Nowy numer 48/2020 Archiwum

Jako brat i pasterz

10-lecie ingresu. O najtrudniejszej i najważniejszej decyzji, jaką musiał podjąć jako ordynariusz krakowski, oraz o tym, co jest, a co nie jest wtrącaniem się biskupa do polityki, z kard. Stanisławem Dziwiszem, metropolitą krakowskim rozmawia ks. Ireneusz Okarmus

Ks. Ireneusz Okarmus: 27 sierpnia 2005 r. odbył się ingres Księdza Kardynała do katedry na Wawelu, a po nim Msza św. na Rynku Głównym. Od tego wydarzenia minęło 10 lat. Pamięta Ksiądz Kardynał swoje odczucia i myśli, jakie towarzyszyły „zaślubinom z archidiecezją krakowską”?

Kard. Stanisław Dziwisz: Nie spodziewałem się tak bardzo pozytywnej reakcji ze strony diecezji krakowskiej. Okazało się, że liczba ludzi z Polski i z zagranicy była tak duża, że zapadła decyzja, aby Msza św. została odprawiona na Rynku. Nie mogłem się na to nie zgodzić. Poddałem się woli tych, którzy byli odpowiedzialni za przygotowanie uroczystości. W katedrze na Wawelu, która jest narodowym sanktuarium, a równocześnie kościołem biskupa krakowskiego, zaczęła się pierwsza część ingresu. Do dziś mam przed oczami kard. Franciszka Macharskiego, jeszcze w funkcji biskupa diecezjalnego, siedzącego na miejscu, które zajmuje biskup krakowski w czasie celebry. Wtedy pomyślałem, że za chwilę przekaże mi pastorał, symbol służby w Kościele krakowskim. To było bardzo mocne przeżycie, które utkwiło mi w pamięci. Wiedziałem wtedy, że nie chodzi tylko o przejęcie symbolu służby, ale o wejście w niezwykłą historię archidiecezji, zarówno religijną, jak i patriotyczną.

I wtedy zaczął się nowy okres w życiu. Do tej pory, przez niemal 40 lat, był Ksiądz Kardynał u boku świętego przełożonego, a teraz sam znalazł się w roli tego, na kogo spada brzemię odpowiedzialności.

Czułem od początku, że Jan Paweł II jest ze mną. Modliłem się, abym nie zawiódł Kościoła krakowskiego i abym nie zawiódł dwóch papieży – Jana Pawła II, który był dla mnie nauczycielem i ojcem, oraz Benedykta XVI, z którym żyłem w wielkiej przyjaźni i on również tak mnie traktował.

Program pasterzowania w naszej diecezji zawarł Ksiądz Kardynał w kazaniu wygłoszonym w dniu ingresu, podczas Mszy na Rynku Głównym. Wtedy padły m.in. te słowa: „Dziś staję przed wami jako wasz brat, ale z woli Jezusa Chrystusa jako wasz pasterz. (...) Chcąc lepiej pojąć, kim jest biskup i jaka jest jego misja w Kościele, trzeba kontemplować słowa Chrystusa, który wskazał siebie jako dobrego pasterza”. Brat i pasterz – to chyba klucz do zrozumienia 10 lat posługi Księdza Kardynała w Krakowie.

Według nauczania posoborowego biskup ma być bratem i pasterzem. Bratem nie tylko dla kapłanów, ale także dla wszystkich, którzy tworzą Kościół lokalny. Równocześnie ma być tym, który wskazuje drogę, prowadzi i ochrania owczarnię, wskazuje także na niebezpieczeństwo i sam stara się unikać niebezpieczeństw dla ochrony owczarni.

Co było największą troską Księdza Kardynała przez wszystkie lata kierowania naszą archidiecezją?

Najważniejsza była i jest troska o kapłanów. Tego nauczyłem się od Jana Pawła II. Troska o ich moralność, życie duchowe, a także o wykształcenie kleru krakowskiego. To z tego wynikały starania, by Papieska Akademia Teologiczna została podniesiona do rangi uniwersytetu. Papież Benedykt XVI, który znał i cenił środowisko krakowskie, przyczynił się do tego, że w Krakowie jest Uniwersytet Papieski Jana Pawła II. Jednocześnie przez wszystkie lata mojego pasterzowania w Krakowie starałem się troszczyć o to, aby świeccy odkryli swoją podmiotowość w Kościele i uczestniczyli aktywnie w życiu parafii i diecezji.

Jeśli chodzi o troskę o duchowieństwo, to który model sprawowania władzy jest bliższy Księdzu Kardynałowi – być dla kapłanów ojcem czy szefem, który rządzi?

Dla mnie absolutnie bliższe jest to pierwsze – być bardziej bratem, ojcem i przyjacielem niż tylko przełożonym w sensie rządzenia. Oczywiście ten, który jest ojcem, powinien też troszczyć się o porządek, ale powinien to czynić z miłością. Nigdy nie zdarzyło się tak, aby jakiś ksiądz chciał rozmawiać ze mną, a ja bym go nie przyjął. Tu zawsze są drzwi otwarte dla wszystkich, ale szczególnie dla duchownych.

Ale też duchowni są czasem przyczyną smutku, zgryzoty, bólu duszy.

Tak. Boli brak zrozumienia intencji i decyzji, które powinny służyć dla dobra Kościoła. Oczywiście bardzo rani serce biskupa, gdy ktoś porzuca kapłaństwo. Stąd moja troska o stałą formację duchową kapłanów. Jestem przekonany, że powinna ona dotyczyć nie tylko młodych, ale także starszych księży, w każdym wieku.

Księże Kardynale, Kościół to wspólnota wiernych, która żyje w świecie. To zaś rodzi pewne napięcia, zwłaszcza gdy chodzi o sprawy moralne. Wielu publicystów i polityków mówi, że w Polsce biskupi i księża wtrącają się do polityki. Często zarzucają to także Księdzu Kardynałowi. Proszę powiedzieć, co wolno, a czego nie wolno mówić biskupowi, kapłanowi w czasie kazań? Co jest, a co nie jest wtrącaniem się do polityki?

Wtrącanie się do polityki byłoby wtedy, gdyby ktoś z biskupów bezpośrednio uprawiał politykę, czyli łączył się z jakąś partią, a nie patrzył na to, co służy społeczeństwu i człowiekowi. Jednak biskup w sprawach politycznych ma prawo i obowiązek wyrażania oceny moralnej. Kapłan w parafii także, ale w łączności z biskupem. Nie chodzi więc o wchodzenie bezpośrednio w ugrupowania polityczne. Oczywiście, pewne ugrupowania są bliższe, ponieważ stoją po stronie wartości, którym służy Kościół. Zawsze jednak powinna być zachowana autonomia Kościoła. Takie podejście nie jest uprawianiem polityki.

W tym duchu należy więc oceniać ważne wypowiedzi Księdza Kardynała w sprawie in vitro? W ciągu ostatnich kilku miesięcy padły one m.in. podczas procesji Bożego Ciała i w sanktuarium w Pasierbcu.

Biskup jest i ma być pasterzem, który broni owczarni przed fałszywymi ideologiami. Nauczanie moralne Kościoła jest oparte na fundamencie prawa naturalnego, które w Polsce jest zagrożone niektórymi ustawami parlamentarnymi. Prawa, które powinny być zachowane przez wszystkich, wyrastają bowiem z prawa naturalnego. To są zasady rządzenia, polityki i tworzenia ustaw, które powinny obowiązywać w społeczeństwie. To zaś przekłada się na konkrety życiowe. Więc nie do zaakceptowania są takie ustawy, które na przykład odmawiają poczętym dzieciom prawa do życia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama