Nowy numer 43/2020 Archiwum

Starość pomyślna i niepomyślna

Zakład Opiekuńczo-Leczniczy. Co dzieje się za murami ZOL? Pytają o to czasem media, pytają też rodziny pacjentów. Sprawdziliśmy: nic złego.


Tu też może tętnić życie. Rzecz jasna, na ile pozwala na to stan pacjentów. Bo w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Krakowie przy ul. Wielickiej 267 tworzą oni prawdziwą mozaikę.


Życie wciąż mnie cieszy


– Starość starości nie jest równa – mówi dr Dariusz Kubicz, zastępca dyrektora zakładu ds. lecznictwa, będący w trakcie specjalizacji z geriatrii. – Niektórzy starzeją się dobrze, „pomyślnie” (mówiąc fachowym językiem) i nawet mając 90 lat, mogą być w miarę sprawni fizycznie, umysłowo i starają się prowadzić aktywne życie – tłumaczy.


Jedną z najbardziej dziarskich pacjentek zakładu jest pani Matylda, o której głośno było w mediach 2,5 roku temu. Podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, gdy zbierane były pieniądze na rzecz „godnej opieki medycznej nad seniorami”, z promiennym uśmiechem kwestowała w Sukiennicach. Była najstarszą wolontariuszką w całej Polsce! Dziś ma 95 lat i ciepły uśmiech nadal rozjaśnia jej twarz. To kobieta pełna pogody ducha.


– Mnie po prostu życie cały czas cieszy i ciekawi – mówi. Dłuższe odległości pokonuje na wózku inwalidzkim, ale w pokoju, który dzieli z równie sympatyczną starszą panią, porusza się o własnych siłach – powoli i dokładnie stawiając kroki. – Nie mam w sobie żadnej złości, nikomu niczego nie zazdroszczę, ale doceniam to, co mam. W ZOL jestem od marca 2012 r. Bardzo lubię angażować się w terapię, chętnie pomagam też innym – dodaje i częstuje poziomkami.


– Część seniorów starzeje się jednak „niepomyślnie” i już w wieku 70–80 lat potrzebują pomocy w codzienności, bo z różnych powodów niedołężnieją. Ta grupa pacjentów jest u nas najliczniejsza – wyjaśnia dr Kubicz.


Rozliczona każda tabletka


Mimo problemów z poruszaniem się czy kłopotów z pamięcią albo chorób przebiegających z otępieniem i ci chorzy – na miarę swoich sił – uczestniczą w terapiach zajęciowych proponowanych przez ZOL. – Zajęcia odbywają się głównie w godzinach dopołudniowych, bo aktywność pacjentów w wieku podeszłym często jest wtedy największa – wyjaśnia Anna Kliś-Kalinowska, zastępca dyrektora ZOL ds. pielęgniarstwa, szefowa zespołu pielęgniarek.


Od rana prowadzone są zajęcia w ramach hortiterapii, podczas której pacjenci sadzą w doniczkach rośliny i pielęgnują je – np. pomidory, fasolę, kwiaty. Jest też biblioterapia (wspólne czytanie książek i wierszy), filmoterapia, a czasem – gdy do zakładu przyjeżdża specjalnie wyszkolony pies ze swoim opiekunem – także dogoterapia.


W maju, gdy tylko pogoda sprzyjała, w ogrodzie zakładu przy figurze Matki Bożej o godz. 10 były też odprawiane majówki, podczas których pacjenci nie tylko modlili się i śpiewali maryjne pieśni, ale także słuchali mądrych i życiowych opowiadań. Plenerowe majówki już drugi rok prowadził zespół psychologów zakładu. Z kolei na nabożeństwa majowe odprawiane w kaplicy zakładu popołudniami zapraszał kapelan ośrodka.


Każdego dnia o 14.30 chętni mogą jeszcze uczestniczyć w Mszy św., a po południu pacjenci już się wyciszają i odpoczywają. Wieczorem zaś wcześnie zasypiają. To naturalne, podobnie jak i spokój panujący na korytarzach ZOL czy w pokojach dwu- lub kilkuosobowych, czystych i bardzo jasnych. Niektórzy pacjenci oglądają telewizję, czytają, rozmawiają. Inni, podłączeni nierzadko do specjalistycznej aparatury, śpią lub tylko leżą.
Zdarza się, że oprócz schorzeń somatycznych pacjent ma też różne inne dolegliwości – zaburzenia poznawcze, majaczenie czy otępienie. Nie jest w stanie samodzielnie jeść, nie sygnalizuje potrzeb fizjologicznych.

– Czasem też starszy człowiek, przeniesiony z domu, w którym czuł się bezpiecznie, w obce miejsce, gdzie widzi wiele nieznanych twarzy, z osoby spokojnej staje się pacjentem psychiatrycznym: nocą zrywa się, woła swoich rodziców, chce iść na autobus, coś załatwić, a nawet widzi wokół siebie osoby, których nie ma. To także cierpienie, ale psychiczne. W takich sytuacjach pacjentów konsultują psychiatrzy – tłumaczy dr Kubicz, dodając, że w razie wątpliwości odnośnie do farmakoterapii każdy może przeanalizować liczbę leków wydanych z apteki zakładu. Dotyczy to także leków działających na ośrodkowy układ nerwowy, m.in. haloperidolu, który stosuje się w halucynacjach. – Mamy rozliczoną każdą kroplę i każdą tabletkę leków, o których podaniu decyduje zawsze lekarz – podkreśla dr n. med. Janusz Czekaj, od października 2006 r. dyrektor zakładu, lekarz z 40-letnim stażem pracy.


Miejsce na stałe


– Zakład Opiekuńczo-Leczniczy w Krakowie jest instytucją, którą można umiejscowić pomiędzy domem pomocy społecznej a szpitalem dla osób przewlekle chorych. Pomoc jest tu długoterminowa, ponieważ pacjenci, którzy zakończyli leczenie szpitalne, są w tak ciężkim stanie, że nie mogą mieszkać samodzielnie, a ich rodziny pracują i nie są w stanie zapewnić im całodobowej opieki (medycznej, pielęgniarskiej). Zakład staje się więc miejscem „na stałe” – mówi dyrektor.


W placówce, wbrew pozorom, nie przebywają jedynie najstarsi seniorzy. Są także osoby młodsze, mające ok. 60–70 lat, które przeszły udar mózgu, skomplikowany zawał serca, trudną reanimację czy cierpiące na powikłania neurologiczne. W sumie mieszka tu... 510 pacjentów. Przebywają na oddziałach ogólnym, psychiatrycznym oraz stacjonarnym medycyny paliatywnej (jego pracownicy prowadzą również poradnię paliatywną i hospicjum domowe).
Oddział paliatywny – jak zapewnia jego kierownik dr n. med. Jan Iwaszczyszyn, znany i ceniony lekarz oraz etyk – jest jednak nieco odrębną częścią ZOL.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama