Nowy numer 49/2020 Archiwum

Bóg wyrywał mi to dzieło

O tym, jak przez 6 lat dojrzewała forma rekolekcji liturgicznych i jak rodziło się wokół nich środowisko przyjaciół, mówi ks. Krzysztof Porosło, pomysłodawca i współorganizator „Mysterium Fascinans”, w rozmowie z Miłoszem Klubą.

Miłosz Kluba: W tegorocznych rekolekcjach „Mysterium Fascinans” wzięło udział prawie 200 osób. W większości świeckich. Co ich przyciąga właśnie do liturgii?

Ks. Krzysztof Porosło: Mniej więcej połowa uczestników na rekolekcjach pojawiła się po raz kolejny. Niektórzy brali udział we wszystkich sześciu edycjach. Spora część tych, którzy przyjechali po raz pierwszy, to osoby, które przeżywały różnego rodzaju kryzysy wiary, szukały miejsca dla siebie i trafiły akurat tutaj, czasem nie bardzo wiedząc, na co się decydują, co je tutaj czeka. To są najlepsze zaskoczenia – osoby, które pierwszy raz widzą taką liturgię, pierwszy raz uczestniczą w śpiewie chorałowym, pierwszy raz są na Mszy św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, które są przerażone po pierwszych referatach, a potem przeżywają to jako niesamowite działanie Pana Boga. Byli też uczestnicy, którzy przyjechali z konkretnymi życiowymi pytaniami i problemami, a wyjechali z rekolekcji z doświadczeniem relacji z Bogiem, która niekoniecznie polega na udzieleniu odpowiedzi.

Na czym polega pomysł na te rekolekcje?

Są pewne priorytety, które towarzyszą nam od lat. Najważniejsze jest założenie, że to mają być właśnie rekolekcje, a nie sympozjum naukowe. Choć pojawiają się na nich eksperci, profesorowie, akcent staramy się kłaść na to, co robi Bóg. W centrum ma być liturgia – nie tyle w wymiarze mówienia o niej, co celebrowania jej, dbania, by była perfekcyjnie przygotowana i piękna. Głoszone katechezy tylko przygotowują do tych prawdziwych rekolekcji, jakimi jest celebrowanie liturgii. W tym roku liturgia godzin w piątek była przygotowana przez siostry jadwiżanki według ich tradycji, w sobotę – przez dominikanów, a w niedzielę – według zwyczajów benedyktyńskich. Tymczasem duża część uczestników, nawet jeśli wcześniej brała udział np. w jutrzni, to zwykle tylko w formie śpiewu, bez akcentowania gestów czy postaw. A to pomaga zobaczyć, jak liturgia może oddziaływać na całego człowieka, jak bardzo ważna jest w tym konkretna tradycja, zakorzenienie w danym miejscu czy środowisku.

W parafiach liturgia często nie jest tak dobrze przygotowana, a na pewno nie jest tak urozmaicona. Po powrocie do domu uczestnikom może dokuczać głód tego piękna.

I dobrze! Dobrze jest czasem popościć! Tym bardziej że jest to doświadczenie postu uświęconego – postu, w którym czuję, że brakuje mi Pana Boga. A nie chodzi przecież o nic innego jak właśnie o to, że jestem głodny Jego obecności, Jego działania. Jeżeli te rekolekcje mają rozbudzić w ludziach głód, który się wyraża w pragnieniu pięknej liturgii, to już jest konkretny owoc, bo oni będą szukać! Dzięki temu te rekolekcje tworzą też pewne środowisko. Na przestrzeni 6 lat przybrały one już właściwie formę trzydniowej kulminacji, spotkania ludzi, którzy się znają, przyjaźnią, i którzy przez cały rok wspólnie działają. Są katechezy, które głosimy wspólnie z dominikaninem o. Tomaszem Grabowskim, są spotkania liturgistów, seria wydawnicza, warsztaty, blogi, wspólne artykuły. Jesteśmy cały czas w kontakcie. W ten sposób ten głód, ta potrzeba pięknej liturgii, inspiruje do działania.

A zaczęło się od prostego pomysłu...

...na „kurs doszkalający” dla animatorów liturgicznych Ruchu Światło–Życie. To miało być uzupełnienie wiedzy, dlatego pierwsze edycje rekolekcji bardziej przypominały sesję naukową. Jednego roku było nawet 11 referatów, co zupełnie przyćmiło liturgię. Mieliśmy intuicję, ale nie potrafiliśmy tego jeszcze zrealizować. Dopiero zeszłoroczna, piąta edycja „Mysterium Fascinans” spełniła moje oczekiwania i zrealizowała ideę, która była od początku.

Organizując pierwszą edycję rekolekcji, byłeś klerykiem kończącym pierwszy rok seminarium. Jak to wpłynęło na Twoją formację seminaryjną?

Oprócz warsztatu pracy duszpasterskiej, organizacji, nawiązywania kontaktów, było to też odkrywanie bogactwa liturgii, której nie znałem. O części rzeczy, jakie chcieliśmy wprowadzić na MF, nie miałem wcześniej pojęcia. Tak było z rytem dominikańskim czy chorałem gregoriańskim. Dziś wiem, jak to przygotować, jak w tym uczestniczyć. Bóg też mocno uczył mnie pokory. Przez to, że kolejne edycje wychodziły coraz lepiej, pojawiała się olbrzymia pokusa, by żyć w przekonaniu, że potrafię zrobić coś świetnego, że to moje dzieło. A Bóg ciągle mi je wyrywał, uczył totalnego zaufania. W zeszłym roku brakowało nam pieniędzy, wydawało się, że nie uda się wszystkiego spłacić. Potem okazało się, że nawet zostało 1500 zł. Poszedłem do kaplicy podziękować za całe rekolekcje, mówiąc: „Widzę, że tym razem zostawiłeś nam już trochę pieniędzy na przyszły rok”. Następnego dnia przyszła faktura korygująca za bilety lotnicze – 1400 zł. Wróciłem do kaplicy – „OK, gramy od początku”. Z pełnym zaufaniem.•

Drzwi szeroko otwarte

Pierwsze rekolekcje „Mysterium Fascinans” odbyły się w 2008 roku. Tematami kolejnych edycji były: historia liturgii, teologia liturgii, Konstytucja o Liturgii Świętej, eschatologiczny wymiar liturgii, sakramenty wtajemniczenia chrześcijańskiego oraz działanie Ducha Świętego w liturgii. Kolejne, siódme rekolekcje liturgiczne odbędą się od 12 do 14 września 2014 roku. Ich tematem będą sakramenty uzdrowienia, czyli sakrament pokuty i pojednania oraz namaszczenie chorych. Na kanwie rekolekcji „Mysterium Fascinans” powstały już trzy książki i jeden audiobook.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama