Nowy numer 43/2020 Archiwum

Górale i... Indianie

Odkryj Beskid Wyspowy. Setki osób co niedzielę zdobywają kolejne beskidzkie „wyspy”. Poznają przy okazji piękno krainy w dorzeczu Raby i Dunajca.

Zorganizowana przez 19 gmin beskidzkich akcja „Odkryj Beskid Wyspowy” trwa przez całe lato. Odbywa się już po raz szósty. Jej uczestnicy wędrują co tydzień na kolejne wzniesienia Beskidu. – Nasza akcja zachęca do aktywnego wypoczynku, rodzinnego spędzania wolnego czasu, wśród pięknej przyrody i serdecznych ludzi. Przy okazji pokazujemy również bogatą kulturę ludową mieszkańców naszego regionu: Zagórzan, Kliszczaków, Lachów, Górali Białych, Podhalan z okolic Rabki – mówi Czesław Szynalik, notariusz z Mszany Dolnej, od wielu lat angażujący się z pasją w zachęcanie innych do poznawania piękna jego ziemi rodzinnej.

Beskidzcy Indianie

– Niektórzy jednak dorzucają do tego zestawu jeszcze... polskich Indian – śmieje się rejent Szynalik. Coś w tym jest, bo gdy się dojedzie do podszczyrzyckich Pogorzan, w starym sadzie, na zboczu beskidzkiego Cietnia, można zobaczyć kilka indiańskich namiotów – tipi. – Siou hau kola (Witaj, przyjacielu) – mówi w języku Indian północnoamerykańskich Maciej Włodarczyk, gospodarz Wioski Indiańskiej. Ten miłośnik i wykonawca muzyki etnicznej, znawca kultury Indian zamieszkujących niegdyś tereny obecnego stanu Montana, ze swojej pasji uczynił, wraz z żoną Lidią, sposób na życie. – 13 lat temu przenieśliśmy się tutaj wraz z naszymi dziećmi. Początkowo ustawiliśmy w sadzie jedno tipi, na własne potrzeby. Ponieważ przejeżdżający obok turyści bardzo często zatrzymywali się zaciekawieni i wypytywali nas o ten indiański namiot, postanowiliśmy zająć się profesjonalnie prezentacją kultury Indian, i tak powstała nasza wioska – opowiada M. Włodarczyk. Ma na sobie indiańską koszulę i legginsy. – Naszyto na nie 74 tys. koralików. Kobieca suknia z kolei, którą ubiera moja żona, jest obszyta 300 zębami łosi – mówi M. Włodarczyk. Pokazuje inne ciekawe przedmioty: pióropusz z orlich piór, świętą fajkę kalumet, znaną powszechnie jako fajka pokoju, oryginalną kołyskę – nosidełko w kształcie wielkiego bambosza. Za chwilę zaś grupa, która odwiedziła wioskę, siedzi w domu gospodarzy i nuci wraz z M. Włodarczykiem pieśń indiańską, sławiącą wojowników: Gaj łachła negajo łachłane. – Urządzamy koncerty i warsztaty muzyki etnicznej. Nie tylko indiańskiej, lecz także afrykańskiej i karpackiej – wyjaśnia M. Włodarczyk. Zafascynowani indiańskością gospodarze nie zapominają jednak o ziemi, na której żyją. – W miarę dojrzewania tradycyjnych jabłek z naszego sadu – papierówek, malinówek, grabsztynów i szarych renet – wytłaczamy z nich na bieżąco soki. Tradycyjnymi metodami, z użyciem mąki bez ulepszaczy, pieczemy również chleb – mówią państwo Włodarczykowie.

Kasina Wielka jest wielka

W Beskidzie Wyspowym dobrze się miewa jednak nie tylko kultura indiańska, lecz także ta rodzima. Widać to dobrze szczególnie w Kasinie Wielkiej, sąsiadującej z beskidzkimi „wyspami”: Ćwilinem, Lubogoszczą i Śnieżnicą. – Bo Kasina Wielka choć niewielka, to jednak jest wielka – żartuje rejent Szynalik. Nie tylko dlatego, że pochodzi stąd Justyna Kowalczyk, mistrzyni w biegach narciarskich. Folklorystyczną wizytówką Kasiny leżącej w gminie Mszana Dolna jest zespół regionalny Kasinianie-Zagórzanie. Żyjący tu Zagórzanie z dumą podkreślają odrębność od innych grup zamieszkujących tereny Beskidu Wyspowego. – Jesteśmy góralami zagórzańskimi. Różnimy się zarówno strojami, jak i i muzyką od Lachów i górali podhalańskich. Prezentujemy nasz autentyczny folklor muzyczny, który – według mnie – nie tylko nie ustępuje, lecz nawet przewyższa swoim bogactwem folklor podhalański. Kiedy 45 lat temu powstawały nasze zespoły, w 1993 r. połączone w jedność, trzeba było mozolnie zbierać elementy strojów, teksty pieśni – mówi Andrzej Ciężadlik, współkierujący zespołem wraz ze Stanisławem Chrustkiem.

A. Ciężadlik zarabia na co dzień na chleb jako kasjer w Banku Spółdzielczym w Mszanie Dolnej. Każdą wolną chwilę poświęca próbom z zespołem. Gra w kapeli na basach. – Kontynuuję tradycje rodzinne. Moim dziadkiem był Stanisław Ciężadlik, artysta malarz, muzyk, aktor Teatru „Rabcio”, założyciel zespołu Zagórzanie – mówi. Członkowie zespołu uczestniczą w licznych festiwalach folklorystycznych w kraju i za granicą. Teraz szykują się do wyjazdu na XXIII Międzynarodowy Festiwal Folkloru w Nowej Rudzie, który będzie się odbywał od 5 do 9 sierpnia. Ćwiczą więc usilnie w kasiniańskim Domu Strażaka, który jest ich siedzibą. „Jak jo se zaśpiewom w kasińskiej dolinie, to sie na Ćwilinie, to sie na Ćwilinie fijołek rozwinie” – słychać tam muzykę i słowa znanej zagórzańskiej pieśni.

Wśród śpiewaczych głosów wybija się głos hożej Laury Ceklarz, która za chwilę rusza w zagórzański tan. – Uczę się w Gimnazjum im. kard. Wyszyńskiego w Kasinie. W zespole tańczę od 5 lat. Robię to z wielką przyjemnością, jest tu bowiem bardzo wesoło. Nie traktuję mojego zaangażowania w nim jako „obciachu” – mówi Laura. Był bowiem czas, że młodzi wstydzili się grać i tańczyć w strażackich orkiestrach dętych i zespołach regionalnych. Teraz ten trend się odwrócił. Nie tylko wśród Kasinian-Zagórzan przeważają młodzi. Podobnie jest również w drugim kasiniańskim zespole muzycznym – orkiestrze dętej Echo Zagórzan. Pokrywa się zresztą częściowo ich skład personalny. Kapelmistrzem orkiestry jest Adam Rusnarczyk, który równocześnie gra jako skrzypek prymista w kapeli Kasinian-Zagórzan. Laura Ceklarz zaś zrzuca czasem swój piękny zagórzański gorset, by przebrawszy się w strój orkiestralny, chwycić w dłonie flet. – Orkiestra działa od 1932 r. Ja zaś kieruję nią od 20 lat. W pełnym składzie liczymy ok. 40 osób – mówi A. Rusnarczyk.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama