Nowy numer 43/2020 Archiwum

Bóg zawsze jest pierwszy

O chodzeniu po wodzie i przyjęciu zaproszenia do przyjaźni z Jezusem, z ks. Michałem Olszewskim rozmawia Monika Łącka.

Zachęca Ksiądz, by przyjąć wezwanie, które składa człowiekowi Bóg. Łatwo powiedzieć, a dla wielu osób to jak abstrakcja, bo wezwania nawet nie słyszą…

I właśnie o to chodzi! W książce „Przyjmij Jego wezwanie. Zaproszenie do życia z Jezusem” piszę, by nie lękać się usłyszeć głosu Boga. Chcę dotrzeć do współczesnego człowieka, bo Jezus to zaproszenie do przyjaźni z Nim kieruje do każdego, bez względu na to, kim ktoś jest, na jego grzechy. Wybór należy do człowieka, ale Bóg jest, czeka, mówi…

W książce pisze Ksiądz też, by nie lękać się chodzić po wodze. Dosłownie, w przenośni?

I tak, i tak! (śmiech). Dużą część książki poświęcam św. Piotrowi, który też bał się chodzić po wodze. Nawet zaczynał tonąć. A jednak gdy zaufał, zobaczył, że Bóg go prowadzi. Każdemu człowiekowi może przytrafić się zwątpienie, to normalne. Najważniejsze jednak, by pozbyć się lęku, bo to lęk najbardziej przeszkadza nam w pójściu w kierunku Boga.

Widział Ksiądz wiele Bożych interwencji w życiu ludzi, czasem nawet bardzo spektakularnych – pisze Ksiądz o kobiecie, która straciła pracę, nie miała pieniędzy zapłacenie rachunków za gaz. A jednak za każdym razem, gdy chciała ugotować dziecku posiłek i modliła się o pomoc, gaz w kuchence był…

Spotkałem też człowieka, który na pustym baku przejechał 600 km! A ja czasem zastanawiam się, czemu muszę tankować i płacić kilka razy w tygodniu (śmiech). Bóg daje czasem piorunujące znaki. Jest przy nas.

Ogromną moc ma modlitwa wstawiennicza, którą Ksiądz posługuje. Ludzie słysząc, że będzie ks. Olszewski, przychodzą tłumami. Nie pojawia się czasem pokusa, by pomyśleć: ja to mam moc, do mnie przychodzą?

Moje grzechy trzymają mnie przy ziemi! (śmiech). Wiem, że nade mną jest Bóg. To On działa i uzdrawia. On jest zawsze pierwszy. Wiem też, że modlitwa uwielbienia otwiera serca. Moja siostra po wypadku miała złamaną szczękę. Podczas modlitwy w Dębowcu, u saletynów, oddała Bogu całą złość i nienawiść do człowieka, który wypadek spowodował. I nagle okazało się, że może ruszać ustami, śpiewać, uwielbiać. Bóg przemienia serca, ale warunkiem jest wewnętrzna zgoda człowieka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama