Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wypisz, wymaluj – Polska!

Chochoł po raz kolejny nawiedził progi bronowickiego dworu. A wcale nie było to takie oczywiste…

Ten rytuał powtarzany jest niezmiennie od 1969 roku, gdy w Rydlówce otwarto Muzeum Młodej Polski. Zawsze w rocznicę najsłynniejszego polskiego wesela, z wielką pompą, w otoczeniu kobiet w krakowskich strojach, przy dźwiękach ludowej kapeli, w odpowiedzi na nawoływania dzieci, chochoł wchodzi i rozsiada się dostojnie na krzaku róży. Przyglądają się temu nie tylko mieszkańcy, ale i włodarze miasta, artyści, dziennikarze. Ten nastrój, to miejsce, nawet ten sam przekrój społeczny. Prawie, bo Bronowice już dawno wsią być przestały.

Coś się kończy…

Maria Rydlowa była kimś więcej niż kustoszem. Niektórzy mówią wręcz – „najcenniejszy artefakt” Muzeum Młodej Polski. Gdy w 1996 roku zamieszkała na poddaszu bronowickiego dworu, muzeum – dotąd pogrążone w chocholej stagnacji – ożyło. Już nie zwiedzało się go ot tak, po prostu, w kapciach, ale z panią Marią, która otwierała przed gośćmi niezwykły świat. – To jest przede wszystkim miejsce narodowego dramatu. Młodzież świetnie potrafi się wczuć w jego klimat, trzeba tylko umieć im to opowiedzieć. Odtworzyć atmosferę, z której zrodziło się „Wesele” – mówiła nam jeszcze niedawno wdowa po Jacku Rydlu, wnuku Pana Młodego. Ale wczesną wiosną skończyła się pewna epoka, bo rodzina Rydlów zrezygnowała ze współpracy z krakowskim oddziałem PTTK, który przez lata prowadził muzeum. Można powiedzieć o wyczerpaniu się pewnej formuły. Liczba turystów zwiedzających dwór spadła w 2013 roku do 20 tys. i ograniczała się głównie do młodzieży szkolnej. Wpływy z biletów nie pokrywały nawet części kosztów prowadzenia muzeum, które tak naprawdę nie spełniało też podstawowych kryteriów wymaganych od takich instytucji kultury. Na bramie przy ul. Tetmajera zawisła więc kartka „nieczynne do odwołania”. Trudno o bardziej depresyjny komunikat. Na szczęście właśnie w kolejną rocznicę wesela nad Bronowicami zaświecił promyk nadziei.

Coś się zaczyna

– Bardzo się cieszymy, że choć nie udało się jeszcze na nowo otworzyć muzeum, to w ten wyjątkowy dzień znów zatętniło ono życiem – mówi Barbara Miszczyk, prezes Towarzystwa Przyjaciół Bronowic. W minioną sobotę, gdy chochoł znów zajął należne mu miejsce, z listopadowej mgły wyłoniły się zarysy przyszłości, jaka czeka Rydlówkę. W rolę zwiastuna dobrej nowiny wcielił się Michał Niezabitowski, dyrektor Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. To ono zdecydowało się przejąć opiekę nad Muzeum Młodej Polski. – Nie muszę nikogo przekonywać, że w tej sprawie wszyscy byli zgodni: władze miasta, radni i my. Jest też wola rodziny, by to miejsce znów stało dostępne dla zwiedzających – zapewnia dyrektor. Jednak operacja przekazania placówki nie będzie prosta. Działała ona w bardzo specyficznej, domowej formule, bez niezbędnej muzealnej infrastruktury. Niezbędne są więc inwestycje, których koncepcja już istnieje. Powstanie szklany ogród nie ingerujący w historyczną zabudowę. Zapewni on funkcjonalność obsługi muzeum, które będzie teraz działać w ramach oddziału teatralnego MHK. – Mamy już zapewnione 200 tys. zł z budżetu miasta na tę inwestycję. Jeśli wszystko pójdzie sprawnie, jest szansa, by Rydlówka otworzyła swe podwoje podczas kolejnego osadzania chochoła już za rok – ocenia Niezabitowski.

Archiwum społeczne

Na pewno nie będzie to czas zmarnowany w Bronowicach, podobnie jak miniony rok. Głównie za sprawą TPB, które dba o podtrzymywanie tradycji, nie tylko od święta. Jego członkowie nie ograniczają się do aktywnego uczestnictwa w obrzędzie osadzania chochoła. Towarzystwo organizuje koncerty, spotkania, kiermasze oraz doroczne Święto Ulicy Tetmajera. Ostatnio weszło również w przestrzeń wirtualną tworząc cyfrowe Archiwum Bronowickie. Paradoksalnie ten niezwykły projekt ruszył właśnie wtedy, gdy Rydlówka została zamknięta dla zwiedzających. Wiosną na wędrówkę po bronowickich „chatach” ruszyło dziesięcioro młodych wolontariuszy-autochtonów uzbrojonych w dyktafony, aparaty fotograficzne i skanery. Dotarli do najstarszych mieszkańców, by zarejestrować ich wspomnienia sięgające czasów okupacji. Brygada archiwistów społecznych pierwsze efekty swojej pracy pokazała już we wrześniu podczas wzruszającego spotkania – oczywiście w najważniejszym dworku Bronowic. Od tego czasu strona www.archiwumbronowickie.pl żyje i wciąż się wzbogaca o nowe multimedia: nagrane wspomnienia, zdjęcia, archiwalne dokumenty.

A to Polska właśnie!

Otwiera je opowieść – jakżeby inaczej – Marii Rydlowej oraz Józefy Baczyńskiej z domu Czepiec, wnuczki Błażeja Czepca. Na razie nagrań audio jest 18, są bardzo osobiste, choć jednocześnie stanowią niezwykły dokument czasów, które jeszcze wiele ludzi pamięta. Bo Bronowice to… Polska właśnie! Wypisz, wymaluj. We wspomnieniach odżywają chłopskie izdebki, które tak chętnie przed pierwszą wojną podnajmowali krakowscy artyści. W dzień malowali, wieczorem szli do karczmy Singera. – Ja ją jeszcze bardzo dobrze pamiętam – wspomina Maria Rydlowa. – Za karczmą był ogród moich dziadków ze strony matki, stąd tak to miejsce znałam – dodaje. Po wojnie karczma została rozebrana, a staw uwieczniony na obrazach Wyspiańskiego zasypany. Ale wieczorem, jak się dobrze wsłuchać, spośród otaczających Rydlówkę drzew jeszcze dobiega echo bronowickich muzykantów.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama