Nowy numer 48/2020 Archiwum

Miał świętych przyjaciół

O miłości ks. Franciszka Chowańca do odnowionej liturgii i pasji do pracy formacyjnej z młodzieżą oazową opowiada ks. Jerzy Serwin, jego współpracownik i następca w Duszpasterstwie Służby Liturgicznej i Ruchu Światło–Życie.

Tym, co przeżył i czego dokonał ks. Franciszek, można by obdzielić kilka biografii. Urodził się we Włosienicy, kilka kilometrów od Oświęcimia. Jako kilkunastoletni chłopak wiedział, czym był Auschwitz. Widział z oddali dymy unoszące się z kominów krematoryjnych obozu koncentracyjnego. Wybuch wojny przerwał jego naukę w szkole. Przed 1939 r. ukończył tylko pierwszą klasę – do drugiej klasy mógł dopiero pójść w 1945 r., mając 14 lat. Uczył się w Liceum Towarzystwa Salezjańskiego w Oświęcimiu. W 1952 r., idąc za głosem powołania, został przyjęty do WSD Archidiecezji Krakowskiej, by przygotować się do posługi kapłańskiej.

Tam spotkał wielu wybitnych kapłanów – profesorów, m.in. Glemma, Kłósaka, Michalskiego, Smerekę, Grzybka, Forkowskiego. Nie sposób nie wspomnieć ks. Karola Wojtyły, który prowadził zajęcia z zasad filozofii i teologii moralnej, wtedy jeszcze na UJ. To oni kształtowali jego serce i spojrzenie na kapłaństwo i Kościół. Po święceniach w 1957 r. ks. Chowaniec od samego początku był zafascynowany liturgią. Kiedy rozpoczynała się jej odnowa w archidiecezji, chciał być blisko tych, którzy byli jej pionierami. Pamiętam, jak z wielką pasją opowiadał o swoich wyjazdach do Tyńca, a potem do Krościenka, gdzie widział, jak powstawały nowe formy naczyń liturgicznych, ornatów, teksty liturgiczne i lekcjonarz, jak uczono się celebrować Eucharystię w duchu odnowy soborowej.

To on, jako pierwszy, rozpoczął formację ministrantów, a wśród nich ministrantów słowa Bożego. Między innymi dzięki jego inicjatywie dziś szkoła lektorów obejmuje całą diecezję i co roku kilkuset chłopców przystępuje do uroczystego błogosławieństwa do tej posługi. To on zainspirował, idąc za wskazaniami ks. Franciszka Blachnickiego, ówczesnego krajowego duszpasterza Służby Liturgicznej, program formacyjny dla SL zarówno męskiej, jak i żeńskiej. Przybrał on konkretną formę w 5-letnim cyklu obowiązującym w całej Polsce, a dzięki jego staraniom został wydany w latach 80. XX w., bardzo trudnych dla Kościoła. Ks. Franciszek nie tylko uczył nas, swoich wychowanków, dojrzałości chrześcijańskiej. Zawsze przypominał, że formacja w Ruchu Światło–Życie ma obejmować całego człowieka, jego duszę i ciało. Ma rozwijać intelekt, wolę, uczucia, wychowywać do konkretnych postaw moralnych, społecznych i patriotycznych. To wszystko wydało owoce w życiu nie dziesiątek i nie setek, ale tysięcy młodych ludzi, którzy dziś odpowiadają za wiele odcinków życia Kościoła i narodu.

Zawsze fascynowało mnie, że ks. Franciszek do 54. roku swojego kapłaństwa prowadził rekolekcje dla animatorów liturgicznych. Człowiek, który miał już prawie 80 lat, wyjeżdżał na rekolekcje z młodymi ludźmi i miał im coś do zaoferowania. Oni go cenili, słuchali, zwierzali się ze swoich ukrytych sekretów i trudności, a to, co do nich mówił, wprowadzali w swoje życie. Nie tylko tym mnie zachwycał, że potrafił się z nimi dogadać. Mimo poważnego już wieku, miał w sobie głęboki zapał, wiedział, że jest potrzebny i tym, co miał, potrafił się dzielić. Nie odpuścił do ostatnich chwil życia. Na sam Ruch ks. Chowaniec patrzył całościowo. Zanim zostałem moderatorem diecezjalnym, współpracowałem z nim 5 lat. Pamiętam, jak kiedyś powiedział mi: „Jureczku, ty nie możesz w tym Ruchu patrzeć tylko na drobne szczegóły, bo w tym wszystkim zginiesz. Masz go widzieć w całości, szeroko i daleko, w perspektywie Kościoła”. I mówił to tak mocno i z takim przejęciem w oczach, że byłem wtedy na te jego słowa poirytowany i wystraszony jego zdecydowaniem. Później zrozumiałem, o czym mówił, gdy musiałem stanąć jako ten, który ma Ruchowi przewodzić, strzec charyzmatu Światło–Życie i być za niego odpowiedzialny, zwłaszcza wtedy, gdy pojawiało się wielu „poprawiaczy”.

Warto też pamiętać, że ks. Franciszek miał wśród swoich przyjaciół świętych – przede wszystkim św. Jana Pawła II oraz ks. Blachnickiego, sługę Bożego. To dzięki ks. Chowańcowi kard. Wojtyła poznał ks. Blachnickiego, co zaowocowało ich głęboką przyjaźnią i zachwytem nad dziełem Ruchu. Sam ks. Chowaniec, jeśli miał okazję spotkania z ojcem świętym, zawsze mówił o oazie i dla niej prosił o błogosławieństwo.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama