Nowy numer 29/2021 Archiwum

Dwa „pistolety”

Są sędziwi, ale wciąż młodzi duchem. Ich żywoty są prawie równoległe.

Gdy 12 października 89-letni por. Wacław Szacoń ps. „Czarny” z podkrakowskich Liszek i 95-letni kpt. Stanisław Szuro ps. „Zamorski” z Krakowa otrzymywali tytuły Świadka Historii, publiczność w krakowskim Pałacu Krzysztofory skandowała: „Cześć i chwała bohaterom!”. – O takich jak oni, wyróżniających się dzielnością młodych żołnierzach, w przedwojennej kawalerii mówiono: „pistolety” – mówi dr Jarosław Szarek, historyk z krakowskiego oddziału IPN.

– Wychowany w tradycjach religijnych i narodowych, kierowałem się nimi we wszystkim, co w życiu robiłem – mówi por. Szacoń, niegdyś żołnierz Narodowej Organizacji Wojskowej i Armii Krajowej, partyzant działających po wojnie na Lubelszczyźnie antykomunistycznych oddziałów Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora” i Zdzisława Brońskiego ps. „Uskok”. Aresztowany w 1947 r. przez UB, został skazany 4-krotnie na karę śmierci, zamienioną na dożywocie. Wyszedł w grudniu 1956 roku. Współpracując z płk. Józefem Herzogiem, przyczynił się m.in. w czasach komunistycznych do przywrócenia godnego wyglądu zaniedbanej krypcie Piłsudskiego pod wawelską Wieżą Srebrnych Dzwonów. Gdy siostry, którym pozwolono na odwiedziny w więzieniu skazanego na śmierć brata, szlochały, Wacław powiedział do nich: „Dlaczego płaczecie? Przecież nikt nie będzie żył wiecznie. Tylko że ja pójdę tam za wiarę i ojczyznę, a ci, co mnie skazali, jako pachołki sowieckie”. Był przyjacielem i towarzyszem walki Józefa Franczaka „Lalusia”, ostatniego partyzanta antykomunistycznego, który zginął w 1963 r., osaczony przez komunistyczną bezpiekę.

– Widziałem się z nim jeszcze na dwa miesiące przed jego śmiercią – wspomina por. Szacoń. Stanisław Szuro był z kolei żołnierzem Kampanii Wrześniowej 1939 r., podziemia niepodległościowego, więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych, po wojnie zaś członkiem Ligi Walki z Bolszewizmem, skazanym na śmierć przez komunistów, po ułaskawieniu zaś długo więzionym. Obaj Świadkowie Historii mieli nie tylko przenośny związek z pistoletami. Strzelali z nich do wroga podczas wojny i po niej.

– Po wojnie chodziliśmy na różne akcje zbrojne. Wreszcie człowiek miał znów w ręce broń. Bywała nie tylko skuteczna w walce z wrogiem. Dawała także poczucie wolności i bezpieczeństwa. Piłsudski wspomniał kiedyś, że po wyjściu z Oleandrów wolna Polska była tam, dokąd sięgały kule jego strzelców. Ja miałem zaledwie pistolet „siódemkę”, który był skuteczny w strzelaniu na odległość 4 m. Jednak wiedziałem, że na tych 4 metrach to ja dowodzę, nawet gdy naprzeciw jest przeciwnik uzbrojony po zęby. To wspaniałe uczucie, za które warto było potem pójść siedzieć – mówi kpt. Szuro, który po wyjściu z więzienia został nauczycielem historii. – Moim ulubionym pistoletem było zaś parabellum – wspomina. Swoje przeżycia opowiadają współczesnym do dziś podczas licznych spotkań. – Widząc na nich wiele młodzieży, przekonujemy się, że nasza walka nie poszła na marne. Przekazywanie tej wiedzy jest, póki żyjemy, naszym ostatnim obowiązkiem – powiedzieli por. Szacoń i kpt. Szuro.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama