Nowy numer 48/2020 Archiwum

Awantura o Morskie Oko

Znowu zawrzało na drodze do Morskiego Oka. Na Palenicy Białczańskiej protestowali ekolodzy, interweniowała policja.

Ekolodzy zapowiadali wcześniej, że będą blokować drogę do Morskiego Oka. Od słów przeszli do czynów. W proteście wzięło udział kilkadziesiąt osób. Niektórzy zagrodzili drogę fiakrom, którzy mieli już komplet turystów i mogli wyjeżdżać do Morskiego Oka. Na miejscu zjawiła się policja. Funkcjonariusze bezskutecznie próbowali wylegitymować protestujących.

Marian Mikołajczyk, sekretarz gminy Bukowna Tatrzańska, stwierdził, że zgromadzenie jest nielegalne. Napięcie rosło z każdą chwilą. Jeden z fiakrów wraz z wozem przedarł się przez blokadę, w wyniku czego jedna osoba została poturbowana. Na Palenicę przyjechała karetka pogotowia. Gdy jeden z ekologów użył gazu pieprzowego, ucierpiał pomocnik jednego z fiakrów. W odpowiedzi na te wydarzenia fiakrzy też zaczęli protestować, trzymając w rękach kartki z  napisem: "Stop pseudoekologom". Protestujący ustąpili po tym, jak policjanci poinformowali ich, że mogą zostać zatrzymani na 24 godziny.

Sprawa transportu konnego do Morskiego Oka powraca co jakiś szans. Ekolodzy twierdzą, że konie są przeciążone. Tatrzański Park Narodowy przy współpracy z jedną z firm testował transport do Morskiego Oka samochodem typu melex. Głos w sprawie zabrał też Związek Podhalan. - Proszę pamiętać, że fiakrzy mają stosowne pozwolenia. Jest to dla nich miejsce pracy, utrzymują swoje rodziny. Nie dajmy się zwariować. Jako Związek Podhalan będziemy stać także na straży podhalańskich zwyczajów, w których koń był od zawsze obecny - mówi "Gościowi Niedzielnemu" Andrzej Skupień, prezes ZP.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama