Nowy numer 2/2021 Archiwum

Kiedy owce skoszą trawę?

Czy owce za jakiś czas znikną z podhalańskich hal? Coraz mniej juhasów garnie się do ich wypasu.

W tym roku rolnicy mający owce i oddający je na wypas mogą liczyć na dotację w wysokości 30 euro od owcy, która skończy pierwszy rok życia. Mogą też uzyskać dotację w wysokości 360 zł od jednej owcy, która należy do ras ginących. W tej grupie są m.in. cakiel podhalańska i polska owca górska – odmiana barwna (zwana popularnie czarną owcą). – Niewykluczone, że właściciele owiec ras ginących dostaną jeszcze dotację w wysokości wspominanych 30 euro. Na razie nie ma jednak stuprocentowego potwierdzenia z Ministerstwa Rolnictwa – mówi Jan Janczy, prezes Związku Hodowców Owiec i Kóz z siedzibą w Nowym Targu.

Aby jednak dostać dotację, trzeba spełnić szereg wymogów, które regularnie są zwiększane, i wypełnić stosy dokumentów. Jakikolwiek błąd w formalnościach możne skończyć się odmową przyznania dotacji lub jej późniejszym otrzymaniem. – Z roku na rok jest tylko gorzej. Wszystkie dokumenty prowadzimy na bieżąco, a ciągle dochodzą nowe. Można się w tym wszystkim pogubić i zniechęcić do gazdowania z owcami – nie kryje niezadowolenia rolnik z jednej podhalańskich miejscowości. Problemy pojawiają się też z pomocnikami baców, zwanymi juhasami. – Coraz trudniej jest uzbierać bacom grupę pomocników. Może dojść do tego, że kilku z nich nie będzie mogło prowadzić tegorocznego wypasu na halach, bo nie znajdą juhasów – mówi J. Janczy. Jego zdaniem, młodzi nie garną się do tego zawodu, bo jest on związany z trudną pracą na hali. – Trzeba spędzić kilka miesięcy poza domem, nierzadko w upale albo w deszczu. Młodzi wolą teraz budownictwo od pasterstwa – zauważa.

Według statystyk prowadzonych przez Związek Hodowców Owiec i Kóz, w tegorocznym sezonie wypasu weźmie udział około 100 baców, którzy będą czuwać na stadami liczącymi kilkadziesiąt tysięcy owiec. – Owczarstwo w naszym regionie stanowi jedną czwartą polskiego pasterstwa. W całym kraju jest ok. 200 tys. owiec, więc jesteśmy daleko poza średnią europejską. Możemy się nazwać ubogimi krewnymi w stosunku np. do Rumunii, gdzie liczba owiec sięga kilku milionów – tłumaczy prezes ZHOiK. Jak dodaje, zwiększenie liczby zwierząt w hodowlach mogłoby nastąpić, gdyby owce były wykorzystywane do wykaszania pól na różnych terenach, np. w parkach narodowych, również na Podhalu. – Owiec nie można wprowadzać na teren Pienińskiego Parku Narodowego, po którym jeździ traktor, by kosić trawę. Przecież wykorzystanie owiec byłoby bardziej ekologiczne! – denerwuje się J. Janczy.

Aby poprawić efektywność podhalańskiego rolnictwa, w tym pasterstwa, potrzebna jest także tzw. komasacja, czyli scalenie gruntów, którą zaczęło wprowadzać starostwo nowotarskie. Sebastian Chowaniec, były radny z Piekielnika, gdzie są prowadzone konsultacje w sprawie komasacji, zaznacza, że ten proces będzie obejmował tylko tereny rolne i zostanie w całości sfinansowany z budżetu państwa lub dotacji unijnej. – W scaleniu gruntów chodzi o to, żeby rolnik mógł łatwiej gazdować na polach, bo często ma je rozsiane w wielu kawałkach, które składają się na np. trzy hektary. Po komasacji będzie miał je w jednym fragmencie. Ułatwi to zdecydowanie pracę na roli i pasterstwo, także dzierżawę gruntów pod wypas – wyjaśnia szef ZHOiK. Tegoroczny sezon pasterski rozpocznie się 26 kwietnia o godz. 11 Mszą św. w sanktuarium w Ludźmierzu. Na tradycyjne Święto Bacowskie zaproszeni są wszyscy bacowie i juhasi.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama