GN 43/2020 Archiwum

Żeby nie zapadła cisza

O świętych, autorytetach i przygotowaniach do kanonizacji bł. Jana Pawła II z Przemysławem Babiarzem rozmawia Justyna Tomaszewska.

Justyna Tomaszewska: Po sukcesie Kamila Stocha dało się słyszeć opinie, że to świetny autorytet dla młodzieży. Jakie te autorytety powinny być, żeby do młodych dotarły?

Przemysław Babiarz: - Przede wszystkim prawdziwe. Takie, które nie sprowadzają swojego postępowania tylko do występu. Dzisiaj mamy kulturę występu. Kto dobrze występuje będzie lepszy od tego, kto skutecznie działa. Ten pierwszy będzie dobrze wypadał w telewizji a tamten drugi być może trochę gorzej wypada, ale działa. Mamy duże problemy z poczuciem realizmu - z oceną, jaka jest prawdziwa wartość drugiego człowieka. Dlatego prawdziwy autorytet to jest człowiek, który daje świadectwo życia.

Jak zatem do takiego człowieka dotrzeć?

Trzeba się bystrze rozglądać. Na pewno duża w tym rola dziennikarzy, dlatego, że oni stanowią pośrednictwo. Jeżeli dziennikarz nie będzie miał wewnętrznej uczciwości, chęci rozróżnienia prawdy i fałszu, dobra i zła, to, żeby nie wiem co, nie przekaże obrazu świata. Będzie pokazywał różne sensacje. Będzie opowiadał o zdarzeniach, które są prawdziwe w tym sensie, że wydarzyły się naprawdę, ale nie będzie tworzył adekwatnego obrazu świata.

Często potrzebę posiadania autorytetu łączy się z ludźmi młodymi. Ci z pewnością ich potrzebują. Co jednak z osobami starszymi, ukształtowanymi?

Pewnie, że potrzebują autorytetów.

Jak je znaleźć?

Przede wszystkim starszy człowiek bardzo często nie jest już  taki chłonny na coś nowego. W związku z tym skupia się wokół tego, co ma. Ktoś może odnaleźć swój autorytet w spowiedniku czy księdzu proboszczu, pod warunkiem, że ten człowiek jest wierzący, chodzi do kościoła i się spowiada. Gorzej jest z tymi starszymi ludźmi, którzy takich autorytetów z różnych przyczyn nie mają.  Na przykład byli funkcjonariuszami niskiego szczebla z czasów PRL-u. Poddali się temu i nie chodzili do kościoła. Teraz mają około 70 lat i właściwie nie bardzo wiedzą, co robić ze starością. Bardzo często tacy ludzie odwołują się do różnych magicznych praktyk. Znam takich, którzy zaczynają wierzyć w wahadełko. Potrzebują jakiegoś rodzaju duchowości. Czują próżnię, pustkę. Jednocześnie zupełnie nie mają odwagi, żeby wrócić do czegoś, z czym być może spotkali się w dzieciństwie.  Dlatego, że im się wydaje, że to było takie właśnie dziecięce.

Okazuje się, że trudniej znaleźć autorytet dla kogoś dojrzałego niż młodego.

Chyba tak.

Świadectwo życia z pewnością dawali i dają święci. Nieraz pan wspominał, że to najbardziej bezkompromisowi ludzie, a historie ich życia to niesamowite opowieści. Które z tych postaci są dla pana szczególnie ważne?

Zwykle wymieniam kilku świętych. Na pewno bardzo mi imponuje ojciec Maksymilian Kolbe ze względu na taką dużą różnorodność świadectw. On nie tylko dał życie za swojego współwięźnia, brata. Całe jego życie było też życiem dziennikarza, który stworzył wielkie medium. Ojca duchowego, który założył największy katolicki klasztor na świecie.  Wreszcie pasjonata nauki, który projektował międzyplanetarne pojazdy. Jest jeszcze św. Jan Maria Vianney, który na ludzki rozum nie miał prawa zostać kapłanem. Miał trudności z nauczeniem się języka łacińskiego, czy z pewnymi podstawowymi intelektualnymi sprawami. Został jednak tak skutecznym spowiednikiem, że wyspowiadał ponad milion ludzi. Teraz jest patronem wszystkich kapłanów, ich siłą i pośrednikiem.  Bliski jest mi także Józef Sebastian Pelczar, biskup z przełomu XIX i XX wieku z  mojego rodzinnego miasta, Przemyśla. To przede wszystkich ktoś, kto bardzo umocnił kult Serca Jezusowego. Sam mam pewne nabożeństwo, które codziennie odmawiam. Taka litania do Serca Jezusa z książeczki do pierwszej komunii. Piękną postacią jest św. Józef Oblubieniec. Nie wiem, czy w Ewangelii pada choć jedno słowo, które wypowiedział św. Józef. Pewnie nie pada. Raczej myśli się o słowach, które zostały do niego skierowane. Jak on słuchał!

Niedługo będziemy mieli nowych świętych, wśród nich wielkiego Polaka Jana Pawła II. Czy trzeba się do tej kanonizacji jakoś specjalnie przygotowywać?

Każdy musi sam w sobie zważyć tę sprawę. Myślę, że najlepszym przygotowaniem jest wiara i praktyki z nią związane. Nie ma lepszego rozwiązania niż pójście do spowiedzi i do komunii świętej. Oczywiście, to też okazja, żeby lepiej poznać nauczanie Jana Pawła II,  które jest teraz łatwo dostępne. Nawet nie trzeba czytać, można wysłuchać. Zapoznanie się z tym jest tak istotne zwłaszcza, choć nie tylko, dla młodego pokolenia. Dla mojego pokolenia Karol Wojtyła był papieżem tu i teraz. Miałem 15 lat, kiedy został wybrany. Transmisje z pierwszej pielgrzymki w 1979 r. oglądałem w telewizji jako 16-letni chłopak.  Choć i tak o wiele więcej wysłuchałem papieża po jego śmierci niż za jego życia. O wiele więcej zrozumiałem z jego nauczania.

To kolejna okazja, żeby sobie przypomnieć o papieżu.

Ważne, żeby to nie była ostatnia okazja. Żeby to nie było tak, że media powiedzą: jeszcze tylko święty i już możemy w tej kwestii zamilknąć. To jest też zadanie dla nas, żeby nie zapadła cisza.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama