Nowy numer 3/2021 Archiwum

Spoczynek w Duchu Świętym

To coś jest hitem współczesnych nabożeństw. Polega to na tym, że modlą się nad kimś, a on nagle „zwala się z nóg”.

Modlący się doświadcza w sobie czegoś takiego, co nie odbiera mu świadomości, ale pozbawia władzy nad ciałem. Wygląda to tak, jakby mdlał. Potem leży (zwykle w błogostanie), a po jakimś czasie wraca do równowagi i wstaje. Może zacznę od tego, że wydaje mi się, że byłem u początków tego, co teraz jest tak modne. Byłem na tej modlitwie, na której uczyli się tego ci, którzy potem promowali to doświadczenie. Modlitwę prowadził ksiądz, szef ruchów charyzmatycznych z Watykanu.

Cóż, widziałem to już w latach 80. XX w., zdarzało się to też w mojej wspólnocie (choć tego nie chcieliśmy). Byłem w Londynie, w parafii, gdzie była to zwykła modlitwa parafialna. I tym bardziej potrzebuję powiedzieć, o co chodzi. Otóż, nie ma takiego charyzmatu. Nie da się też wskazać żadnych owoców duchowych tego doświadczenia. Badałem to zjawisko – przypomina stan płytkiej hipnozy. Ma swoje dobroczynne skutki: otwierając człowieka, pozwala mu uwolnić, co uwięził w sobie lękami, nerwicami. Prawdą jest, że istnieją tak mocne doświadczenia modlitwy, że „zwalają z nóg”. Doświadczali tego mistycy. Możemy przyjąć, że tak się zdarza. Dla mnie zaś trudne jest to, że ludzie za tym biegają, szukają. W wielu modlitwach, w których brałem udział, ludzie padali, leżeli, wstawali i znowu szli, by spocząć w Duchu. Nie widzę w tym żadnego pożytku.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama