Nowy numer 3/2021 Archiwum

Deszczu, lej!

Brak wody. Upał już nie dokucza, ale skutki suszy długo będą się dawać we znaki, także w Małopolsce.

Fala upałów zakończyła się w Krakowie w spektakularny sposób – wczesnym popołudniem w niedzielę 16 sierpnia oberwanie chmury i potężna ulewa spowodowały zalanie wielu ulic (studzienki kanalizacyjne i kanały burzowe nie nadążały z odprowadzaniem wody). Kierowcy musieli powoli przejeżdżać przez ogromne kałuże, zanurzając samochody nawet do połowy koła. Niektórzy próbowali objeżdżać zatopione fragmenty ulic chodnikami i ścieżkami rowerowymi, a w internecie krążyło zdjęcie tramwaju „wodnego”, bo zanurzonego aż po karoserię (na rondzie Mogilskim). Kilka godzin później po kałużach nie było śladu i choć nadeszło ochłodzenie, skutki suszy, jaką przyniosły tropikalne upały, są już nieodwracalne. Zwłaszcza w rolnictwie.

Lato w mieście

Przedłużająca się – kolejna już w tym roku – fala upałów, która Małopolskę nawiedziła w pierwszej połowie sierpnia, dała się we znaki nawet mieszkańcom centrum miasta. Ze względu na „anomalie pogodowe” firmy i instytucje zmieniały zasady funkcjonowania – np. Kamienicę Szołayskich (oddział Muzeum Narodowego w Krakowie) można było zwiedzać do 16.00, a nie – jak zwykle – do 18.00. – Osobiście odwiedziłam pracowników we wszystkich pokojach, żeby sprawdzić, w jakich warunkach pracują. Przypomniałam również wszystkim dyrektorom o ich obowiązkach – gdy temperatura w pokoju przekracza 25 st. C, powinni zadbać, by pracownicy mogli korzystać z wentylatorów. Klimatyzacji bowiem nie mamy. Jeśli natomiast w kilku pokojach, które znajdują się od strony południowej, i w których najtrudniej jest wytrzymać, ktoś gorzej się poczuje, to po sporządzeniu odpowiedniej notatki można taką osobę zwolnić wcześniej do domu, bez konieczności odpracowania tych godzin – mówiła z kolei 12 sierpnia Jolanta Mączka, dyrektor Wydziału Strategii Edukacyjnej i Pragmatyki Zawodowej Małopolskiego Kuratorium Oświaty w Krakowie. W związku z obowiązkiem dostosowania się do wytycznych Polskich Sieci Elektroenergetycznych także dyrekcja centrum handlowego Bonarka City Center poinformowała, że została zmuszona ograniczyć zużycie energii elektrycznej obiektu. W przesłanym mediom oświadczeniu napisano, że „spowodowane jest to falą upałów, które utrzymują się w Polsce od wielu dni, oraz sytuacją hydrologiczną w kraju (niski stan wód)”. W Bonarce w pierwszej kolejności wyłączone zostały nośniki reklamowe, schody ruchome, windy oraz oświetlenie. Ostatnim krokiem było wyłączenie bardzo energochłonnego systemu klimatyzacji. W związku z upałami do nietypowej akcji ratunkowej doszło w Nowej Hucie. Strażacy, wchodząc po drabinie, ratowali psa, którego właściciel zostawił na niewielkim (ok. 1 mkw.) balkonie. Temperatura sięgała tego dnia 35 st. C, a zwierzak nie miał nawet miski z wodą. Po akcji został przekazany do Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

Zaglądają z niepokojem do studni

– To jest niesłychane! Prowadząc prace w polu, nie mogliśmy jeszcze rok–dwa lata temu przejechać przez niektóre polne drogi, bo tak było mokro i można było łatwo zakopać się traktorem. Teraz niemal wszystkie są suche – mówi pan Krystian z Cichego. Także w wielu innych miejscowościach w Małopolsce mieszkańcy z niepokojem zaglądają do swoich studni głębinowych. – Niski stan wody ciągle się utrzymuje. Mam jednak nadzieję, że wody nam nie zabraknie – mówi Adam Rams z Nowego Targu. Gorzej sytuacja wygląda już w niektórych domostwach w Krzeczowie. – Niestety, są takie domy, gdzie wody albo nie ma wcale, albo bardzo jej brakuje. Szacuję, że to 10 proc. wszystkich naszych gospodarstw – wylicza Czesław Słowiak, sołtys wsi. Apeluje – podobnie, jak wielu naszych rozmówców – o niemarnotrawienie wody i jej oszczędzanie. W rabczańskiej Gilówce są dni, że wodę trzeba dowozić beczkowozami. Górale są jednak dobrej myśli. – Żeby tylko nie doszło do tego, że nie będzie czym poić zwierząt, dlatego mówimy: „Deszczu, lej!” – przyznaje jeden z gospodarzy w Ludźmierzu. Brak wody to niejedyny problem wywołany sierpniową suszą. Krajowy Związek Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych oraz Krajowa Rada Izb Rolniczych domagają się ogłoszenia stanu klęski żywiołowej w rolnictwie i dokładnego określenia strat. – Szacujemy, że ich poziom w dużej części gospodarstw przekroczy 75 procent. Są i takie, które straciły całe zasoby paszowe. Uważamy, że ponad 50 proc. gospodarstw odczuwa skutki klęski suszy – tłumaczył prezes KZRKiOR podczas konferencji prasowej w Krakowie 19 sierpnia. – Jeżeli nie ma innego prawnego uzasadnienia uruchomienia pieniędzy budżetowych, należy ogłosić stan klęski żywiołowej bez wyprowadzenia wojska na ulice – przekonywał. Jak dodał, poziom wód gruntowych jest tak niski, że większość roślin zamarła, a duża część została wypalona przez słońce.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama