Nowy numer 49/2020 Archiwum

Między panem a plebanem

Wieś aktywna. Spokojnie płynie życie w malowniczej podkrakowskiej Korzkwi, gdzie na przeciwległych wzgórzach stoją zamek i kościół. W dolince rzeczki Korzkiewki dzieje się jednak wiele ciekawego. Bo to kraina talentów.

Piękno tej okolicy przyciągało wielu już od dawna. „Jakkolwiek jest potężna ciekawości władza,/ Słodki mus, widząc Korzkiew, wstrzymać się doradza./ Oto dwóch gór sąsiedzkich wabi mnie przełamek;/ Na jednej z nich jest kościół, a na drugiej zamek” – pisał w XIX w. Franciszek Wężyk w poemacie „Okolice Krakowa”.

– Powiadamy niekiedy pół żartem, że życie biegnie tu nam między panem a plebanem – mówi Janusz Macała-Wrześniowski, sołtys wsi położonej w gminie Zielonki.

„Pan”, czyli krakowianin Jerzy Donimirski, odbudował średniowieczny zamek i wspiera społeczne inicjatywy mieszkańców, udostępniając m.in. park dworski. „Pleban”, czyli proboszcz miejscowej parafii ks. Zbigniew Płachta, sam stanął na czele dynamicznego stowarzyszenia lokalnego, które łączy starych i nowych mieszkańców.

Mieszkańcy zaś nie pozostają bierni. Z inicjatywy sołtysa skrzyknęli się właśnie w stowarzyszenie, którego członków rozsadza energia. Biednych wspomogą, wiosną piknik rodzinny dla wszystkich korzkwian urządzą, jesienią znów Bal Niepodległości, gdzie wszyscy śpiewają pieśni patriotyczne, a proboszcz poloneza wodzi. Jak trzeba, to i do walki staną, by „wroga droga” nie szła przez zieloną otulinę Ojcowskiego Parku Narodowego.

– W lutym 2014 r. upłynęły 4 lata od zarejestrowania naszego stowarzyszenia. Mamy obecnie 23 członków, także z okolicznych wsi należących do naszej parafii. W większości nie są to rdzenni mieszkańcy, lecz osoby napływowe – mówi Gabriela Kotulska, prawnik, członek Stowarzyszenia „Korzkiew”.

Zdolnych nie brakuje

Bliskość Krakowa i piękno kraj- obrazu przyciągają w dolinę Korzkiewki coraz więcej nowych osadników. – Przybysze wnoszą ożywczy powiew w życie naszej społeczności – mówi J. Macała-Wrześniowski. Wie, co mówi, bo sam nie jest rodowitym korzkwianinem, lecz osiedlił się tu 40 lat temu. Od 16 lat jest sołtysem. Pochodzi zaś z krakowskiego Zwierzyńca. Sentyment do rodzinnej dzielnicy powoduje, że w wolnych chwilach robi szopki krakowskie. Jedną z nich prezentował podczas czerwcowego Pikniku Rodzinnego, zorganizowanego po raz trzeci przez stowarzyszenie w parku dworskim u stóp zamku. – W bieżącym roku postanowiliśmy urządzić go pod hasłem: „Piękna kraina w talenty bogata” – mówi architekt Katarzyna Miklaszewska, przedstawicielka stowarzyszenia.

Mieszkający w Korzkwi artysta malarz Wolfgang Hofer, rodem z Wiednia, prowadził warsztaty plastyczne. – One są dobre dla ducha i ciała. Pobudzają wyobraźnię. Ich uczestnicy, głównie dzieci, lepią z miejscowej, korzkiewskiej gliny rozmaite figury – mówi W. Hofer. Jego pomocnikiem był 13-letni Filip Kuś. Mieszał glinę, ustawiał gotowe figurki na drewnianych postumentach.

Pokaz swoich prac plastycznych urządzili pod kierunkiem nauczycielki Agnieszki Białek także uczniowie klas muzyczno-artystycznych z Zespołu Szkół w Woli Zachariaszowskiej.

– Wraz z koleżankami i kolegami malowałyśmy obrazki na szkle, haftowałyśmy obrazki, robiłyśmy biżuterię artystyczną – wyliczają uczennice Wiktoria Adamek i Agnieszka Kania.

Występowały też lokalne zespoły muzyczne, w tym parafialna orkiestra dęta, która ma już 100 lat. Pierwszym dyrygentem zespołu był Edward Maj, znany kompozytor utworów na orkiestry dęte, teraz kieruje nim Michał Kwiatkowski. W 2007 r. odnowiono skład orkiestry i dziś grają w niej głównie młode osoby.

– Ludzi o rozmaitych talentach artystycznych nigdy u nas nie brakowało. Cała Polska znała niegdyś ludowy zespół muzyczny ośmiu sióstr Knapik z pobliskiego Prądnika Korzkiewskiego. Jedna z nich – Bogusława Knapik-Gruza – jest teraz organistką w naszej parafii. Jej siostra Maria, znana śpiewaczka operowa zza oceanu, gdy przyjeżdża w rodzinne strony, modli się zawsze w naszym kościele i śpiewa dla nas. Latem tego roku również będzie dla nas występowała – mówi ks. Płachta. – Chciałbym, żeby kształcenie muzyczne i plastyczne naszej uzdolnionej młodzieży odbywało się u nas. Miejsca nie zabraknie, gdy uda nam się wyremontować w przyszłości dawny plebański budynek gospodarczy.

Zajęcia plastyczne dla dzieci prowadzą także Marzanna Kowalik, Katarzyna Dobosz i Anna Sapalska. – Chcielibyśmy, aby bezpłatne warsztaty rozmaitych umiejętności odbywały się regularnie dwa razy w miesiącu. Być może uda się to robić na terenie ośrodka harcerskiego, który jest terenem gminnym. Przekrój zawodowy osób, które działają w stowarzyszeniu, pozwala na to, żeby były to zajęcia o znacznie szerszym zakresie, również fotograficzne, muzyczne, elektroniczne – mówi Piotr Podleśny, informatyk.

Działają dla wszystkich

Imprezy organizowane przez stowarzyszenie są zawsze otwarte dla wszystkich. Przychodzą starsi i młodsi, ci, którzy mieszkają tu od urodzenia i ci, którzy osiedli tu niedawno. – Tak jest na przykład rokrocznie w listopadzie, gdy organizujemy na zamku Bal Niepodległości. To radosna forma świętowania. Zawsze zapraszamy do udziału wszystkich mieszkańców – mówi G. Kotulska.

– Bale cieszą się coraz większym powodzeniem. Na ostatni przyszło ponad 200 osób. Śpiewamy razem pieśni patriotyczne przy akompaniamencie fortepianu i skrzypiec. Na ekranie wyświetlane są słowa pieśni, rozdawane są również śpiewniki – opowiada P. Podleśny.

Stowarzyszenie nie ogranicza się do organizowania imprez kulturalnych i sportowych. Zajmuje się także pomocą potrzebującym i angażuje się w rozwiązywanie problemów lokalnych. – Mamy wypracowane formy pomocy. Osobom potrzebującym, np. bezrobotnym, finansujemy zakup węgla na zimę, wspieramy rodziny – informuje G. Kotulska.

Ostatnio zjednoczyła ich walka z „wrogą drogą”. Dowiedzieli się przypadkiem, że planowana jest budowa trasy szybkiego ruchu Kraków–Olkusz–Pyrzowice. We wszystkich 3 przedstawionych wariantach przechodziła ona przez tereny otuliny pobliskiego Ojcowskiego Parku Narodowego. W jednym z nich trasa miała przebiegać przez park dworski w Korzkwi. W drugim – w odległości zaledwie 100 m od granicy z OPN.

– Ojcowski Park Narodowy jest najmniejszym parkiem w Polsce. Po wzięciu w kleszcze dróg byłby skazany na degradację przyrodniczą. Nie protestowaliśmy na ślepo. Od co najmniej 20 lat była już wytyczona zupełnie inna trasa drogi olkuskiej. Zarezerwowano pod nią nawet odpowiednie tereny. Tymczasem wymyślono zupełnie inne trasy. Zaczęliśmy przeciw temu protestować. Zbieraliśmy podpisy pod protestem, informowaliśmy o sytuacji przez Facebooka, organizowaliśmy spotkania z politykami i samorządowcami. Wspierali nas wójtowie gmin. Na razie projekt został odłożony ad acta – mówi P. Podleśny.

Szlachectwo zobowiązuje

Członkowie stowarzyszenia podkreślają bezinteresowne wsparcie dla ich działalności przez właściciela zamku korzkiewskiego i przez proboszcza.

Gdy w 1997 r. J. Donimirski zobaczył ruiny warowni i przeczytał na tablicy w kościele w Korzkwi, że dobra te należały niegdyś do jego przodków Wodzickich, zapragnął stać się właścicielem zamku. Budowla należała jednak wówczas do krewnej milionerki Barbary Piaseckiej-Johnson. Ambitny architekt kupił więc początkowo 2,5-hektarowy park, gdzie niegdyś stał dwór. Z czasem nabył również ruiny zamku. Aby nadzorować odbudowę, na 2,5 roku zamieszkał tu wraz z rodziną. Teraz zamek zarabia na siebie jako hotel. Właściciel jednak chce, aby zamek oraz otaczający go park nadal pozostały przestrzenią publiczną i były powszechnie dostępne.

– Przez 10 lat, jako uczeń i student, mieszkałem w Krakowie u dziadka Stefana Stablewskiego. Codziennie przy śniadaniu opowiadał mi historie rodzinne – o swojej służbie w kawalerii pruskiej oraz o walce z bolszewikami jako rotmistrz 16. Pułku Ułanów Wielkopolskich Wojska Polskiego... Z jego ust słyszałem wielokrotnie, że „szlachectwo zobowiązuje”. Tego się trzymam do dziś. Liczą się nie tylko pieniądze. Ważne są także tradycja, wartości rodzinne, pomoc ubogim – mówi J. Donimirski. Wraz z żoną Anną z Tarnowskich tak stara się też wychować piątkę swoich dzieci. Jako członek Polskiego Związku Kawalerów Maltańskich współorganizuje wiele imprez dobroczynnych.

Proboszcz zaś od 2005 r. dba o potrzeby duchowe swoich parafian. Z optymizmem patrzy w przyszłość. – Parafia nie wymiera. Wciąż mamy więcej chrztów niż pogrzebów. Co do ślubów zaś, to prócz parafian zawierają je tutaj osoby z całej Polski, a nawet dalekich krajów świata, które potem wyprawiają wesela na zamku. Mieliśmy nowożeńców z Nowej Zelandii, Papui-Nowej Gwinei, Cejlonu – mówi ks. Płachta. Remontuje również piękny XVII-wieczny kościół parafialny, gdzie jest m.in. obraz „Ecce Homo”, przed którym modlił się św. Brat Albert Chmielowski. W kościele wciąż trwają prace konserwatorskie. Odnaleziono m.in. nieznane dotąd malowidła z XVII wieku.

– Ksiądz proboszcz nie jest malowanym prezesem naszego stowarzyszenia. Nie tylko udzielił miejsca na plebanii na naszą działalność, lecz wspiera nas publicznie we wszystkim, co robimy – mówi G. Kotulska.

– Tych zaś, którzy nie uwierzą GN na słowo, że w Korzkwi dzieje się wiele ciekawego, zapraszamy 24 czerwca na odpust parafialny – dodaje ks. Płachta.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama