Nowy numer 44/2020 Archiwum

Werbel żałobny

Pogrzeb Piłsudskiego. Przez ponad 4 godziny tłumy szły ulicami Krakowa ku Wawelowi za trumną człowieka, który 21 lat wcześniej wyprawiał z krakowskich Oleandrów strzelców, by „sen o Niepodległej” stał się jawą. 80 lat temu, 18 maja 1935 roku, chowano Marszałka.

I teraz dopiero, gdy oczy zamknął, okazywało się dla wszystkich już, czym dla Polski był. Kraj cały został wstrząśnięty do głębi. To nie był tylko żal. Poczucie osierocenia było bliskie trwogi. Cóż teraz, skoro jego już nie ma? (...) Na pewno też nie było w dziejach Polski pogrzebu, w którym wzięłyby udział z potrzeby serca tłumy tak nieprzeliczone, który poruszyłby tyle dusz, tyle łez najszczerszych wywołał – wspominał historyk Władysław Pobóg-Malinowski. Piłsudski zmarł 12 maja 1935 roku o godz. 20.45 w Warszawie. – Po jego śmierci znaleziono notatkę ze słowami: „Nie wiem, czy nie zechcą mnie pochować na Wawelu. Niech!”. Rozpoczęto więc starania o pochówek w grobach królewskich. Abp Adam Stefan Sapieha zgodził się na to, mimo że nie był bezkrytyczny wobec zmarłego marszałka – mówi dr Joanna Wieliczka-Szarkowa, historyk, biograf Piłsudskiego.

Buława i „maciejówka”

Wizję śmierci marszałka i sądu Bożego nad nim miała s. Faustyna Kowalska. „12 maja widziała w duchu konającego marszałka J. Piłsudskiego i opowiadała o strasznych jego cierpieniach. Pan Jezus miał jej to pokazać i powiedzieć: »Patrz, czym kończy się wielkość tego świata«. Widziała następnie sąd nad nim, a gdy zapytałem, czym się on skończył, odpowiedziała: »Zdaje się, miłosierdzie Boże za przyczyną Matki Boskiej zwyciężyło«” – wspominał w 1948 r. spowiednik i kierownik duchowy św. Faustyny ks. Michał Sopoćko. Trumnę z ciałem Piłsudskiego przywieziono do Krakowa specjalnym pociągiem 18 maja rano. Miasto było przygotowane do pogrzebu, choć poprzedniego dnia, jak wspominał pisarz Zygmunt Nowakowski, silny wicher „przeleciał przez ulice miasta, powalił na ziemie wysokie maszty udekorowane srebrnymi orłami, długimi flagami i wstęgami Virtuti Militari”. W kondukcie pogrzebowym, przez Basztową, Szczepańską, Rynek Główny, Wiślną, Straszewskiego, szli: rodzina zmarłego, przedstawiciele władz państwowych, duchowieństwa, wojska, delegacje obcych państw, delegacje samorządów i organizacji społecznych oraz wielotysięczna rzesza zwykłych obywateli. – Lawetę, na której umieszczono trumnę, ciągnęło sześć koni. Na trumnie była buława marszałkowska i czapka-maciejówka, którą Piłsudski nosił za życia. Przejmująco opisał ówczesną atmosferę Kazimierz Wierzyński w swoim „Werblu żałobnym”: „Bębniła śmierć koścista, bęben jeszcze warczy,/ Na armacie ostatnie usłano mu łoże. / – Czy ty w trumnie odjeżdżasz, czy ległeś na tarczy? / I płakali żołnierze. I szeptali: Boże!”– przypomina J. Wieliczka-Szarkowa. – Widziałam ten pogrzeb oczyma 8-letniego dziecka. Mieszkaliśmy w pobliżu Wawelu. Zapamiętałam m.in. dźwięk bijącego dzwonu Zygmunta, stukot werbli i Merę, córkę Kasztanki, ukochanej klaczy Piłsudskiego, którą prowadzono w kondukcie – wspomina Ludmiła Bukowska z Krakowa.

Spoczął obok królów

Gdy trumna znalazła się przed katedrą wawelską, przemówienie wygłosił prof. Ignacy Mościcki, prezydent Rzeczypospolitej. „Cieniom królewskim przybył towarzysz wiecznego snu. Skroni jego nie okala korona, a dłoń nie dzierży berła. A królem był serc i woli naszej. Półwiekowym trudem swego życia brał we władanie serce po sercu, duszę po duszy, aż po purpurę królestwa swego ducha zagarnął niepodzielnie całą Polskę” – powiedział prezydent. Po modłach żałobnych, odprawionych w katedrze przez abp. Sapiehę i przemyskiego biskupa greckokatolickiego Jozafata Kocyłowskiego, generałowie wzięli trumnę marszałka na ramiona i znieśli do krypty św. Leonarda. – W 1927 r. Piłsudski uczestniczył w wawelskim pogrzebie swojego ulubionego poety. Rozkazał wówczas oficerom: „W imieniu rządu Rzeczypospolitej polecam Panom odnieść trumnę Juliusza Słowackiego do krypty, bo królom był równy”. W 1935 r. on sam spoczął obok królów. W krypcie św. Leonarda znajduje się bowiem m.in. sarkofag króla Jana III Sobieskiego – mówi Adam Roliński, historyk z krakowskiej Fundacji „Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego”. Krypta św. Leonarda miała być schronieniem tymczasowym. Docelowo trumna marszałka miała się znaleźć w krypcie pod wieżą Srebrnych Dzwonów. Przeniesiono ją tam latem roku 1937, na polecenie metropolity Sapiehy, jeszcze przed ukończeniem wszystkich prac aranżacyjnych wykonywanych według projektu prof. Adolfa Szyszki-Bohusza. Powodem był m.in. fakt, że wejść do krypty św. Leonarda można było tylko z wnętrza katedry. Powodowało to utrudnienia. – Tysiące osób przyjeżdżające z całej Polski w zorganizowanych grupach, aby oddać hołd zmarłemu, przechodziło przez nawę katedry, co dezorganizowało niekiedy nabożeństwa. Potem zaś schodziły do wilgotnej, nieprzewiewnej krypty, przez co wilgotność tam jeszcze bardziej wzrastała. Część młodzieży nie potrafiła uszanować narodowej świątyni. Pozostawiała po sobie śmieci, w tym butelki po wódce i niedopałki, niektórzy załatwiali nawet potrzeby fizjologiczne – mówi J. Wieliczka-Szarkowa.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama