Nowy numer 48/2020 Archiwum

Do życia nastraja nas niebo

Noc Światła. O wielkanocnej radości w dniu Wszystkich Świętych i o ocieraniu łez z Katarzyną Cudzich-Budniak i Mikołajem Budniakiem rozmawia Monika Łącka

Monika Łącka: 1 listopada wciąż kojarzy się z żałobą i smutkiem, a Wy postanowiliście przekonać ludzi, że to czas radości.

Mikołaj Budniak: O to nam chodzi, by nie płynąć z nurtem, ale tworzyć nową jakość... Katarzyna Cudzich-Budniak: ...i przeakcentować kilka spraw. Jesteśmy chrześcijanami – ludźmi wielkanocnymi, zwycięzcami. Chrystus pokonał dla nas śmierć. Ona już nie ma władzy nam nami, nie musimy się bać, a ciągle jeszcze mówimy: „1 listopada” i myślimy: „święto zmarłych”...

A gdy 1 listopada śpiewamy w kościele „Otrzyjcie już łzy, płaczący”, niepewnie rozglądamy się na boki, czy aby organista dat nie pomylił. Klimat tworzą płonące w mediach znicze, a na bill- boardach zapłakana kobieta przytula się do grobu. Damskie rajstopy reklamuje...

M.B.: Dlatego stawiamy na pracę u podstaw. (śmiech) A mówiąc poważnie – chcemy budzić ludzi, pokazując im, że perspektywa nieba nastraja nas do życia bardzo optymistycznie. Wierzymy też, że za tym, co robimy, stoi Pan Bóg, który przemienia serca tych, co się na Niego otwierają.

Czasem jednak trudno powiedzieć tym, którzy płaczą za zmarłym, by już łzy otarli. Śmierć boli, coś o tym wiecie.

M.B.: Powiem rzecz bardzo osobistą: gdy myślę o przekraczaniu bramy śmierci, widzę najlepszą przygodę życia. Jezus mi to zagwarantował, a moja relacja z Nim wyznacza tylko kierunek. Po śmierci spotkam się z Bogiem, dlatego uważam, że trzeba oddemonizować śmierć. Mówiąc jeszcze mocniej: mam 32 lata i nie boję się śmierci, bo wiem, że po drugiej stronie Jezus czeka na mnie z wyciągniętą ręką. A jeśli śmierci się boimy, to znaczy, że nie odrobiliśmy lekcji i nie do końca rozumiemy, o co chodzi w chrześcijaństwie. K.C.-B.: Po śmierci mojego taty [Andrzeja Cudzicha, zmarłego w 2003 r. jazzowego kontrabasisty – przyp. red.] miałam nie iść na jego pogrzeb. Nie miałam sił, myślałam, że nie wytrzymam psychicznie tej uroczystości. Ale poszłam... I chwała Bogu! Gdy spuszczano trumnę do ziemi, zaintonowaliśmy pieśń uwielbienia. „Chwała”, którą napisał tata, była śpiewana aż dwa razy, a ludzie pytali, dlaczego nie płaczę. Sama nie mogłam tego zrozumieć. To była ogromna łaska. Dlatego dziś, zamiast płakać, działamy, wydobywając ze święta Wszystkich Świętych to, co najpiękniejsze. Zarówno w znaczeniu szerokim, jak i prywatnym, wspominając tatę, ale też przypominając jego artystyczny dorobek i to, jak ewangelizował.

Dlatego zaczynając od tego roku w wigilię uroczystości Wszystkich Świętych chcecie zaprosić cały Kraków do nieziemskiej zabawy. Plan co najmniej odważny, bo trzeba zmienić sposób myślenia tysięcy ludzi!

K.C.-B.: Na początek chcemy poprzez dobrą zabawę pokazać im Jezusa, a potem On sam zatroszczy się o to, by powiedzieć im więcej o sobie.

Działacie z niezłym rozmachem – za rok, w Noc Światła A. D. 2016, prawdziwą Bożą światłością ma rozbłysnąć Centrum Kongresowe ICE Kraków. Robi wrażenie.

M.B.: Tam będziemy czekać na wszystkich, którzy przyjmą zaproszenie. Na tę noc chcemy wynająć całe centrum, bo pomysłów mamy dużo. A na 31 października 2017 r. mamy już rezerwację w Tauron Arenie. Noc Światła nie jest jednak naszym pomysłem – w 2000 roku w Wielkiej Brytanii została wymyślona w katolickiej wspólnocie ewangelizacyjnej. Dziś jest organizowana nawet w Indiach.

Czas, by zaistniała i w Polsce jako opozycja do Halloween?

M.B.: Na zachodzie kraju Noc Światła jest już znana, u nas jeszcze nie. Z Halloween nie walczymy, ale proponujemy alternatywę. K.C.-B.: Bardziej przeciwwagę niż kontrę. Tylko w taki sposób możemy pokazać młodym ludziom, że – mówiąc ich językiem – 1 listopada to świetna impreza i że są powody do radości. A tej radości brakuje im na co dzień.

Znam sporo osób, które świetną imprezę widzą w przebieraniu się za diabły i czarownice... Mówią, że Kościół czepia się niewinnej zabawy i w przedszkolu swoich dzieci organizują marsz upiorów i świecących dyń.

M.B.: Nas buduje to, co o Halloween rok temu powiedział papież Franciszek, a kilka lat temu Benedykt XVI – że ta „niewinna” za- bawa powinna być zakazana. Raz na zawsze, bo to „przedsionek do czegoś bardzo niebezpiecznego”. W mediach nie mówi się o tym, że co roku wzrasta liczba interwencji egzorcystów u dzieci, które wcześniej „bawiły się” w Halloween. Pracując w szkole jako katecheta, widzę, że ta „impreza” cały czas się rozprzestrzenia, a dzieci i młodzież nie są świadome zagrożeń. Tego, że Halloween jest otwieraniem się na działanie demonów. Dlatego organizacja Nocy Światła i mówienie o świętości jest wejściem na terytorium szatana – i to na pierwszy front.

Skoro tak, to może lepiej organizować Noc Światła w kościele, a nie w ICE?

K.C.-B.: W tym roku tak będzie. Noc odbędzie się w dwóch kościołach – św. Katarzyny i św. Józefa w Podgórzu. Ale już za rok chcemy wyjść z inicjatywą poza kościoły, bo założenie jest proste – to ma być ewangelizacja niezewangelizowanych, czyli tych, którzy do kościoła nie chodzą i nie przyjdą, bo nie poznali Boga jako Ojca i Przyjaciela. Dlatego Noc Światła to nie nowa ewangelizacja, ale najnowsza – wychodząca poza środowisko chrześcijańskie, czyli „kółko wzajemnej adoracji”, i wykorzystująca nowoczesne oraz atrakcyjne metody do tego, by mówić o Jezusie. M.B.: Gdy kilka lat temu mieliśmy wyjść ze stadionu na krakowski Rynek, by zapraszać ludzi na ewangelizację miasta, nikt nie chciał z nami rozmawiać. Nikt nie chciał słyszeć, że może w jego życiu coś jest nie tak i trzeba to naprawić. Dlatego teraz jesteśmy nastawieni na wejście z Ewangelią na płaszczyznę show biznesu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama