Nowy numer 3/2021 Archiwum

Proboszcz ks. Wojtyły

Historia. Co takiego dostrzegł stary proboszcz z Niegowici w młodym wikarym? Może po prostu odkrył bratnią duszę?

Wśród wielu ciekawych i poruszających rzeczy, które można zobaczyć w nowym Muzeum Dom Rodzinny Jana Pawła II w Wadowicach, jest opinia, jaką niespełna 29-letniemu wikaremu ks. Karolowi Wojtyle wystawił ówczesny proboszcz parafii Niegowić, a zarazem dziekan dekanatu niepołomickiego, 73-letni ks. prał. Kazimierz Buzała. Napisał on w sierpniu 1949 roku: „Poświadczam, że ks. Karol Wojtyła, wikariusz w Niegowici od 28 lipca 1948 do 17 sierpnia 1949, był kapłanem wzorowym. Życie jego złączone z Bogiem jaśniało blaskiem cnót. Pokorny, cichy, poza pracą obowiązkową całe godziny spędzał u stóp Tabernakulum, co tydzień się spowiadał, biednych wspomagał hojnie, dla siebie nie pozostawiając nawet na konieczne szaty czy urządzenie mieszkania. Wprost heroicznie poświęcał się pracy nad młodzieżą, wieczorami po błocie i mrozie śpiesząc do niej z odczytem, nauką i podnosząc ją od ziemi. Kazania głosił głębokie, wszyscy z radością go słuchali. Dla proboszcza i ks. kolegi uprzejmy i usłużny. Wzór kapłana świętego i nieskazitelnego”.

Najpierw Wawel, potem Niegowić

Trudno nie dostrzec niezwykłości tego „świadectwa moralności”, jak wówczas określano opinie wystawiane przez przełożonego podwładnemu. Trudno sobie wobec tego faktu nie zadać pytania, kim był autor tych słów. Ksiądz Buzała to – wydawałoby się – przeciętny duchowny archidiecezji krakowskiej I połowy XX wieku. Urodzony 5 sierpnia 1875 roku w Zakrzowcu, w parafii Bodzanów koło Wieliczki, w rodzinie rolników. Ojciec Kasper zmarł w okresie nauki syna w gimnazjum, więc wychowywała go matka Maria. Uczył się raczej przeciętnie (w gimnazjum przeważały oceny dostateczny, dobry i zadowalający, wyróżniały się dobre oceny z religii i słabe z języka niemieckiego, co sprawiło, że na maturze miał poprawkę z tego języka). Maturę zdał w 1895 roku w krakowskim II Gimnazjum św. Jacka, nieopodal klasztoru i kościoła dominikanów. Zainteresowania ujawnione w tamtym okresie oraz odkryte powołanie spowodowały, że wstąpił do seminarium duchownego i studiował teologię na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Uzyskiwane tam oceny, najczęściej summa cum laude (z najwyższą chwałą) lub magna cum laude (z wielką chwałą), wskazują, że trafił w swój świat. Święcenia kapłańskie z rąk bp. Jana Puzyny, kniazia na Kozielsku, przyjął 23 lipca 1899 roku. Później służył jako wikary w parafiach w Morawicy, Łodygowicach, kościele Mariackim w Krakowie (1901–1905). W tym też czasie był katechetą w IV c.k. Gimnazjum. Jako wikary katedry na Wawelu (1905–1910) był równocześnie notariuszem w krakowskiej Kurii Książęco-Biskupiej. Zyskiwał jednoznacznie pozytywne opinie kolejnych przełożonych, proboszczów. Warto przytoczyć fragment świadectwa moralności, jakie wystawił mu archiprezbiter kościoła Mariackiego: „Przez cały ten przeciąg czasu prowadził życie wzorowe, a obowiązki spełniał sumiennie. Podpisanemu okazywał szacunek i posłuszeństwo, a w stosunkach z księżmi był szczerym, uprzejmym i przyjacielskim”. To sprawiło, że gdy zdecydował się zgłosić na listę kandydatów na probostwo w Niegowici, dziekan katedralny na Wawelu, jego ówczesny przełożony, mógł napisać, że „na wszystkich stacyach duszpasterskich, które zajmował (...) zjednał sobie uznanie (...) za gorliwość w pracy nad zbawieniem dusz”. Te opinie, jak również wiedza i doświadczenie duszpasterskie sprawiły, że właśnie on „wygrał konkurs” i został w końcu sierpnia 1910 roku proboszczem, gdzie pozostał przez następne prawie 40 lat.

UB aresztuje i... przeprasza

Nowy metropolita, którym w 1911 roku został ks. Adam Stefan Sapieha, rychło odkrył w nim dobrego gospodarza (w 1924 roku mianował go dziekanem) i wychowawcę młodych księży, którzy często trafiali do jego parafii dla nabycia praktyki duszpasterskiej. Wśród wielu wikarych, którzy tam trafili, warto wymienić ks. Stanisława Czartoryskiego, późniejszego infułata, a w czasie wojny proboszcza w Makowie Podhalańskim, ks. Mariana Luzara (w Niegowici 1919–1924), harcerza, naczelnego kapelana ZHP (1931–1939), który poległ we wrześniu 1939 jako kapelan wojskowy, ks. Mieczysława Noworytę (w Niegowici 1931–1936), aktywnego w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Męskiej i za tę działalność represjonowanego od grudnia 1952 do lipca 1953 roku, później proboszcza w Mszanie Dolnej, czy wreszcie ks. Franciszka Szymonka, kolegę wikariusza ks. Wojtyły, w procesie Kurii Krakowskiej w styczniu 1953 r. skazanego na dożywocie, zwolnionego z więzienia w grudniu 1956 r., później proboszcza w Zubrzycy Górnej. Nie można się dziwić społecznej aktywności proboszcza, który był dekanalnym opiekunem Akcji Katolickiej i z tej właśnie między innymi przyczyny szczególnie doceniał aktywność swoich wikarych. Już w 1930 roku rozpoczął starania o budowę nowego kościoła w Niegowici, które zostały sfinalizowane dopiero w okresie powojennym. To z inicjatywy m.in. młodego wikarego ks. Wojtyły zainicjowano w 1949 r. budowę nowego, murowanego kościoła. Miał on być „prezentem” dla ks. Buzały, który obchodził w tym roku jubileusz 50-lecia święceń kapłańskich. Jednak już w 1948 r. dochodzi, prawdopodobnie z inspiracji władz, do konfliktu między proboszczem a kierownikiem miejscowej szkoły. Chodzi o sposób wykorzystania Domu Katolickiego, który w okresie budowy kościoła miał służyć jako tymczasowa kaplica. Było to sprzeczne z zamiarami wykorzystania tego domu jako miejsca całonocnych zabaw. Likwidacja Caritas na początku 1950 r. oraz zaostrzenie represji wobec Kościoła, których na dłuższą metę nie zatrzymało podpisanie 14 kwietnia 1950 roku porozumienia między państwem i Kościołem, doprowadziło 21 października tegoż roku do aresztowania za „rozsiewanie propagandy wojennej i występowanie przeciw spółdzielczości produkcyjnej” ks. prał. Buzały. Zwolniono go 6 listopada na skutek interwencji kard. Sapiehy, który w swoim piśmie do UB wskazywał, że zatrzymanie dziekana niepołomickiego „w więzieniu czy nawet w areszcie zagraża poważnie nie tylko zdrowiu, ale nawet i życiu tego kapłana”. W maju 1951 r. funkcjonariusze UB, tłumacząc się, pisali: „(...) zasadniczym błędem popełnionym przy areszcie (...) było to, że przy realizacji nie zwróciliśmy uwagi na jego podeszły wiek i słabe zdrowie, co było powodem, że masowo wpływały do naszego Urzędu podania miejscowej ludności parafialnej o zwolnienie księdza z aresztu (...), najważniejszym błędem przy areszcie tego księdza było to, że przystąpiliśmy do aresztu na podstawie niesprawdzonych danych agenturalnych, na których nie było także żadnego potwierdzenia. Fakt ten był rezultatem, że ks. Buzała w prowadzonym śledztwie do niczego się nam nie przyznał i tym samym z aresztu musiał być zwolniony, jako człowiek aresztowany niewinnie na podstawie fałszywych oskarżeń, jak sam oświadczył”.

Proboszcz na wygnaniu

Wracającego do parafii proboszcza zatrzymała około 100-osobowa grupa niechętnych mu parafian, prawdopodobnie podjudzonych przez UB, domagając się od niego ustąpienia z parafii. Ulegając naciskom, w styczniu 1951 r. opuścił parafię, zrzekając się funkcji proboszcza. Rezygnacja ta nie została jednak przyjęta przez kard. Sapiehę, który powołał jedynie tymczasowego administratora, by kontynuował rozpoczętą budowę kościoła. Ksiądz Buzała zamieszkał na ten czas w swojej rodzinnej parafii w Bodzanowie i choć w lipcu 1951 r. przyjął pracę referenta w kurii, to jednak tęsknił do swojej parafii i w sierpniu poprosił abp. Eugeniusza Baziaka, następcę zmarłego 23 lipca 1951 r. kard. Sapiehy, o powrót do Niegowici. Na początku września kuria godzi się na ten powrót, a w końcu tego miesiąca jednak przyjmuje rezygnację księdza z funkcji proboszcza i dziekana dekanatu. Część podburzonych parafian, szantażując kurię groźbą wstrzymania budowy kościoła, skutecznie uniemożliwia księdzu powrót do parafii. W 1953 r. kuria proponuje ks. Buzale funkcję rektora Domu Księży Emerytów, której on nie przyjmuje. W lipcu 1954 r. bp Franciszek Jop, wikariusz kapitulny archidiecezji, ma zamiar mianować go administratorem parafii Gdów, ale Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej w Krakowie, opierając się na dekrecie Rady Państwa z 9 lutego 1953 r. o obsadzaniu duchownych stanowisk kościelnych, stanowczo odmawia, stwierdzając jednoznacznie: „Na parafii tej winien być ksiądz dający gwarancję, że obowiązki duszpasterskie wypełniał będzie zgodnie z porozumieniem i instrukcją episkopatu z 28 września 1953 r.” [chodzi o deklarację episkopatu złożoną po aresztowaniu prymasa Wyszyńskiego – przyp. aut]. Zdaniem władzy ludowej, ks. prał. Buzała takiej gwarancji nie dawał. Część parafian jeszcze niejednokrotnie podejmowała próby sprowadzenia swojego proboszcza do parafii. Władze były jednak nieustępliwe wobec proboszcza-wygnańca, który umiera w święto Trzech Króli, 6 stycznia 1958 r. w Bodzanowie. Tam też spoczął na cmentarzu. Ksiądz Buzała nie doczekał więc konsekracji biskupiej swojego wikarego, która miała miejsce 28 września 1958 roku.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama