Nowy numer 49/2020 Archiwum

Bezdomne dzieci Boże

Albertynki. – Jeśli nie dajemy ubogim Boga, to dajemy za mało – mówi z przekonaniem s. Agnieszka Koteja.

Posiłek i modlitwa

Drugie dzieło jest planowane z myślą o tych, którzy codziennie przychodzą po ciepły posiłek do niewielkiej jadłodajni przy furcie klasztoru. Obecnie może się w niej pomieścić 30 osób, a przychodzących codziennie po zupę jest co najmniej cztery razy więcej. Wielu głodnych musi więc czekać na ulicy, co jest uciążliwe i upokarzające, zwłaszcza w zimie. Dlatego po remoncie budynku powstanie duża jadłodajnia, która będzie mogła pełnić również funkcję świetlicy dziennego pobytu. Siostry myślą o tworzeniu grup wsparcia i prowadzeniu różnorodnych projektów aktywizujących dla osób korzystających z jadalni. – Chciałybyśmy stworzyć miejsce, gdzie bezdomni będą mogli zyskać motywację do sięgnięcia po dalszą, specjalistyczną pomoc. Bo największy problem tkwi w samym człowieku. Karol Wojtyła w dramacie „Brat naszego Boga” włożył w usta brata Alberta „program” dla mieszkańca ogrzewalni: „byle więcej chciał”. Osoby bezdomne często już zwątpiły, że mogą być „kimś więcej” albo też same nie potrafią do tego dążyć – wyjaśnia s. Agnieszka. Okazuje się jednak, że już teraz wielu przychodzących po posiłek szuka nie tylko zaspokojenia głodu fizycznego. Przykładem może być codzienna modlitwa różańcowa, którą odmawia się przed wydawaniem posiłku. Uczestniczy w niej kilkanaście osób. Bezdomni nie uciekają też od rozmów z siostrami, które pełnią dyżur na furcie. Jedną z nich jest s. Scholastyka, która, zanim wstąpiła do albertynek, ukończyła studia psychologiczne w Katowicach. – Chcę dawać im siebie, czyli to, co Pan Bóg umieścił w moim sercu, w moich zdolnościach. Mam świadomość, że wielu z tych ludzi nie przyjdzie i nie powie, że mają taki czy inny problem. To jest kwestia mojego wyjścia do nich. I w tym moja wiedza psychologiczna może mi pomóc. Chcę być z nimi i odpowiadać na ich potrzeby – opowiada. Dla bezdomnych, którzy korzystają z posiłków na furcie, siostry albertynki organizują też co roku wieczerzę wigilijną, a w Wielką Sobotę – śniadanie wielkanocne. Od kilku lat zapraszają ich także na rekolekcje adwentowe i wielkopostne. Uczestniczy w nich zawsze 40–50 osób. Jednego dnia są nauka i posiłek, a drugiego – adoracja Pana Jezusa oraz okazja do spowiedzi i Msza św., a później posiłek. W tym roku po raz pierwszy, z inicjatywy Michała Piekary, zaproszono bezdomnych do szczególnego przeżycia Wielkiego Tygodnia. W Wielki Czwartek specjalnie dla nich ks. Andrzej Tarasiuk odprawił Eucharystię z obrzędem obmycia nóg, po której wolontariusze kilku wspólnot ewangelizacyjnych przygotowali uroczysty obiad. W Mszy uczestniczyło około 100 ubogich. Byli i tacy, których interesował wyłącznie posiłek po Mszy. Ci czekali na zewnątrz. Wszyscy jednak w dzień ustanowienia nowego przykazania miłości mogli doświadczyć, że w Kościele są braćmi. W Wielki Piątek ks. Andrzej odprawił Drogę Krzyżową, na którą przyszło ponad 30 osób. W Wielką Sobotę przed południem bp Grzegorz Ryś poprowadził katechezę przy grobie Pańskim. Po modlitwie były życzenia i śniadanie wielkanocne dla 130 osób. Każda z nich dostała też podarunek. Nie tylko świąteczną babkę, ale i egzemplarz Ewangelii św. Łukasza. Bo każdy człowiek naprawdę „czegoś więcej chce”. Wielki Tydzień przeżyty z bezdomnymi stał się duchowym wydarzeniem dla wolontariuszy i sióstr. Albertynki pragną, by nowe dzieła były miejscem uobecnienia żywego Kościoła, w którym pulsuje wzajemne obdarowanie się tym, co każdy otrzymał od Pana. Kościoła ubogiego i dla ubogich.

Zaadoptuj bezdomnego

Inicjatorką codziennej modlitwy za bezdomnych jest s. Magdalena, która przez kilka lat pracowała na furcie i miała kontakt z bezdomnymi przychodzącymi po jedzenie. Czuła, że nie wystarczy tylko dać im jedzenia, ponieważ ci ludzie potrzebują wsparcia duchowego. Zaproponowała powstanie Duchowej Adopcji Bezdomnego. Każdy, kto podejmie taką adopcję, zobowiązuje się modlić przez rok za konkretną osobę bezdomną, znaną mu tylko z imienia. Można w tym celu odmawiać „Modlitwę za bezdomnego”, która zyskała aprobatę Kurii Metropolitalnej w Krakowie. Siostra Maria, która na co dzień spotyka się z bezdomnymi, pytała już wielu z nich, czy chcieliby, aby ktoś za nich się modlił. Prawie wszyscy przyjęli to z entuzjazmem. Taka modlitwa jest im bardzo potrzebna, ponieważ bezdomność to problem niezwykle złożony. – Nie chcę, aby Duchową Adopcję Bezdomnego utożsamiano z modlitwą o wyzwolenie z nałogu alkoholizmu. To nie on jest istotą bezdomności. Chodzi raczej o konsekwencje zagubionych relacji międzyludzkich. Dlatego pragniemy, aby bezdomny miał świadomość, że jest ktoś, kto o nim myśli i modli się za niego. Że „ma człowieka” – wyjaśnia s. Agnieszka. Jak dodaje, każdy chrześcijanin jest zobowiązany do pomocy ubogim. – Także ci, którzy nie mają pieniędzy, mogą pomagać. Na przykład poprzez modlitwę – podpowiada. Siostry albertynki proszą wszystkich Czytelników „Gościa” o modlitewne wsparcie powstających dzieł – by wszystko mogło wystartować w terminie i dobrze służyć potrzebującym. Warto dodać, że w archidiecezji krakowskiej siostry albertynki posługują również księżom chorym i starszym. Do tematu wrócimy niebawem. W kolejnym odcinku z cyklu prezentującego zakony w Roku Życia Konsekrowanego odwiedzimy siostry ze Zgromadzenia Urszulanek Serca Jezusa Konającego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama