GN 42/2020 Archiwum

Człowiek zjednoczonej prawicy

– Nie zlikwiduję żadnej szkoły. Nie sprywatyzuję żadnego szpitala. Stworzę dobrze płatne miejsca pracy – zapowiada Marek Lasota.

Te obietnice kandydat zjednoczonej prawicy złożył publicznie, podpisując „Deklarację samorządowca PiS”. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że Marek Lasota, znany publicysta, historyk i dyrektor krakowskiego oddziału IPN, przez 12 lat reprezentował w małopolskim sejmiku… Platformę Obywatelską. Dlatego oficjalna prezentacja jego kandydatury przez parlamentarzystów PiS – Beatę Szydło i Ryszarda Terleckiego oraz szefa Polski Razem Jarosława Gowina – była polityczną sensacją tych wyborów.

Kogo boli głowa?

PiS długo nie odkrywało kart. Sam kandydat także do ostatniej chwili nie potwierdzał krążących po Krakowie plotek. Kiedy jednak 15 września stanął w Domu Polonii, przed tłumem dziennikarzy przedstawił swoją wolę startu w wyborach – i to właśnie z tego komitetu, co uznał za rzecz naturalną. Marek Lasota przypomniał, że 12 lat temu po raz pierwszy został radnym ze wspólnej listy PO–PiS. Natomiast wcześniej do pierwszego Sejmu niepodległej Rzeczypospolitej dostał się z listy Porozumienia Centrum. Sam nigdy nie był członkiem PO. Dziś uważa, że odeszła ona od swych korzeni za bardzo w lewo, a w dodatku stała się typową „partią władzy”. Wybór Marka Lasoty wywołał w szeregach Platformy poważne zamieszanie, a komentatorzy, którzy dotąd uważali, że osoba popierana przez PiS nie ma żadnych szans w walce o prezydenturę Krakowa, zmienili zdanie. Przyznają oni, że jest to kandydat, który może przyciągnąć wyborców z różnych środowisk. Paradoksalnie jest w tym podobny do urzędującego prezydenta, który choć reprezentuje lewicę, zbierał dotąd głosy „bezpartyjnych”. – Myślę, że od paru dni Jacek Majchrowski i jego współpracownicy mają poważny ból głowy, bo wiedzą, że Marek Lasota jest kimś, kto przetnie tę przedłużającą się i niedobrą dla Krakowa prezydenturę – mówił podczas prezentacji wspieranego przez siebie kandydata Jarosław Gowin.

Chrześcijańska tożsamość

Marek Lasota aktywność publiczną zaczął bardzo wcześnie, współtworząc w Krakowie Niezależne Zrzeszenie Studentów. Potem, w stanie wojennym, związał się z opozycją, a w wolnej Polsce stał się specjalistą od badania aparatu represji PRL. Szczególnie głośne są jego książki poświęcone inwigilacji bp. Karola Wojtyły. Z Kościołem kandydat PiS na prezydenta Krakowa związany był (i jest) nie tylko zawodowo. Został jednym z założycieli Bractwa św. Benedykta, przekształconego przed rokiem we Fraternitas Jesu. – Nigdy nie wyrzekłem się swojego światopoglądu i chrześcijańskiej tożsamości. Dla mnie to pewien rodzaj legitymacji. Reguła bractwa, którego jestem współzałożycielem, mówi wyraźnie: macie iść i dawać świadectwo. Ono powstało właśnie po to, by ludzie aktywni w kulturze, nauce i samorządzie nie uchylali się od bezpośredniego wpływania na rzeczywistość w duchu nauki Kościoła – mówi M. Lasota. Bractwo skupia osoby aktywne w życiu publicznym, ponad podziałami, z różnych środowisk. Jego dewizą bracia uczynili słowa zaczerpnięte z duchowości ignacjańskiej: „Contemplativus in actione” (Być kontemplacyjnym w działaniu). Nazwę „Fraternitas Jesu” podsunął prof. Tadeusz Borkowski, dziś kanclerz generalny bractwa.

Gdzie jest praca?

Kandydat zjednoczonej prawicy od początku sporo mówił o przywróceniu sakralnego charakteru zabytkowego śródmieścia, ale także mocny akcent w swojej kampanii stawia na ponowne uprzemysłowienie Krakowa. Przypomina, że choć w ciągu trzech ostatnich kadencji miasto stało się centrum usług (głównie księgowych) na skalę europejską, to równocześnie z Krakowa „wyprowadziły się” praktycznie wszystkie większe zakłady przemysłowe, którym lepsze warunki zaoferowały inne gminy. – Jak dowiodła sytuacja w czasie kryzysu gospodarczego, to właśnie te państwa, które stawiały na sektor usług, poniosły największe straty, te zaś, które próbowały zainicjować wzmożoną produkcję, wyszły z tego kryzysu w miarę obronną ręką. Myślę, że to jest także pewna recepta na Kraków – wyjaśnia M. Lasota. Według niego odpowiednimi terenami pod takie inwestycje są m.in. Nowa Huta czy Rybitwy, które wciąż posiadają przemysłowy charakter. Są na nie chętni, ale potrzebują przychylności ze strony władz miasta oraz ułatwień związanych z obniżką kosztów, takich jak m.in. ulgi w podatkach od nieruchomości czy opłatach za wieczystą dzierżawę.

Lem jak Kopernik

Oczkiem w głowie Marka Lasoty jest Nowa Huta, jego zdaniem lekceważona i niedoceniana przez obecne władze miasta. – Nowa Huta to obszar, o którym pan Majchrowski, zamknięty w gabinecie na placu Wszystkich Świętych, przypomina sobie jedynie przy przecinaniu wstęg, a te, niestety, w Nowej Hucie przecinane są zbyt rzadko – komentuje kandydat prawicy. Marek Lasota zapowiada powołanie wiceprezydenta miasta ds. zrównoważonego rozwoju, który szczególnie zajmie się najmłodszą częścią Krakowa. Planuje także zbudować Centrum Badań nad Przyszłością im. Stanisława Lema na wzór warszawskiego Centrum Nauki Kopernik. Jakie ma szanse na sukces? W sondażach wciąż wygrywa Jacek Majchrowski, z wynikiem ok. 40 proc., ale Lasota od razu pojawił się na II miejscu, a chce już na niego głosować co czwarty wyborca. Kolejni kandydaci mają dużo słabsze wyniki. Marta Patena zebrała 9,7 proc. głosów, Sławomir Ptaszkiewicz 3,5 proc., Łukasz Gibała 3,1 proc., a Tomasz Leśniak 1,2.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama