Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Marsz integracyjny

O początkach Orszaku Trzech Króli i idei, która przyciąga tłumy, opowiada Robert Kowalski, współorganizator krakowskiego pochodu.

Miłosz Kluba: Pamięta Pan swój pierwszy orszak?

Robert Kowalski: To była absolutnie spontaniczna akcja. W gronie znajomych i przyjaciół z tworzonego przez nas przedszkola „Źródło” (to były jego początki) zebraliśmy się na Mszy św. w katedrze na Wawelu. Mieliśmy ze sobą bardzo niewiele typowo orszakowych rekwizytów, ale z tym poszliśmy w dół ulicą Grodzką. I od samego początku był z nami kard. Stanisław Dziwisz.

Ile osób przyszło?

Przed kościołem zebrało się może z 50. Po drodze urosło to do kilkusetosobowego tłumu. Barwny i radosny pochód ze śpiewem kolęd jest czymś bardzo przyciągającym. A przy tym w pewien sposób także ewangelizującym. Zwłaszcza widok całych rodzin, które szły w orszaku, tych małych dzieci, które były głównymi bohaterami – to było coś, co pozwalało dołączać się innym.

Od tamtej pory liczba uczestników Orszaku Trzech Króli z roku na rok rośnie.

Wydaje mi się, że tym, co przyciąga, jest właśnie ta radosna formuła i to, że razem mogą świętować dzieci, rodzice, opiekunowie, nauczyciele. Dzieci, które idą w orszaku, są współaktorami i mają do odegrania ważną rolę, a każdy może dostać koronę i zostać królem. Wszyscy dostają też śpiewnik i możemy wspólnie kolędować. Nikt nie musi się bać, że nie będzie pamiętał drugiej czy trzeciej zwrotki.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma