocześniejszych ośrodków interny i genetyki medycznej w Europie. Przy Skawińskiej nie tylko leczy się chorych, ale też kształci studentów, lekarze zdobywają specjalizację w kilku dziedzinach. Katedra posiada 105 miejsc dla pacjentów. W ciągu roku hospitalizowanych jest tu około 7,5 tys. chorych. Działające przy katedrze poradnie pomagają rocznie prawie 30 tys. osób z Krakowa oraz chorym niejednokrotnie z bardzo odległych regionów kraju. Zespół pracowników to łącznie ponad 190 osób.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama