Nowy numer 47/2020 Archiwum

Za czym tęsknią młodzi twórcy

Kierowany przez niego Teatr im. Słowackiego jest artystycznym fenomenem – oazą normalności i „okopami Świętej Trójcy”.

Trudno jednak, by było inaczej, skoro mówimy o scenie otwartej dokładnie 122 lata temu (21 października), na której deskach grali najwięksi polscy aktorzy – od Ludwika Solskiego po Gustawa Holoubka, gdzie debiutowali jako autorzy zarówno Stanisław Wyspiański, jak i Stanisław I. Witkiewicz. Tu rodziły się teatr romantyczny i polska awangarda. Krzysztof Orzechowski potrafił twórczo nawiązać do tej pięknej tradycji. Nie brak opinii, że dyrektor w ciągu ponad 16 lat urzędowania zamienił tę scenę w prawdziwe „okopy Świętej Trójcy”, ostatnie miejsce, gdzie można zobaczyć klasyczny, dobry teatr. Że w czasach szalejącej dekonstrukcji i postmodernizmu właśnie tu, przy pl. Świętego Ducha, prawdziwa sztuka wciąż skutecznie się broni.

Sam K. Orzechowski woli stwierdzenie, że jego teatr pozostaje po prostu oazą normalności. – Rzeczywiście, jest taka opinia, że ten tradycyjny, mieszczański teatr się okopuje, jest ofertą dla „starych”, podczas gdy młodzi gustują w tym, co zaprzecza tradycji. To nie jest do końca tak. Od wielu lat uczę reżyserii i widzę, jak młodzi ludzie łakną normalności. Najmłodsze pokolenie twórców, a także widzów, zaczyna tęsknić, by ktoś im wreszcie normalnie opowiedział jakąś historię, tak od początku do końca. I żeby z tego wynikało coś do myślenia – ocenia dyrektor.

Trzeba mu oddać, że zawsze o młodych twórców dbał. Mogli tu robić własny teatr, niezwiązany z modami, trendami i narzuconym stylem (projekt „Wylęgarnia”). Nie zapominał też ani na chwilę o miłośnikach słowa. Drzwi niedzielnego Salonu Poezji, prowadzonego wspólnie z Anną Dymną, niezmiennie pozostają dla nich otwarte. – Duża część mediów i opiniotwórczej krytyki teatralnej żyje tym niebezpiecznym przeciwstawieniem: młode–stare, muzealne–postępowe. To manipulacja. Współczesny teatr na świecie stara się być... różny. I zaspokajać gusta różnych widzów. Postmodernizm przyniósł postulat „śmierci autora”. W połowie lat 80. XX w. zaczęła się moda na eksperymenty z tekstem, dopisywanie, zmianę wymowy dzieł literackich. Ale teraz na świecie znów powraca się do klasycznych autorów. I w tym sensie mój teatr jest bardzo nowoczesny – zaznacza K. Orzechowski.

45 lat pracy artystycznej dyrektor uczcił niezwykłą autobiografią. – Napisałem książkę „Podróż do kresu pamięci”. To suma doświadczeń, wspomnień rodzinnych, mojego wchodzenia w teatr. Książka mówi o tożsamości, tak jak ja ją pojmuję. Piszę o tym, co dziedziczę, co jest związane z domem, wychowaniem. Opowiada też o losie inteligenta, o warstwie społecznej, której już nie ma. Ja jestem jej pogrobowcem – mówi autor.

W niedzielę 18 października w samo południe w foyer teatru, podczas Krakowskiego Salonu Poezji, dyrektor Orzechowski czytał fragmenty swojej książki. Warto podkreślić, że jest ona przepięknie wydana i bogato ilustrowana unikatowymi zdjęciami rodzinnymi. To historia zarówno jubilata, świętującego 45 lat pracy artystycznej, jak i jego teatru. – Czuję się jak ktoś, kto bardzo dużo już widział i przeżył, ale nie odczuwam tęsknoty, by iść na emeryturę, owinąć się kocem i siedzieć w bujanym fotelu na tarasie. Mam jeszcze w sobie dużo energii – zapewnia dyrektor Orzechowski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama