Nowy numer 42/2020 Archiwum

Na świętym polu

Groby legionistów. 100 lat temu wyruszyli z krakowskich Oleandrów do walki o niepodległość. Kładli potem swe kości na polach bitew, umierali w więzieniach, obozach lub w powojennym zapomnieniu.

Małopolanie odwiedzający z okazji Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego groby rodzinne na cmentarzach, mijają także groby żołnierzy Legionów Polskich. Najwięcej spoczywa ich na starym cmentarzu Rakowickim, o którym Ambroży Grabowski, znany badacz przeszłości Krakowa, napisał kiedyś podniośle: „cmentarz krakowski jest to święte pole”.

Odpowiedni plac

Jako pierwszego pochowano tu – w niecały miesiąc po wymarszu I Kompanii Kadrowej Strzelców z Oleandrów – 18-letniego strzelca Mieczysława Kucharczyka. Zmarł 2 września 1914 roku. Drugim był najprawdopodobniej 19-letni Stefan Wileński, żołnierz 1. Pułku Piechoty Legionów. – Chowano tu przeważnie żołnierzy legionowych zmarłych w krakowskich szpitalach wojskowych w wyniku chorób i ran odniesionych w walkach – wyjaśnia Adam Roliński, historyk, wiceprezes Fundacji Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego w Krakowie. – Już w listopadzie 1914 r. prof. Julian Nowak, austriacki komisarz rządowy w Krakowie, późniejszy premier rządu II RP, przeznaczył „na wspólny wieczysty grób legionistów polskich w walce poległych lub skutkiem ran i trudów zmarłych, odpowiedni plac na cmentarzu krakowskim” – dodaje Roliński. Legionistów zaczęto chować w pasie cmentarnym nr 50. Początkowo były tu mogiły ziemne. Po odzyskaniu niepodległości w kwaterze legionowej ustawiono kamienne nagrobki. – W 1927 r. stanął tam pomnik, na którym umieszczono kamienną, nieco zmienioną kopię znanego pomnika „Czynu Legionowego” Jana Raszki, wykonaną przez Wacława Boratyńskiego – mówi Agnieszka Partridge, znawczyni historii cmentarzy wojennych z okresu I wojny światowej w Małopolsce. W 1990 r. do swych kolegów dołączył tu słynny gen. bryg. Bolesław Wieniawa-Długoszowski, ułan legionowy, adiutant Piłsudskiego, poeta, zmarły w 1942 r. śmiercią samobójczą w Nowym Jorku.

Pułkownik, który płakał

Główną aleję cmentarza Rakowickiego zamyka pomnik na grobie legionowych ułanów-rokitniańczyków. Wysiekły ich w 1915 r. rosyjskie karabiny maszynowe na polach pod Rokitną w Besarabii. Do Krakowa, skąd wyruszyli do walki w 1914 r., wrócili w 1923 r. w trumnach wraz ze swym poległym dowódcą rtm. Zbigniewem Dunin-Wąsowiczem. – Odwiedzający grób rokitniańczyków rzadko zwracają uwagę na stojący obok niego nagrobek gen. Zygmunta Zielińskiego. Pochowano go przy nich nieprzypadkowo. Do legionów zgłosił się w 1914 r., mając już 56 lat. Dowodził 2. Pułkiem Piechoty. W 1915 r. stał na czele grupy oddziałów II Brygady Legionów, która szturmowała Moskali w Besarabii. Był świadkiem hekatomby ułanów Dunin-Wąsowicza pod Rokitną – opowiada dr Jarosław Szarek, historyk z krakowskiego oddziału IPN. Gdy chowano ich 15 czerwca 1915 roku na cmentarzu w Rarańczy, pułkownik był załamany. „Pułkownika Zielińskiego zrozpaczonego, przybitego, spotkałem z adiutantem na ugorze. Mimo cechującej go surowości łzy padały mu jak groch z oczu” – wspominał ks. Józef Panaś, kapelan II Brygady. Zieliński ze wzruszenia nie był nawet w stanie przemówić nad grobem ułanów. Później dowodził jeszcze II Brygadą Legionów i Polskim Korpusem Posiłkowym. Zmarł w 1925 r. w Krakowie jako generał broni Wojska Polskiego. Nieopodal leży też zmarły w 1938 r. płk Władysław Belina-Prażmowski, twórca kawalerii legionowej, b. prezydent Krakowa.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama