Nowy numer 48/2020 Archiwum

Ciesz się, Krakowie

17 grudnia papież Franciszek uznał heroiczność cnót Jerzego Ciesielskiego. A ja myślę o ostatnim akordzie jego życia…

Przejmująca, a zarazem świetlista jest finałowa scena filmu o słudze Bożym. Ciemność, groza, ale prawie równocześnie – jasność. Jakże krótkie przejście od życia do śmierci i od śmierci do życia…

„Konstrukcję nośną”, z muzyką Henryka Jana Botora, zrealizowała w 2010 roku aktorka i reżyser Izabela Drobotowicz-Orkisz. To obraz mocny w przekazie, inspirujący, ewangeliczny. Historia życia krakowskiego małżonka i ojca rodziny, inżyniera, profesora Politechniki Krakowskiej, przyjaciela kard. Karola Wojtyły powstała dzięki wielu rozmowom, m.in. z żoną sługi Bożego Danutą i osobami, które go znały. W rolę Jerzego Ciesielskiego wcielił się Radosław Pazura.

W pierwszą rocznicę śmierci Jerzego z inicjatywy jego przyjaciół wmurowano w kościele św. Anny w Krakowie tablicę ku czci „chrześcijanina XX wieku, który życiem swym dawał świadectwo miłości Boga i bliźnich”. Wkrótce – jak można ufać – będzie wzorem dla chrześcijan kolejnego wieku.

Kim był? Człowiekiem nauki. Pedagogiem. Mężem i ojcem. Przyjacielem. Chrześcijaninem, który znał wagę świadectwa wiary w konkretnych okolicznościach życia. Z codziennej modlitwy i sakramentów czerpał siły. Na modlitwie oraz w rodzinnej i braterskiej wspólnocie podejmował ważne decyzje życiowe. Jedną z nich był wyjazd do Sudanu jako wykładowca – tzw. visiting professor. Wkrótce sprowadził tam także żonę i dzieci.

9 października 1970 r. Jerzy Ciesielski poniósł śmierć w katastrofie statku wycieczkowego, który zatonął na Nilu. Wraz z nim zginęło dwoje jego dzieci. Z tonącego statku zdołała się wydostać najstarsza córka, Maria.

Prochy Jerzego Ciesielskiego zostały przywiezione do Krakowa, gdzie spoczęły na Cmentarzu Podgórskim. 23 listopada 1970 r. uroczystościom pogrzebowym przewodniczył kard. Karol Wojtyła. Proces beatyfikacyjny rozpoczął się w roku 1985.
16 października 1998 r. urnę z prochami sługi Bożego przeniesiono do kościoła św. Anny.
Jesteśmy świadkami kolejnego ważnego etapu drogi ku beatyfikacji Jerzego Ciesielskiego. Jest dla mnie osobiście ważny z kilku powodów.

Po pierwsze, jako studentka UJ, należałam przez jakiś czas właśnie do DA przy kościele św. Anny. Wtedy nie słyszałam jeszcze o Jerzym Ciesielskim, ale ocierałam się o bliskie mu miejsca. Po drugie, jestem związana z Ruchem Focolari, do którego Jerzy przylgnął z wielkim zaangażowaniem i w nim realizował osobistą i wspólnotową świętość. Rozmawiałam z wieloma osobami, które go znały, wspominają, do dziś pozostają pod jego urokiem. Po trzecie, było mu bliskie życie rodzinne – jedność małżeńska, wychowanie dzieci, formacja i apostolstwo rodzin. Pięknie wybrzmiewa ten wątek w „Konstrukcji nośnej”. Cieszę się – jako żona i mama – tak bliskim wzorem świętości już zrealizowanej. I wreszcie… nie mogę nie myśleć o „końcu, który wieńczy dzieło”. O jego śmierci, takiej właśnie. Nagłej i niespodziewanej, ale na którą dzięki swojej wierności przygotowywał się każdego dnia na nowo, konsekwentnie, bez żadnego „ale”. O tym świadczą jego zapiski, to potwierdzają ci, którzy go poznali.

I jeszcze bliska kanonizacja Jana Pawła II… Może i on „maczał palce” w decyzji papieża Franciszka… By wzmocnić Kraków i Polskę wzorem człowieka świeckiego –inaczej niż on, ale również całym sobą oddanego służbie Ewangelii.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama