Nowy numer 42/2020 Archiwum

Od Słowackiego do Mrożka

W XVIII-wiecznej krypcie pod kościołem św.św. Piotra i Pawła złożono prochy wielkiego dramaturga.

Jako pierwszy w nowym, utworzonym właśnie w podziemiach kościoła św.św. Piotra i Pawła, krakowskim Panteonie Narodowym spoczął 17 września Sławomir Mrożek. Urnę z jego prochami złożono w sarkofagu z kremowego piaskowca, na którym wykute zostało imię i nazwisko zmarłego, daty jego narodzin i śmierci oraz słowo: „pisarz”. – Może to taka nasza narodowa zemsta. Tyle nagadałeś nam trudnych i prawdziwych rzeczy o nas – kim jesteśmy. Za to chowamy cię w Panteonie Narodowym z czcią. Sam zgotowałeś sobie ten los – mówił podczas żałobnej Mszy św. o. Jan Andrzej Kłoczowski.

Dominikanin przypomniał, że Mrożek nie był „pisarzem religijnym w mocnym, bezpośrednim tego słowa znaczeniu”. – W odniesieniu do tej sfery ludzkiego bycia także był osobny. Osobny to nie znaczy obojętny – mówił o. Kłoczowski. Krótkimi przemówieniami żegnali zmarłego 15 sierpnia w Nicei dramatopisarza przedstawiciele władz oraz świata kultury. Prezes Związku Artystów Scen Polskich Olgierd Łukaszewicz przypomniał, że jego twórczość ukształtowała nas tak mocno, że dziś wszyscy „mówimy Mrożkiem”. Vera Michalski-Hoffmann z Wydawnictwa Literackiego przekonywała, że „po lekturze Mrożka już nigdy nie będziemy tacy sami”.

– Uczyliśmy się od ciebie, Sławku, przez całe nasze dorosłe życie. To dzięki tobie stawaliśmy się wieczorami artystami sztuki teatru. Teraz cię żegnamy. Kończy się dla nas twoja epoka – mówił Jerzy Stuhr. – Byłeś jedyną osobą, w towarzystwie której nie krępowałem się milczeć. Pozwól, że uczynię to jeszcze raz tutaj – zakończył, po czym na chwilę zawiesił głos.

Podczas Eucharystii, której przewodniczył metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz, odczytano także list Prezydenta RP, który „w uznaniu wybitnych zasług dla kultury polskiej, za osiągnięcia w twórczości literackiej” odznaczył pośmiertnie Sławomira Mrożka Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Wewnątrz świątyni w Mszy św. uczestniczyli jedynie zaproszeni goście, rodzina oraz przedstawiciele władz samorządowych i krajowych.

Krakowianie mogli śledzić przebieg uroczystości za pośrednictwem telebimu ustawionego na pl. św. Marii Magdaleny. Tych, którzy mimo padającego deszczu wytrwali, stojąc na ul. Grodzkiej, nie było jednak wielu. Wcześniej towarzyszyli oni pisarzowi w jego ostatniej drodze. Przed południem urna z prochami Mrożka została wystawiona w Barbakanie. Było to nawiązanie do formy, jaka w 1927 r. towarzyszyła pochówkowi szczątków Juliusza Słowackiego, sprowadzonych po latach z Francji. Potem coraz dalej było od Słowackiego, a coraz bliżej do... Mrożka. Kondukt żałobny, udający się ul. Floriańską przez Rynek Główny na ul. Grodzką, przybrał bowiem szyk: policja, fotoreporterzy zawodowcy, konny karawan z urną, fotoreporterzy amatorzy, serwis sprzątający oraz przypadkowi przechodnie (w tym mężczyzna jedzący, jak gdyby nigdy nic, kebab). Dopiero za tym niewielkim tłumem jechały wolno samochody z najbliższymi zmarłego.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama