Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kaznodzieja

Największa różnica pomiędzy księdzem polskim i amerykańskim widoczna jest w czasie kazania.

U nas kazania są bardzo niedbałe. Niewielu księży pasjonuje się kaznodziejstwem. Amerykański ksiądz, który zwykle dużo mniej pracuje w stosunku do polskiego, jest wszechstronnie wyszkolonym mówcą. Bo kaznodzieja to mówca, pracuje słowem. Jest w to wpisana i wiedza o słuchaczach, i znajomość konkretnych form retorycznych. Bycia mówcą można się nauczyć, jest taka wiedza. Z niewiadomych powodów to prawie w ogóle nie rusza polskich księży. Chętnie podnosi się kwestię męczeństwa w konfesjonale, ale nie ma zwyczaju oceniania jakości kazań.

Święty Paweł zaznacza: „Prezbiterzy, którzy dobrze przewodniczą, niech będą uważani za godnych podwójnej czci, najbardziej ci, którzy trudzą się głoszeniem słowa i nauczaniem”. Ja sam nie mogę sobie wyobrazić siebie jako osoby, która o to nie dba. Wydaje mi się, że do tego zobowiązałem się w czasie święceń i że to jest moje podstawowe zadanie. Wciąż też nie rozumiem „olewania” kazań w Polsce. Przecież to nasza wizytówka. Jeśli katolik ma osobisty kontakt z Kościołem raz w tygodniu, na Mszy św., a kazanie jest słabe... Co mu zostanie? Jak będzie sobie wyobrażał wagę i znaczenie niedzielnej Eucharystii, do której księża się nie przykładają?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama