Nowy numer 48/2020 Archiwum

On zawsze celnie strzela

Zgromadzenie Małych Sióstr Jezusa. W ich kaplicy Dzieciątko wystawione jest przez cały rok – po to, by bez przerwy wpatrywać się w tajemnicę wcielenia Boga. On, jak dobry Ojciec, cały czas troszczy się o swoje małe dzieci. Przychodzi do nich cicho i dyskretnie, w zwykłej codzienności. Żeby dostrzec znaki, jakie im daje, trzeba mieć szeroko otwarte oczy.

Bożej opieki doświadczamy nieustannie! – mówią zgodnie małe siostry Jezusa, ubrane w błękitne stroje mniszki, z błękitną chustką przewiązaną na głowie i z prostym krzyżem na szyi. Nie ma na nim wizerunku Jezusa, lecz małe serce – symbol Miłości, która dała się ukrzyżować. – Także ostatnio, gdy remontowałyśmy nasze mieszkanie, bez Jego pomocy i osób, które stawiał nam na drodze, po ludzku nie dałybyśmy rady. Nawet firanki spadły nam z nieba – uszyła nam je i podarowała sąsiadka. Dziękujemy! Bywa też, że dostajemy od różnych osób kwiaty do kaplicy czy kawę, którą lubimy pić. Wiemy jednak, że nie zawsze będą się spełniały wszystkie nasze pragnienia i marzenia – przekonują.

Kwiatek od Pana Boga

Jak tłumaczą, to, że Bóg nas kocha i może dać nam wszystko, co tylko zechce i co będzie dla nas najlepsze, można zrozumieć dopiero wtedy, gdy w sercu człowieka dojrzeje prawdziwa relacja miłości do Ojca. – Czasem czuję się nawet nieco zawstydzona, że On tak bardzo mnie obdarowuje. Zdarza się, że nie zdążę Go o coś poprosić, a Bóg już usłyszał to, o czym dopiero myślałam – opowiada mała siostra Krystyna Klara, odpowiedzialna za krakowską, 4-osobową obecnie wspólnotę. – Kiedyś mieszkałam we wspól- nocie w Kostomłotach, na wschodzie Polski. Gdy pewnego razu wracałam do naszego domu, dopadała mnie ulewa. Będąc w busie, myślałam, jak dojdę do domu, bo kilkukilometrowe pole, które musiałam przejść, zamieniło się w wielkie błoto. Nie miałam też parasola. Gdy wysiadłam z busa, pojawił się samochód, a w nim znajomy, który, widząc mnie, zaprosił do środka, zawiózł na miejsce i pojechał w swoją stronę – wspomina z radością s. Krysia. Innym razem Bóg podarował jej... piękny kwiatek. – Miałam wtedy kiepski dzień, bardzo potrzebowałam usłyszeć coś miłego. Pracowałam w barze, na zmywaku, więc byłam niewidoczna, a koleżankę, która była kasjerką, klienci ciągle zagadywali. Wracając do domu, minęłam bezdomnego mężczyznę, a on podniósł się nagle i krzyknął: „To dla siostry!”. Wręczył mi kwiatek... To Pan Bóg, posługując się ubogim, bezdomnym człowiekiem, postanowił pokazać mi, że zawsze o mnie pamięta. Byłam wtedy bardzo wzruszona – opowiada s. Krysia. Z kolei małej siostrze Teresie Marii ktoś ukradł kilka lat temu etui z okularami. To też – paradoksalnie – było prezentem od Pana Boga. – Inaczej nie poszłabym do okulisty. A u lekarza okazało się, że mam jaskrę! – mówi i dodaje, że dawno temu przestała się również martwić o finanse. – Gdy remontowałyśmy mieszkanie, nie wiedziałyśmy, czy będziemy mieć odpowiednią kwotę, a przecież trzeba było zapłacić robotnikom. Pan Bóg wiedział jednak, ile nam trzeba i na koncie ostatecznie było dokładnie tyle. Nie mniej i nie więcej! Zauważamy też, że gdy dzielimy się z innymi tym, co mamy, a mamy niewiele, dostajemy dwa razy więcej – opowiada.

Siostry z sąsiedztwa

Zgromadzenie Małych Sióstr Jezusa zostało założone w Algierii 76 lat temu, 8 września 1939 r., przez Magdalenę Hutin (1898–1989). Powstało w oparciu o duchowość bł. brata Karola de Foucauld (1858–1916), który całym swoim życiem chciał „krzyczeć Ewangelię”. Mała siostra Magdalena tak bardzo zafascynowała się jego życiem, że i w swoim sercu odkryła bezgraniczną miłość do Jezusa i pragnienie adoracji Pana, a także miłość do Jego braci najmniejszych. Na Saharze, gdzie wyjechała, mając 40 lat, chciała żyć w ukryciu, jak Mistrz z Nazaretu, a założona przez nią wspólnota miała być małym koczowniczym zgromadzeniem, żyjącym kontemplacją Jezusa pośród ubogich muzułmanów. W 1964 r. wspólnoty małych sióstr Jezusa zaczęły pojawiać się w różnych zakątkach świata. Obecnie na wszystkich kontynentach, w 70 krajach, istnieją ok. 274 kilkuosobowe wspólnoty (w tym 6 w Polsce). S. Magdalena przez wiele lat podróżowała bowiem niestrudzenie, odwiedzając kolejne kraje – także te znajdujące się wówczas za żelazną kurtyną. Chciała, by i tam – wśród marksizmu, komunizmu i ateizmu – rozkwitało apostolstwo miłości i adoracji. W ten sposób, w 1957 r., dotarła do Polski. Wkrótce powstała tu pierwsza, mała i rozproszona jeszcze wspólnota – jedna z sióstr mieszkała w Krakowie, druga w Warszawie, a trzecia – w Lublinie. Później, gdy wśród sióstr pojawiły się też Polki, s. Magdalena zdecydowała, że powinny zamieszkać w Krakowie, w Nowej Hucie, w nowo powstałej dzielnicy, która w zamyśle komunistycznych władz miała być „bez Boga”. Zależało jej, by małe siostry swoim życiem pośród robotników i pracą wykonywaną razem z nimi – także w kombinacie – dyskretnie niosły ludziom Jezusa, promieniując swoją więzią z Nim. – Nasza założycielka spotkała wówczas ks. Józefa Gorzelanego, budowniczego Arki Pana, który powiedział, że będzie się cieszył, jeśli małe siostry osiądą w Nowej Hucie i że za rok może znajdzie im mieszkanie – swoje własne, bo wtedy przejdzie już na emeryturę. Tak też się stało, a jedna z sióstr rzeczywiście pracowała wtedy w kombinacie – opowiada s. Teresa Maria. Niebawem minie 30 lat, odkąd „błękitne mniszki” pojawiły się na os. Centrum A, nieopodal pl. Centralnego. Dziś nikogo już nie dziwi, że mieszkają po sąsiedzku, w bloku, a w swoim skromnym mieszkaniu mają kaplicę z Najświętszym Sakramentem. Obecnie nowohucką wspólnotę tworzą 4 siostry: Krystyna Klara, Teresa Maria, Małgorzata Marta i Elżbieta Helena.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama