Nowy numer 42/2020 Archiwum

Chęć pomocy rodzi się sama

Dzień Pielęgniarki i Położnej. Krakowskie pielęgniarki to prawdziwa chluba tej profesji: z tytułami doktorów, autorki bestsellerowych podręczników, a nawet kandydatki na ołtarze.

Doktor nauk humanistycznych Kazimiera Zahradniczek, związana z zawodem pielęgniarki od 1959 roku, jako młoda dziewczyna nie myślała o tym, żeby poświęcić swoje życie tej profesji. Zadecydował po części przypadek, a po części małe niepowodzenie – nie dostała się na wybrane studia chemiczne. Wtedy, trochę dlatego, że tak wybrały jej koleżanki, postanowiła ubiegać się o przyjęcie do dwuletniej Państwowej Szkoły Pielęgniarstwa z siedzibą w Krakowie przy ul. Kopernika 25.

Od pierwszych tygodni nauka w szkole wciągnęła ją do tego stopnia, że gdy na UJ ogłoszono kolejny nabór na studia chemiczne, pani Kazimiera nie była już nimi zainteresowana. Państwowa Szkoła Pielęgniarstwa była wówczas znaną placówką, z tradycjami, o wysokim poziomie nauczania. Od 1925 roku wykształciła wiele pokoleń wysoko cenionych, zasłużonych dla pielęgniarstwa sanitariuszek, wśród nich Marię Epstein (w 2004 roku kard. Franciszek Macharski otworzył jej proces beatyfikacyjny) – córkę zamożnego przemysłowca, Annę Rydlównę – Haneczkę z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego, córkę profesora okulistyki UJ Joannę Stryjeńską, Marię Wiszniewską i wiele innych, które oddaną pracą służyły chorym, ale i przyczyniały się do wzrostu prestiżu szkoły. Dziś w miejscu dawnej siedziby placówki znajduje się Salonik Historii Pielęgniarstwa, zorganizowany przez K. Zahradniczek i dr n. med. Annę Majdę. W średniej wielkości pokoiku zgromadzono pamiątki historyczne: fotografie, listy, portrety, meble, albumy, odznaczenia krajowe i międzynarodowe – wszystko związane z ponadstuletnią historią krakowskiego pielęgniarstwa. W zaszklonej gablocie leży też dyplom ukończenia szkoły przez K. Zahradniczek, do której wróciła po latach jako dyrektor. Pełniła tę funkcję przez 17 lat.

Pielęgnować, czyli skutecznie pomagać

Gdy w 1980 r. zaproponowano pani Kazimierze stanowisko dyrektorskie, miała już doświadczenie pracy zarówno jako pielęgniarka, jak i jako kierownik szkolnej placówki. Miała też ukończone wyższe studia pedagogiczne i przygotowywała się do studiów doktoranckich. – Nie można być dobrą pielęgniarką, bazując tylko na tym, co wyniosło się ze szkoły. Podczas 46 lat, które poświęciłam temu zawodowi, jednocześnie pracowałam i dokształcałam się – opowiada K. Zahradniczek. Według niej dobra pielęgniarka musi przede wszystkim rozumieć, co to właściwie znaczy „pielęgnować”. Najważniejsze jest indywidualne podejście do pacjenta. – Dwie osoby z takim samym schorzeniem zupełnie inaczej je przeżywają. Pielęgniarka powinna umieć rozpoznać, jak może najskuteczniej pomóc osobie chorej. To kwestia nie tylko wartości, jakimi pielęgniarka powinna się kierować, ale i tego, czego w dużej mierze może się nauczyć – wyjaśnia K. Zahradniczek. W czasie gdy ona sama zdobywała wiedzę w zawodzie, podręczniki nie nadążały za zmianami zachodzącymi w medycynie i pielęgniarstwie. W latach 90. XX wieku sytuacja zmieniła się w dwojaki sposób. Po pierwsze – zmienił się system. Był to okres zmierzchu szkół zawodowych na rzecz studiów uniwersyteckich. Coraz prężniej działał Wydział Pielęgniarstwa Akademii Medycznej, który w 1995 roku powrócił do Alma Mater Jagiellonica, a trzy lata później rozpoczął – jako pierwszy w Polsce – dwustopniowe studia pielęgniarskie. Potrzebna była więc literatura przedmiotu ujmująca te zmiany i wprowadzająca innowacje do nauczania pielęgniarstwa.

Największa radość i głęboki smutek

Zadania te spełnił pierwszy nowoczesny podręcznik dla pielęgniarek pod redakcją K. Zahradniczek, który do dziś w księgarniach medycznych jest bestsellerem. – To był strzał w dziesiątkę. Od jego ukazania zaczęło się zmieniać oblicze pielęgniarstwa na bardziej skupione na potrzebach pacjentów, uwrażliwione na chorego – wyjaśnia K. Zahradniczek. Za podręcznikiem poszły kolejne jej publikacje z dziedziny etyki zawodowej, dydaktyki, praktyki pielęgniarskiej... Łącznie kilkadziesiąt książek, nie licząc artykułów w prasie medycznej. Wkrótce też pojawiły się zawodowe nagrody i wyróżnienia. Jednak sama K. Zahradniczek nie lubi mówić o tych zaszczytach, szybko zmienia temat. – Ostatnio robiłam sobie badania kontrolne i pobierano mi krew. Pielęgniarka zrobiła to tak bezboleśnie i profesjonalnie, że serdecznie ją za to pochwaliłam. A ta odpowiedziała z uśmiechem: „Byłam pani uczennicą”. Takie sytuacje są dla mnie największą radością, do nagród nie przywiązuję wielkiej wagi. Z drugiej strony zdarzenia, które czasami opisują media, gdy pielęgniarki źle traktują pacjentów, przynoszą głęboki smutek. – W tym zawodzie najwyższym celem jest dobro. Pielęgniarka może czasem nie wiedzieć, jak coś wykonać, ale pracuje przecież w zespole, który może jej pomóc. Zawsze musi mieć na uwadze dobro pacjenta, jego samopoczucie i cierpienie. Hannie Chrzanowskiej, krakowskiej prekursorce pielęgniarstwa rodzinnego (jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1998 roku), przypisywane jest opracowanie szczegółowego „Rachunku sumienia dla pielęgniarek”. „Jaki jest mój stosunek do człowieka chorego?”, „Czy modlę się za powierzonych mojej opiece?”, „Czy ze zdwojoną życzliwością pielęgnowałam nieprzytomnych, dzieci i starców?” – według niego na takie między innymi pytania powinna codziennie odpowiedzieć sobie pielęgniarka. Znana jest też wypowiedź H. Chrzanowskiej: „Moja praca to nie tylko mój zawód, ale powołanie. Powołanie to zrozumiem, jeśli przeniknę i przyswoję sobie słowa Chrystusa: »Nie przyszedłem, aby Mnie służono, ale abym służył«”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama