Nowy numer 3/2021 Archiwum

Ostatni Mohikanin

Nikt w Małopolsce tak długo nie pełnił tak wysokiego stanowiska jak Andrzej Martynuska.

Samorząd w Polsce świętuje w tym roku 25 lat istnienia. Andrzej Martynuska niewątpliwie stał się w Małopolsce symbolem tego, co dobrego wydarzyło się w tym czasie w lokalnej administracji. Przez ćwierć wieku kierował Wojewódzkim Urzędem Pracy. W dodatku udało mu się przez te lata pozostać całkowicie poza polityką partyjną. W jego ustach stwierdzenie: „Moją partią jest praca” byłoby całkowicie na miejscu. Jedyna organizacja, do której przez ten czas należał, to... „Fraternitas Jesu”, dawniej Bractwo św. Benedykta, którego celem jest „propagowanie doktryny Kościoła katolickiego w swoich środowiskach”.

Do trzech razy sztuka

Stanisław Kracik, niegdyś poseł Unii Wolności, burmistrz Niepołomic, potem wojewoda z rekomendacji PO, zastanawia się, czy w ogóle w Polsce ktoś jeszcze podobnego wyczynu dokonał, by przetrwać wszystkie burze i rządy na tak wysokim stanowisku. Pamięta co najmniej dwie próby odwołania dyrektora Martynuski, obie nieskuteczne, bo stawali za nim murem związkowcy, pracodawcy i samorządowcy. – Pierwsza była za rządów SLD, druga w czasach AWS, szczególnie dla niego przykra, bo to człowiek o „solidarnościowym” rodowodzie – wspomina S. Kracik.

Skuteczna okazała się dopiero trzecia próba. W marcu marszałek Marek Sowa odwołał A. Martynuskę, mimo że znów wszystkie środowiska reprezentowane w Wojewódzkiej Radzie Rynku Pracy były temu przeciwne. W tajnym głosowaniu na 15 członków WRRP tylko jedna osoba poparła wniosek marszałka. Nie chodziło nawet o samą intencję dokonania zmiany na tym stanowisku, co o jej uzasadnienie. Marszałek Sowa powoływał się w nim na okresowe oceny wykazujące „obniżenie poziomu kreatywności, aktywności i efektywności pracy dyrektora”. A im dalej we wniosku pisanym do rady, tym było mocniej. Czytamy tam o „braku lojalności”, o tym, że dyrektor „próbował wpływać na ogólnopolskie rozwiązania systemowe dla forsowania własnych wizji” (co nie bardzo pasuje do braku kreatywności) oraz „wykorzystywał media w celu manipulowania opinią publiczną wyłącznie we własnym interesie”.

Urzędnicze ADHD

Stanisław Kracik, dziś sam pełniący funkcję dyrektora Szpitala im. Babińskiego, zastrzega, że nie zna powodów, dla których marszałek zdecydował się odwołać A. Martynuskę, ale uważa zawarte we wniosku argumenty za krzywdzące. – Takich rzeczy nie powinno się pisać tylko po to, by usprawiedliwić podjętą decyzję – mówi.

Zarzut braku kreatywności nie pasuje do kogoś, kto miał raczej „urzędnicze ADHD”. Lista nagród, także międzynarodowych, dla dyrektora za innowacyjne podejście do rynku pracy wypełniłaby cały ten tekst, wystarczy więc wspomnieć, że Komisja Europejska właśnie krakowski WUP wskazała jako lokalnego koordynatora w trakcie polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej w 2011 roku. Szczególnie wysoko ceniły współpracę z A. Martynuską organizacje pozarządowe.

– Realizowaliśmy wspólnie dwie edycje programu adresowanego do bezrobotnych po 50. roku życia. Sukces nie byłby tu możliwy bez energii i kreatywności dyrektora, który działał efektywnie i pod prąd stereotypom – ocenia Wojciech Kmiecik, sekretarz zarządu Stowarzyszenia „Wiosna”, a zarazem członek Wojewódzkiej Rady Rynku Pracy. Za dyrektorem stoją też murem pracownicy. Na wiadomość o odwołaniu A. Martynuski napisali list, w którym przywołują świetny klimat współpracy powodujący „pozytywnie rozumianą zazdrość” urzędników z innych miast wojewódzkich. Stwierdzają też, że negatywną opinię dla swojego dyrektora odbierają jako podważanie kompetencji całego zespołu.

Zamiast fety

– Jednym z argumentów marszałka za zwolnieniem dyrektora jest niewłaściwe dysponowanie pieniędzmi Europejskiego Funduszu Społecznego. Skąd zatem słowa Marka Sowy o najniższym bezrobociu w Małopolsce czy najwyższym odsetku zakładanych działalności gospodarczych? Jak to się ma do kompetencji dyrektora WUP? – pyta Jadwiga Emilewicz, do niedawna kierująca Muzeum PRL w Nowej Hucie, dziś radna w sejmiku wojewódzkim.

To stanowisko było praktycznie ostatnim w regionie, które nie podlegało politycznemu rozdaniu. Trudno więc się dziwić, że decyzja marszałka już wywołała burzę w regionalnym parlamencie. Polska Razem zapowiedziała „prześwietlenie” polityki kadrowej we wszystkich instytucjach podległych marszałkowi, m.in. Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, Małopolskim Centrum Przedsiębiorczości czy Porcie Lotniczym w Balicach. Lokalni politycy – bez względu na przynależność partyjną – są zdegustowani stylem, w jakim dyrektor WUP, któremu do emerytury zostało 18 miesięcy, został odwołany.

– W prywatnej firmie takiemu gościowi urządzono by wielką fetę, dano piękną odprawę i zaproponowano jakąś honorową funkcję. A tu marszałek nawet osobiście nie podziękował Andrzejowi Martynusce za 25 lat pracy dla Małopolski, za to zarzucił mu same najgorsze rzeczy – mówi (prywatnie i z goryczą) jeden z radnych. Jadwiga Emilewicz patrzy na tę sprawę właśnie w kontekście jubileuszu samorządu. – Udało się dokonać wielu wspaniałych rzeczy, ale nie wypracowano dobrej i naturalnej selekcji kadr – podsumowuje radna. Faktycznie, wciąż większość drzwi otwiera się tu jedynie kluczem partyjnym.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama