Nowy numer 47/2020 Archiwum

ECMO znaczy życie

Medycyna. Święty Piotr pewnie nas kiedyś prześwięci, bo pacjenci, którzy do nas trafiają, pukają już do bram nieba, A my ściągamy ich z powrotem na ziemię – śmieje się dr Sylweriusz Kosiński, współtwórca Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej.

Kawał dobrej roboty

Początkowo system ratowania osób w stanie hipotermii obejmował tylko teren Tatrzańskiego Parku Narodowego, a umowa była podpisana jedynie z TOPR. – Szybko jednak zrozumieliśmy, że tę procedurę trzeba rozciągnąć na całe województwo małopolskie. Obecnie obejmuje ona także Podkarpacie – mówi dr Darocha. Gdy pomysł ruszał, lekarzom udało się zachęcić do współpracy mnóstwo osób. – Dostaliśmy zgodę dyrekcji szpitala i ordynatorów oddziałów, więc można było działać dalej, by w projekt włączyły się inne szpitale, oddziały ratunkowe. Ogniwami tego łańcucha są też: pogotowie ratunkowe, policja, straż miejska, straż pożarna, GOPR i pozostałe grupy górskie (jurajska, krynicka, beskidzka, itd.), które od 1 października do 1 kwietnia zgłaszają nam wszystkie akcje poszukiwawcze i relacjonują ich przebieg, a nawet Służba Ochrony Kolei. Nikt nie powiedział „nie”. Wszystkim jestem za to bardzo wdzięczny – podkreśla T. Darocha. – Ja po prostu wierzę w młodych lekarzy i wiem, na czym polega ratowanie ludzkiego życia. Doktor Kosiński kiedyś był moim studentem, a w dr. Darosze, moim pracowniku, widziałam duży potencjał. Gdy przynieśli dokumenty, podpisałam. Dziś widać, że zrobili kawał dobrej roboty, szkoląc cały sztab ludzi – mówi dr Anna Prokop-Staszecka, dyrektor szpitala im. Jana Pawła II. W system zaangażowane są wszystkie zespoły ratownicze. Na każdym telefonie dyspozytora pogotowia ratunkowego w Krakowie i Tarnowie znajduje się przycisk „hipotermia”. Dzięki niemu w dowolnym momencie można nawiązać trzy połączenia równocześnie z dyspozytorem, ratownikiem z karetki, który prawdopodobnie znalazł wychłodzoną osobę, oraz z koordynatorem centrum. – W każdej karetce znajduje się też naklejka z telefonem do koordynatora, a na każdy tablet zostały wgrane materiały edukacyjne. Z karetki można też przesłać dane z defibrylatora na tablet koordynatora, dzięki czemu wiemy, jakie są parametry człowieka (ciśnienie, saturacja itd.), zanim trafi na stół operacyjny – opowiada dr Darocha. – Do tej pory telefonów alarmowych odebraliśmy w sumie 44, ale nie wszystkie osoby kwalifikowały się do ECMO – dodaje. ECMO, sztuczne płucoserce, umożliwia pozaustrojowe dogrzewanie organizmu o 6 do 9 stopni Celsjusza na godzinę. – Krew jest pobierana z żyły udowej, a następnie, po ogrzaniu, z powrotem wprowadzana do układu tętniczego. Przy wykorzystaniu tradycyjnych metod można było dogrzewać tylko o 1 do 2 stopni na godzinę – tłumaczą lekarze.

Wsparcie pilnie potrzebne

Powstanie Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej jest sukcesem, którego inne miasta Krakowowi na razie mogą tylko poza- zdrościć. Problem jest tylko jeden. Koszt podpięcia chorego do ECMO to aż 5 tys. zł za dobę. – Złożyliśmy dokumenty do Ministerstwa Zdrowia o dofinansowanie zabiegów, ale na razie pozostają bez odpowiedzi. Bardzo liczymy też na wsparcie osób, które problem rozumieją, bo my mamy ratować ludzkie życie, a nie zastanawiać się, skąd wziąć na to pieniądze. Mamy możliwości, ale lekarze nie mogą pracować za darmo. A tak naprawdę oni to wszystko stworzyli wolontaryjnie, w swoim wolnym czasie – mówi dr Prokop-Staszecka. – Chcemy, by w NFZ powstała procedura ratowania w przypadku hipotermii, uwzględniająca wszystkie tego etapy – od poszukiwań zaginionego, akcję pogotowia, przez pobyt na intensywnej terapii i podpięcie do ECMO, a na pobycie na innych oddziałach kończąc. Bo z OIOM pacjent nie wychodzi przecież do domu, ale trafia na internę z odmrożeniami czy zapaleniem płuc. Na razie naginamy procedury, które nie nadążają za życiem – dodaje dr Rafał Drwiła. Lekarze z Centrum potrzebują też pieniędzy na zakup przenośnego ECMO, dzięki któremu będą mogli stworzyć „brygadę mobilną” i jechać do najbliższego szpitala od miejsca zdarzenia, a nie czekać, aż pacjent przyjedzie do Krakowa. Takie urządzenie kosztuje 300 tys. zł. – To nie jest bardzo wysoka kwota, ale na razie nie mamy nic. Szukamy sponsorów. Próbowałem już kiedyś zapakować stacjonarne ECMO, ale jest za duże. A każda minuta zwiększa przecież szanse chorego na przeżycie – mówi dr Darocha.• Działający przez całą dobę telefon alarmowy do Centrum, materiały edukacyjne oraz dokładny opis procedury można znaleźć na www.hipotermia.edu.pl.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama