Nowy numer 47/2020 Archiwum

Fordonek ciągle w akcji

Ratownictwo. Druhowie z ochotniczej straży Pożarnej w Szarowie do wypadków samochodowych na trasie A4 Kraków–Tarnów wyjeżdżają autem z 1980 roku. Jeśli zapali...

Zbiórka lajków

– Kierowca, jadąc samochodem, tego nie dostrzega, ale my, gdy zabezpieczamy teren wypadku, widzimy dokładnie, jak duże są prędkości na autostradzie – przekonuje naczelnik szarowskich strażaków. – Po zauważeniu przeszkody na hamowanie na drodze szybkiego ruchu potrzeba nawet kilometra – dodaje. W ciągu ułamków sekundy samochód na autostradzie pokonuje drogę nieporównanie większą niż przy prędkości „miejskiej”. Wystarczy lekki ruch kierownicą, by auto przejechało na inny pas czy znalazło się na barierkach. Prędkość potęguje także siłę ewentualnego zderzenia pojazdów czy uderzenia w pracującego na jezdni strażaka czy policjanta, co, niestety, też się zdarza. Podobnego zdania jest podinsp. Krzysztof Lis, komendant Komisariatu Autostradowego Policji w Krakowie-Balicach, który podkreśla, że autostrada to droga, która nie wybacza błędów kierowców takich jak choćby brak koncentracji czy zbytnie poczucie bezpieczeństwa, które bywa tylko pozorne. Podczas długiej i szybkiej jazdy częściej ujawniają się też usterki samochodów – stąd przegrzania silników, pożary, „wystrzały” opon. – Autostrada jest bezpieczna pod warunkiem, że umie się z niej korzystać – podkreśla podinsp. Lis. Wśród mitów na jej temat wymienia choćby brak pieszych na poboczach – rocznie policjanci KAP wystawiają ponad 400 mandatów za spacery po autostradzie. Nie brakuje też rowerzystów czy zabłąkanych zwierząt. Na dodatek każde drogowe zdarzenie na autostradzie powoduje natychmiast duże korki, a to z kolei – w przypadku części trasy A4 okrążającej Kraków – od razu przekłada się na utrudnienia w mieście. – Natężenie ruchu jest tak duże, że nawet drobna kolizja w ciągu kilkunastu minut powoduje 5- czy 6-kilometrowy korek – mówi K. Lis. Dlatego sprawne działanie służb – w tym także Ochotniczej Straży Pożarnej – jest tak ważne. – Na co dzień spotykamy się w czasie akcji i widzimy ogromne zaangażowanie kolegów z OSP – podkreśla komendant KAP. To właśnie on wpadł na pomysł, by na prowadzonym przez siebie facebookowym profilu (Komisariat Autostradowy Policji Kraków) zebrać „polubienia” pod zdjęciem 35-letniego strażackiego wozu. Chodziło o pokazanie poparcia społecznego dla wymiany wozu OSP Szarów i pomoc w poszukiwaniu sponsora. „Lajkujmy go po to, aby służył naszym kolegom strażakom z OSP Szarów na imprezy okolicznościowe jako atrakcja, bo do akcji to naprawdę przydałby im się nowszy sprzęt” – można było przeczytać w poście. Forda można było zobaczyć także na zamieszczonym na Facebooku filmie. „Ten 1 to chyba na zjazd zabytków jechał”, „Z muzeum techniki go wzięli?”, „Ale skansen”, „Piękny ten transit” – komentowali internauci.

Do muzeum

Jak wyjaśnia M. Dziedzic, spełnieniem marzeń druhów z Szarowa byłby średni samochód ratowniczo-gaśniczy, którym mogliby wyjeżdżać i do wypadków, i do mniejszych pożarów. Znalazłoby się w nim miejsce na aparaty ochrony dróg oddechowych dla strażaków. Póki co dwa z czterech zestawów, którymi dysponuje OSP Szarów, jeżdżą w ich cięższym samochodzie – jelczu. Pozostałe dwa, z braku miejsca, leżą w remizie. Na taki wóz potrzeba jednak ok. 650 tys. zł. Gmina Kłaj przygotowała ok. 200 tys., kolejne 100 tys. mogłoby pochodzić z dotacji Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Ale to dopiero połowa potrzebnych pieniędzy. Na razie sponsora nie ma, ale już teraz druhowie OSP Szarów nie mają wątpliwości, dokąd powinien trafić ich wysłużony ford, jeśli pojawi się jego następca. – Jego miejsce jest w muzeum. Przekazując go innej jednostce, tylko byśmy ich narażali. Nie czulibyśmy się dobrze, wiedząc, że ktoś nim jeździ i może mu się coś stać, a ta karoseria nie daje już pasażerom żadnej ochrony w razie wypadku – przyznaje naczelnik jednostki.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama