GN 43/2020 Archiwum

Cierpienie otwiera na miłość

O tajemnicy zmartwychwstania z ks. Adamem Trzaską, kapelanem Hospicjum, rozmawia Monika Łącka.

Monika Łącka: Ostatnio media przypominały słowa ks. Józefa Tischnera, który niedługo przed śmiercią napisał na karteczce, że cierpienie nie uszlachetnia. Czym więc ono jest w życiu człowieka?

Ks. Adam Trzaska: Choroba i cierpienie to moment, w którym jak w soczewce skupia się całe nasze życie, takie, jakie było, nasze słabe i mocne strony. Dlatego rozumiem ks. Tischnera, bo jeśli ktoś miał trudny charakter i nie radził sobie z jakimiś sprawami, to cierpienie tego nie zmieni. Będą natomiast jeszcze bardziej widoczne np. brak cierpliwości czy umiejętności dziękowania za otrzymane dobro. Może być też odwrotnie – choroba potrafi odsłonić dobro i piękno, które są w człowieku. Cierpienie pozwala dostrzec dużo więcej miłości obok siebie, niż wcześniej zauważaliśmy. Łatwiej jest się wtedy otworzyć na drugiego człowieka, na miłość, którą mi okazuje, zdobyć się na życzliwość, przebaczenie.

Wiele osób błędnie traktuje chorobę jako karę Bożą za grzechy.

Dokonując refleksji nad życiem, odkrywamy, że były w nim chwile słabości, grzechy, upadki. Myślimy więc, że trzeba jakoś za nie zadośćuczynić, a choroba jest karą za winy. Ja jednak bałbym się powiedzieć komukolwiek, że tak właśnie jest. Wydaje mi się, że choroba jest wpisana w naszą egzystencję, w słabość, którą człowiek wyniósł, opuszczając raj. Chrystus, pytany o to przez apostołów, stwierdził, że ani chory nie zawinił, ani jego rodzice. Zmaganie się z chorobą może mieć też pozytywny wymiar, może otworzyć na miłość, która jest w Bogu, jeśli tylko człowiek zrozumie, że przez Boga nigdy nie jest opuszczony, że On cierpi razem z nim.

W hospicyjnej codzienności widać to chyba szczególnie mocno?

Pracując w hospicjum od 13 lat, staram się traktować chorych, ich rodziny i całe to miejsce normalnie, jak każde inne. Z tą tylko różnicą, że często pojawiają się tu pytania o wieczność. Perspektywa śmierci jest wpisana w życie każdego. Hospicyjna codzienność jest też codziennością drogi krzyżowej. To właśnie w cierpieniu jesteśmy najbardziej podobni do Chrystusa.

Tajemnica krzyża trwała tylko 3 dni. Nasze cierpienie też kiedyś się kończy, dlatego warto widzieć to, co jest dalej, za nim.

Ta perspektywa sprawia, że patrząc na cierpienie, wierzymy, że to wszystko ma sens i ma kres, że dalej jest wieczność i Bóg, których kocha i daje miłość. Tajemnica zmartwychwstania wnosi w to miejsce nadzieję, którą – zgodnie z hasłem tegorocznych Pól Nadziei – warto nieść człowiekowi „aż po horyzont”. Naszą nadzieją jest Chrystus, poprzez którego każdy z nas może iść do Ojca.

Może, lecz do końca ma wolną wolę.

Hospicjum uczy mnie, księdza, dwóch rzeczy. Pierwsza – aby nic nie odkładać na jutro, bo można nie zdążyć. Nie odkłada się więc spowiedzi, sakramentu chorych. Nawet nie na „dzisiaj” (później, za godzinę). Najlepiej zrobić to już, bo choć większość osób nie myśli o śmierci w perspektywie najbliższych chwil, zdarza się, że ktoś prosi o sakramenty i spokojnie, z uśmiechem, odchodzi. W ub. roku dwoje ludzi zawarło tu sakrament małżeństwa. Po uroczystej Mszy, zjedzeniu tortu, lampce szampana wróciłem na plebanię. Niebawem odebrałem wiadomość: „Ten mężczyzna już nie żyje”. Poukładał ważne sprawy i wrócił do Boga. Ale zdarza się, że ktoś odmówi przyjęcia sakramentów i też odchodzi. To uczy drugiej rzeczy – że są w życiu takie decyzje, granice i wybory, z którymi chociaż się nie zgadzamy, musimy je uszanować. Bóg uczy nas, że kocha każdego, nawet tego, kto Go odrzuca. Ale Bóg szanuje też ludzką wolność. Nie chce nikogo łamać i do niczego przymuszać. On wierzy w człowieka i czeka na naszą miłość, ale daje wolność. On jest i woła nas...•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama