Nowy numer 49/2020 Archiwum

Czas na remont pieca

Firma Arcelor Mittal Poland zawiesiła plany remontu tzw. wielkiego pieca w krakowskim kombinacie metalurgicznym. W przyszłym roku pracę może stracić nawet 7 tys. osób.

Żywotność ostatniego z nowohuckich wielkich pieców kończy się w połowie przyszłego roku. 6 kwietnia dyrekcja AMP podjęła decyzję o zawieszeniu przygotowań do jego remontu. Wygaszenie pieca oznacza zamknięcie całej części surowcowej. – Trzeba będzie zamknąć stalownię, dział wielkich pieców, koksownię, znaczną część zakładu energetycznego. W tym momencie pracę straciłoby w samej hucie około 1,5 tys. osób – wylicza Roman Wątkowski, wiceprzewodniczący Komisji Robotniczej Hutników NSZZ „Solidarność” w krakowskim oddziale AMP. Pracę prawdopodobnie straci także wiele osób zatrudnionych w spółkach powiązanych z krakowską hutą – remontowych, transportowych czy żywieniowych. Łącznie mówi się o 7 tys. osób. Dla porównania, według danych Grodzkiego Urzędu Pracy, 31 marca wszystkich zarejestrowanych bezrobotnych było w Krakowie nieco ponad 22,5 tys.

Rozmowy trwają

Jedynym wyjściem z obecnej sytuacji jest szybka reakcja rządu. Dyrekcja Arcelor Mittal przekonywała bowiem w wydanym oświadczeniu, że aby produkcja stali w Polsce była opłacalna, akcyza na energię elektryczną musi zostać zniesiona, a ceny gazu uwolnione. Ponadto przemysł hutniczy powinien mieć możliwość korzystania z pieniędzy unijnych. Bez tego – mimo niskich kosztów pracy – ta gałąź przemysłu niebawem upadnie, czego przykładem jest krakowski kombinat. W tej sprawie pisali już do premier Ewy Kopacz związkowcy (20 stycznia) oraz małopolscy parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości (20 kwietnia). Rezolucję wzywającą rząd do podjęcia „zdecydowanych działań zapobiegających ograniczeniu działalności gospodarczej przez spółkę Arcelor Mittal Poland SA na terenie miasta Krakowa” przyjęli na sesji także miejscy radni. W dokumencie podkreślali, że „ewentualna likwidacja części surowcowej krakowskiej huty pozbawiłaby środków na utrzymanie, licząc z rodzinami pracowników, prawie 10-tysięczną populację mieszkańców miasta”. Przypomnieli, że ma to znaczenie również dla samego Krakowa – spółka jest największym płatnikiem podatków w mieście – płaci ok. 35 mln zł podatku od nieruchomości. Niemal drugie tyle – wyliczali radni – przynoszą miejskiemu budżetowi wpływy z podatku CIT oraz co najmniej 3 mln zł udziału w podatku dochodowym pracowników. 16 kwietnia przed bramą główną huty odbyła się manifestacja, która rozpoczęła akcję protestacyjną związków zawodowych. Jak zapewniał kilka dni później na antenie Radia Kraków poseł PO Jerzy Fedorowicz, rozmowy między rządem a koncernem są w toku. – Nie trzeba się denerwować. Prace trwają. Jestem przekonany, że uda się utrzymać hutę i miejsca pracy – uspokajał w rozmowie z Jackiem Bańką.

Niebezpieczna zwłoka

Tymczasem nie ma ani chwili do stracenia – choć sam remont wielkiego pieca miałby potrwać tylko ok. 2,5 miesiąca, to na poprzedzające go przygotowania potrzeba około roku. – Nierozpoczęcie przygotowań do remontu wielkiego pieca w najbliższym czasie spowoduje, że to wszystko się opóźni i ten piec przestanie działać jeszcze zanim faktycznie rozpocznie się jego remont – tłumaczy R. Wątkowski. – Jeżeli decyzja nie zostanie podjęta w maju, to może się okazać, że tego remontu nie będzie. Jak przekonuje, zamknięcie części surowcowej w hucie może mieć wpływ także na inne firmy, jak choćby Jastrzębską Spółkę Węglową, która przestanie dostarczać węgiel do krakowskiej koksowni. W jaki sposób tak duże zwolnienia wpłyną na Nową Hutę i Kraków? – Sam kombinat, jako pracodawca, nie pełni już takiej roli, jaką pełnił w latach 60. czy 70. XX w., kiedy pracowało tam prawie 40 tys. ludzi. Z drugiej strony nadal jest to jeden z najważniejszych pracodawców dla Nowej Huty i nie tylko – uważa Jan L. Franczyk, psycholog i dziennikarz, współautor „Encyklopedii Nowej Huty”. Dodaje, że likwidacja wielkiego pieca dotknie nie tylko samych zwolnionych, ale także ich rodziny. To z kolei może spowodować olbrzymie problemy natury społecznej, związane z biedą i z bezrobociem. – Nawet nie próbuję sobie wyobrażać, czym to się może skończyć. Statystyki są nieubłagane – tam, gdzie jest bieda, tam pojawiają się większa przestępczość, patologie – tłumaczy J. Franczyk. Zdaniem psychologa z Uniwersytetu Pedagogicznego, rozwiązaniem nie jest także projekt „Nowa Huta Przyszłości”, w ramach którego (także na terenach dawnego kombinatu obecnie niewykorzystywanych przez Arcelor Mittal) mają powstawać nowe inwestycje. – Podpisane zostały wstępne umowy, trwają prace koncepcyjne, ale to wciąż kwestia przyszłości – 10, 15 czy 20 lat. A dramat ludzi może się rozegrać za kilka miesięcy – mówi J.L. Franczyk.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama