Nowy numer 48/2020 Archiwum

Każde słowo ma sens

W trzech salach udało się przedstawić historię zanurzonego w ciszy klasztoru i zachwycić widza karmelitańską duchowością.

Jak pokazać to wyjątkowe miejsce, zagubione między bukowymi lasami, dolinkami, wąwozami, ruinami po dawnych ermitażach, wykuwanymi w skałach pustelniami? Jak oddać klimat XVII-wiecznego klasztoru, w którym posadzki wytarte są od chodzenia, obrazy poczerniały ze starości, gdzie pachnie starymi księgami i wilgocią? Jak przenieść to do nowego budynku, gdzie pachnie farbą i cementem? Jak pokazać w muzeum piękno i prostotę karmelitańskiej reguły? Przed takimi dylematami stanęli twórcy aranżacji nowego muzeum w Czernej Barbara i Jarosław Kłaputowie, którzy pracowali już m. in. przy ekspozycji w Muzeum Powstania Warszawskiego i Muzeum Domu Rodzinnego Jana Pawła II w Wadowicach. To zadanie zajęło im aż dwa lata.

Na miarę XXI wieku

– Bardzo ojcom dziękuję za to, że podczas tej pracy mogliśmy chociaż trochę przybliżyć się do tego ideału karmelitańskiego, do tego pokoju, skromności, ducha ofiary, który na co dzień obserwowaliśmy w braciach, z którymi czasem nie zamieniliśmy ani słowa – mówiła podczas otwarcia ekspozycji Barbara Kłaput. Karmelitańskie muzeum istniało już w Czernej od lat 80. ubiegłego stulecia. Wtedy mieściło się jednak w pomieszczeniach klasztornych. Teraz zostało przeniesione do wybudowanego niedawno Domu Pielgrzyma i otrzymało formę na miarę XXI wieku. – Trzeba było właściwie zaprezentować nasze dziedzictwo, przygotować syntezę, by każdy człowiek wiedział, że spotyka się z rzeczywistością być może odległą, ale która może stać się dla niego bliska – wspomina o. Ryszard Stolarczyk, który był przeorem klasztoru w Czernej, gdy rozpoczynały się prace nad muzeum. Dodaje, że miejsce to ma pokazać, jak dziedzictwo duchowości karmelitańskiej rozwijało się w tym konkretnym miejscu.

Erem w muzeum

Na ekspozycję składają się trzy sale. Pierwsza stylizowana jest na bibliotekę – wśród umieszczonych tam przedmiotów można znaleźć m.in. stare modlitewniki i spisywane przez miejscowych zakonników kazania. Z kolei na dotykowych ekranach dokładnie można przejrzeć to, czego w zbiorach bibliotecznych na zwykłej wystawie pokazać nie sposób – m.in. obszerne fragmenty kroniki klasztoru, w które każdy z oglądających może spokojnie się wczytać. Druga sala to gabloty m.in. z przedmiotami codziennego użytku (kłódkami, narzędziami, dzwonkami), szatami i naczyniami liturgicznymi oraz pamiątkami po św. Rafale Kalinowskim (m.in. metalowy pas pokutny czy szalik świętego z jego inicjałami). W samym środku tej części wybudowano symboliczny erem, swego rodzaju duchowe serce całej ekspozycji. Jego zewnętrzne ściany pokrywają ręcznie wykonane wersety reguły zakonu karmelitańskiego, spisane po polsku i po łacinie. – Nie jest to najświeższy zapis reguły. Pochodzi z początku XX wieku, kiedy słowa jeszcze brzmią po królewsku. To nie jest spis treści: rób to, rób tamto. Każde słowo ma swoją moc – wyjaśnia Jarosław Kłaput, udowadniając, że nic w aranżacji nie jest przypadkowe. Ostatnia część muzeum to opowieść o współczesności klasztoru. Są tu m.in. krótkie biogramy karmelitów, których procesy beatyfikacyjne jeszcze się toczą, listy Karola Wojtyły (które pisał najpierw jako ksiądz, potem kardynał, a wreszcie jako papież Jan Paweł II) do jego spowiednika o. Leonarda Kowalówki.

Zarazić modlitwą

Wszystko to uzupełnia bodaj najbardziej dobitny łącznik historii opowiedzianej w muzeum ze współczesnym życiem klasztoru. W wyświetlanym na ścianie filmie (nie ma w nim wywiadów) występują bowiem bracia, których przybywający do klasztoru pielgrzym chwilę później spotkać może czy to w korytarzu prowadzącym do kościoła, czy na drodze krzyżowej, wijącej się na wzgórzu, na którym położony jest sam karmelitański klasztor. – Chcemy zarażać odwiedzających nas modlitwą i pragnieniem Boga, przekonaniem, że Bóg istnieje i jest Kimś najważniejszym – przekonuje o. Leszek Stańczewski, obecny przeor klasztoru w Czernej. – On jest najbardziej fascynujący ze wszystkiego, co może być – zapewnia. – Tu, w Karmelu, nie ma rozdzielności między tym, co się dzieje w kościele, w czasie modlitwy i w życiu codziennym. To widać w każdym geście ojców i braci. Praca jest tu drogą do świętości, i to się czuje – dodaje Barbara Kłaput.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama