Nowy numer 43/2020 Archiwum

Traktujemy Pana Boga na serio

Ruch pro life. – Posługujemy się najprostszym przekazem, czyli obrazem, który od razu dociera do świadomości ludzi. Pokazujemy prawdę, czym jest aborcja – mówią.

Fundacja „Pro – Prawo do życia” działa od 2005 roku. Od samego początku broni życia nienarodzonych, gdyż – jak podkreślają jej założyciele – „aborcja jest morderstwem na niewinnej osobie”. Od innych stowarzyszeń i organizacji pro life wyróżnia się metodami działania. Prolajferzy z Fundacji „Pro – Prawo do życia” urządzają w całej Polsce pikiety oraz uliczne wystawy antyaborcyjne, kształtując w ten sposób opinię publiczną na temat tego haniebnego procederu.

Drastyczne, ale skuteczne

O skali ich działania świadczą liczby. W 2014 roku zorganizowali 267 pikiet antyaborcyjnych. Zaś od początku 2013 roku do maja tego roku dzięki nim w rożnych miastach Polski stanęło 137 wystaw ulicznych (dane ze strony fundacji), które w jednoznaczny sposób pokazują, że aborcja to po prostu okrutne mordowanie bezbronnych małych ludzi. Z kolei w Krakowie od kwietnia 2014 r. było 6 takich wystaw. Od czasu do czasu o fundacji bywa głośno w mediach, ponieważ zwolennicy prawa do zabijania nienarodzonych wytaczają im sprawę sądową, zarzucając, że wystawy były niezgodne z prawem. W ten sposób fundacja była kilkanaście razy pozywana i za każdym razem sądy orzekały, że nie doszło do złamania prawa. Wprawdzie nawet wśród zdecydowanych przeciwników aborcji można znaleźć takich, którzy uważają, że pokazywane w miejscach publicznych zdjęcia dotyczące aborcji są zbyt drastyczne, jednak ludzie z Fundacji „Pro – Prawo do życia” mają inny punkt widzenia. – Posługujemy się najprostszym przekazem, czyli obrazem, który od razu dociera do świadomości ludzi. Pokazujemy prawdę, czym jest aborcja. Nie zaprzeczamy, że te zdjęcia są drastyczne, ale są autentyczne i pokazują zło zabijania nienarodzonych, którego niektórzy nie chcą zauważyć. Wiemy, że to jest skuteczne oddziaływanie. Od czasu, gdy zaczęliśmy organizować nasze akcje, wzrasta w społeczeństwie świadomość tego, czym jest aborcja – wyjaśnia Anna Trutowska, koordynator w krakowskim oddziale fundacji.

Przekonać nieprzekonanych

Metoda działania jest prosta: dotrzeć do tych, którzy są jeszcze nieprzekonani, że aborcja jest wielkim złem. Dlatego pikiety antyaborcyjne organizowane są w takich miejscach miast, które są bardzo uczęszczane. W Krakowie do takich należą Rynek Główny, place przy centrach handlowych i przejścia podziemne. – Z naszą kilkugodzinną akcją styka się za każdym razem co najmniej kilka tysięcy ludzi. Wśród nich są i tacy, którzy uważają nas za wichrzycieli spokoju społecznego. To nas nie zraża. Biorąc udział w pikietach, mamy świadomość, że jesteśmy na pierwszej linii walki o życie nienarodzonych – opowiada A. Trutowska. Przechodzącym osobom wolontariusze wręczają ulotki, a czasem ktoś zatrzymuje się i zaczyna z nimi dyskusję. – Zdarza się, że ludzie reagują pozytywnie na nasz widok i podnoszą nas na duchu, dziękując za działalność i wyrażając podziw. Bywa, niestety, że ktoś nam grozi, ubliża i wyzywa. Mimo to, jestem przekonana, że warto uczestniczyć w tego typu akcjach – dodaje.

Krakowska komórka

W Krakowie Fundacja „Pro – Prawo do życia” działa od trzech lat. W tej chwili ta komórka jest najliczniejsza ze wszystkich 30 rejonowych oddziałów fundacji – ma ok. 50 wolontariuszy. Większość z nich to studenci. Przewodzi im kilku koordynatorów. – W ostatnim czasie organizowaliśmy kilkanaście pikiet na miesiąc. Bywały takie soboty, gdy mieliśmy nawet cztery kilkugodzinne pikiety. W maju przez cztery godziny staliśmy z banerem i z megafonem w przejściu podziemnym przy Galerii Krakowskiej. Zbieraliśmy wtedy podpisy pod nową inicjatywą ustawodawczą „Stop Aborcji”. Przez megafon mówimy, czym jest aborcja i kogo dotyka. Podczas pikiet odtwarzamy też poruszające nagrania świadectw różnych ludzi będących przeciwnikami aborcji – opowiada Danuta Kucharska, jedna z koordynatorek w krakowskim oddziale. Młodzi ludzie, którzy działają w fundacji, nie boją się tego, że ich rówieśnicy będą ich postrzegać jako „oszołomów”. Krzysztof Kęsik jest na III roku informatyki, pracuje, a od ponad roku jest koordynatorem w krakowskiej komórce fundacji. Przyznaje, że jego znajomi często dyskutują z nim na temat aborcji i jego zaangażowania w obronę dzieci nienarodzonych. Ale on nie boi się takich rozmów i jest dobrze do nich przygotowany, bo ma skrystalizowane poglądy. – Od zawsze uważałem, że aborcja jest złem, bo to mordowanie niewinnego, bezbronnego człowieka – mówi z przekonaniem.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama