Nowy numer 47/2020 Archiwum

Patrzą na ziemię z nieba

To nie są zwykłe nagrobki. Obok krzyży i palących się zniczy widać na nich np. mały biały szybowiec albo część skrzydła czy śmigła.

Miał 18 lat. Już w dzieciństwie uwielbiał spędzać czas na nowotarskim lotnisku, które jest niezwykle pięknym zakątkiem Podhala i jego stolicy. Zaczął spełniać swoje marzenia i rozpoczął kursy lotów na szybowcach, które uczą czystości w stylu latania. Niestety, radość nie trwała długo. Nowotarżanin Kamil Cichoń i jego instruktor Tadeusz Świst zginęli podczas jednego z lotów szkoleniowych w 2011 roku. Szybowiec runął na skarpę nad rzeką Dunajec. Grób młodego pasjonata awiacji jest bardzo charakterystyczny. Odwiedzający go mogą bowiem zobaczyć uśmiechniętą twarz Kamila i mały, biały szybowiec.

To nie ubecy nadlecieli

– Gdy się patrzy na wszystko z góry, życie wygląda zupełnie inaczej, ma inną wartość. Kiedy człowiek spogląda na ziemię z samolotu, jego serce mocniej bije i chce wielbić Boga. Tam człowiek jest jakby bliżej Niego, dlatego jest szczęśliwy. Nie znajdziemy szczęścia, gdy ze spuszczoną głową będziemy chodzili po ziemi – wspomina znajomość z Kamilem ks. Wojciech Nitka, który jeszcze niedawno pracował jako wikariusz w parafii św. Jana Pawła II w Nowym Targu. Papieski kościół znajduje się na drodze startów i lądowań nowotarskiego lotniska. Piloci zawsze dobrze go widzą. Kamil nie tylko podziwiał go z góry, ale i do niego zachodził. Angażował się w inicjatywy parafialne, grał m.in. w Misterium Męki Pańskiej. Kilka alejek dalej od grobu Kamila, w tej samej części nowotarskiego cmentarza (nieopodal kaplicy), znajduje się nagrobek lotniczej rodziny. Inż. Janusz Ruge był wieloletnim kierownikiem nowotarskiego aeroklubu. Zmarł w 2002 roku. W rodzinnym grobowcu spoczywają także jego syn Wojciech Maciej, który zginął w 1985 r. w wypadku lotniczym nad Rdzawką, oraz żona, Irena Ruge (zmarła w 2014 r.). – Oni kochali latanie, zresztą jak można było tego nie kochać, mieszkając na lotnisku? Stąd nie wyobrażaliśmy sobie, aby na grobie nie było jakiegoś symbolicznego nawiązania do awiacji. Dlatego jest tam właśnie fragment śmigła – wspomina Paweł Ruge, który jest dzisiaj kapitanem pasażerskich odrzutowców. Przy okazji modlitwy nad grobem swoich bliskich wspomina jeszcze jedną postać – śp. ks. Kazimierza Krakowczyka, duszpasterza nowotarskich lotników. – Kiedyś wspólnie z kolegami polecieliśmy do kaplicy Papieskiej pod Turbaczem i krążyliśmy szybowcami. W tym miejscu występują wspaniałe prądy wznoszące, a wtedy akurat trwała Msza św. z udziałem ks. prof. Józefa Tischnera. Duszpasterz tego miejsca ks. Krakowczyk myślał, że to służby bezpieczeństwa przyleciały – wspomina P. Ruge. Wszystko wyjaśniło się na lotnisku, kiedy ks. Kazimierz przyszedł dopytywać o ten przelot. – I tak został naszym lotniskowym duszpasterzem – uśmiecha się pilot. Ks. Krakowczyk spoczywa na miejskim cmentarzu przy ul. Nowotarskiej w Zakopanem.

Latanie jak narkotyk

Choć na grobie byłego burmistrza Nowego Targu Józefa Ramsa nie ma żadnych awiacyjnych symboli, to ma on na swoim koncie wiele powietrznych osiągnięć. Jego przygoda z lotnictwem rozpoczęła się w latach 50. ub. wieku, a już 10 grudnia 1960 r., jako ósmy pilot szybowcowy w historii, sięgnął po tzw. diament wysokościowy. Oznacza to, że szybowcem wyleciał na wysokość ponad 5 tys. metrów. Od 6 tys. m można w przestrzeni powietrznej spotkać samo- loty pasażerskie. J. Rams miłość do lotnictwa zaszczepił wśród wielu młodych, przekazując im swoją wiedzę oraz ogromne doświadczenie. Często mawiał, że „latanie jest jak narkotyk, zatem wolałby tego nie przeżywać od początku”. W ubiegłym roku minęło 75 lat, od kiedy niebo nad Orawką stało się świadkiem tragedii samolotu z załogą polskich żołnierzy. Statek powietrzny został wtedy trafiony przez nieprzyjacielskie działo przeciwlotnicze z Jabłonki i spadł kilkaset metrów od kościoła w Orawce. Ciała poległych lotników pochowano w miejscu katastrofy, a następnie ekshumowano i przeniesiono na cmentarz parafialny w Orawce. Miejsce ich wiecznego spoczynku upamiętnia nagrobek w formie krzyża maltańskiego. – Pamiętamy o sile i mądrości polskich lotników, także na ziemi orawskiej – mówi Antoni Karlak, wójt gminy Jabłonka. Znicze lotniczej pamięci zapłoną w okresie Wszystkich Świętych również w Dolinie Olczyskiej w Tatrach, gdzie w 1994 r. rozbił się helikopter TOPR.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama