Nowy numer 2/2021 Archiwum

Nie da się ich zamknąć

O latach „ujemnych”, trudnym umieraniu i nadziei z Jolantą Stokłosą, prezes Hospicjum św. Łazarza i Forum Hospicjów Polskich, rozmawia Monika Łącka.

Monika Łącka: Na stronie internetowej gdańskie hospicjum umieściło baner „Hospicjum umiera”. Krakowskie Hospicjum św. Łazarza prosi „o zjednoczenie się (...), bo tylko wspólnym wysiłkiem można ochronić hospicyjne dzieło”. Nie jest dobrze.

Jolanta Stokłosa: Krakowskie hospicjum ufa, że z pomocą Opatrzności i społeczeństwa oraz dzięki różnym zmianom organizacyjnym nasz bilans finansowy wyprowadzimy w tym roku na zero. Na tym nam zależy. Mieliśmy dwa lata z większymi przychodami, które dały rezerwę finansową, i to dzięki niej można było pokryć koszty kolejnych dwóch lat, „ujemnych”. Trochę pieniędzy jeszcze mamy, ale nie na tyle, by był zapas pozwalający zabezpieczyć kolejny rok działalności.

Hospicjum szuka więc oszczędności, ale jest to trudne.

W zderzeniu z tak trudną sytuacją, jaką mamy, trzeba zmniejszać koszty opieki, która jednocześnie musi pozostać na maksymalnie wysokim poziomie. Dlatego prosimy mieszkańców Krakowa i wszystkich przyjaciół o wsparcie. Odzew na ten apel, odkąd ruszyły tegoroczne 18. już Pola Nadziei, jest pozytywny, co pozwala wierzyć, że nadal będziemy mogli opiekować się ludźmi będącymi u kresu swojej ziemskiej wędrówki.

Nie bez powodu Pola Nadziei nie są jedynie kwestą na rzecz hospicjum, ale przede wszystkim stawiają na edukację.

Tak, bo aby wspierać hospicjum, trzeba najpierw zrozumieć, czym jest opieka hospicyjna i odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego ona jest tak ważna. A jest, i nawet jeśli w tym momencie sami jej nie potrzebujemy, to może się okazać, że za niedługo choroba być może nas dotknie albo kogoś z naszych bliskich. Wszyscy kiedyś umrzemy i od tej prawdy nie da się uciec, ale umieranie nie zawsze jest proste. W chorobie nowotworowej pojawiają się trudny do opanowania ból, obrzęki, duszności. By sobie z nimi poradzić, potrzeba lekarzy i pielęgniarek, wyszkolonych w zakresie medycyny paliatywnej. Chodzi o to, by chory mógł godnie przejść przez ostatni okres życia, a dobór leków w terminalnym stadium choroby to sprawa bardzo indywidualna, wymagająca doświadczenia. Chory nie musi cierpieć przed odejściem, ale po wypisaniu ze szpitala, gdy nie ma nadziei na wyleczenie, nie może być pozostawiony sam sobie. Dlatego podkreślam, że istnienie hospicjum to sprawa nas wszystkich i wszyscy musimy zadbać, by mogło istnieć – zarówno to stacjonarne, jak i domowe. Nie da się ich zamknąć i zostawić chorych bez pomocy.

Pacjenci hospicjum potrzebują też czasu, a nie krótkiej wizyty.

Przez 30 lat istnienia hospicjum udało się stworzyć zespół, który nie tylko świetnie radzi sobie w sprawach medycznych czy psychologicznych. To ludzie, którzy są przy chorym, zaprzyjaźniają się z nim, poznają jego problemy. Zdarza się, że ktoś, kto opuścił rodzinę wiele lat temu, chce uporządkować bolesne sprawy, spotkać się z dziećmi. My tych dzieci szukamy. Wsparcia potrzebują też bliscy, którzy przy chorym są cały czas, bo oni współcierpią i często czują się bezradni. Świadomość, że jest lekarz, do którego mogą w każdej chwili zadzwonić i który przyjedzie nawet w środku nocy, daje poczucie bezpieczeństwa.

W hospicjum, oprócz lekarzy i pielęgniarek, pracują też psycholog, rehabilitant, terapeuta zajęciowy, pracownik socjalny, dietetyk, kapelan. Wszyscy są potrzebni i nie da się szukać oszczędności, redukując etaty.

Choć wolontariat w hospicjum jest bardzo ważny, to aby opieka medyczna była skuteczna, musi być profesjonalna. Potrzeba więc osób, które w pracę będą maksymalnie zaangażowane. Co więcej, aby hospicjum mogło podpisać kontrakt z NFZ, musimy mieć określoną przepisami liczbę pracowników. I tak np. na 10 łóżek w hospicjum stacjonarnym (mamy ich 44) przypada 1 lekarz. W hospicjum domowym lekarz jest na 30 pacjentów i według wytycznych powinien wykonać min. 2 wizyty miesięcznie. Jedna pielęgniarka jest na 15 chorych i ma ich odwiedzać 2 razy w tygodniu. To jednak tylko teoria, bo chory u kresu życia potrzebuje znacznie częstszych wizyt. Z kolei na 60 chorych rozpisani są 1 rehabilitant i 1 psycholog. W kontrakcie nie ma pracownika socjalnego ani kapelana, bo nie są pracownikami medycznymi. Nie wyobrażam sobie jednak hospicjum bez kapelana, którego chorzy bardzo potrzebują.

Tylko w 2014 r. z opieki hospicjum skorzystało ponad 2,5 tys. chorych – 697 osób zostało przyjętych do hospicjum stacjonarnego, a 676 do domowego. 493 osoby korzystały z pomocy poradni medycyny paliatywnej, 679 – z poradni leczenia obrzęku limfatycznego. Chorych przybywa, a dotacja z NFZ się nie zwiększa.

W Małopolsce pieniądze na opiekę hospicyjną i paliatywną co roku rosną, ale są rozdzielane między zwiększającą się liczbę instytucji i zespołów medycznych. Dlatego dotacja, jaką dostajemy, czyli wycena „osobodnia”, nie zmienia się i w hospicjum stacjonarnym wynosi ona 210 zł. A realny koszt „osobodnia” to 398 zł. W hospicjum domowym dotacja to 42 zł za „osobodzień”, a koszt realny – 73 zł. Z kolei konsultacja w poradni wyceniona jest na 40 zł, a rzeczywiście wynosi 89 zł. Prawie wszystkie zespoły opieki paliatywnej i hospicyjnej w Polsce muszą więc zdobywać dodatkowe pieniądze, aby realizować podpisane umowy. Taka jest rzeczywistość, a ten rok jest dla nas podwójnie trudny, bo kończy się umowa z NFZ i będziemy stawać do konkursu. Choć spełniamy wszystkie wymagania, nie wiemy, jakie pieniądze będziemy mieć na opiekę w następnych latach. Dlatego też los hospicjum zawsze będzie w rękach społeczeństwa.

Więcej informacji o tym, jak można wesprzeć Towarzystwo Przyjaciół Chorych Hospicjum św. Łazarza, można znaleźć na: www.hospicjum.krakow.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama