Nowy numer 49/2020 Archiwum

Jak dotrzeć do Dobrych Portów?

Z Krakowa do Taizé. O podróży pełnej Bożych znaków i o tygodniu wyciszenia ze studentkami dziennikarstwa UPJPII Barbarą Rozmus i Eweliną Słomką rozmawia Paulina Smoroń

Każdy Wasz dzień tam – oprócz piątkowego wieczoru – wyglądał tak samo?

B.R.: Nie do końca. Kilka ostatnich dni spędziłyśmy w ciszy, w wiosce oddalonej o 15 minut od Taizé. Było tam ok. 20 dziewczyn, a każda była z innego zakątka świata.

E.S.: To miejsce różniło się nieco od tego poprzedniego. Na modlitwy wracałyśmy do Taizé i tylko posiłki jadłyśmy wspólnie. Resztę dnia spędzałyśmy same w ciszy. Chodzi o to, żeby mniej mówić, a więcej słyszeć.

W Krakowie by się to nie udało?

B.R.: Na pewno nie. Tu wszystko rozprasza człowieka, a bycie w ciszy uświadamia nam, skąd jesteśmy – bo przecież nie z betonu i szarych murów. Jesteśmy częścią natury. W Taizé obok ludzi żyją zwierzęta – krowy, owieczki. Nad głowami jest niebo, a zewsząd dobiega śpiew ptaków. Tam łatwiej przypomnieć sobie, że o nas nie stanowią rzeczy, media czy kontakty. Najważniejsze jest to, że każdy z nas został stworzony przez Boga! W Taizé poczułam, że to jest moje miejsce na ziemi – mój dom.

E.S.: Trzy główne zasady Taizé to miłosierdzie, prostota i radość, czyli wszystko to, czego nam potrzeba i na czym warto opierać swoje życie. To jest cała prawda o człowieku, i chyba tego w pędzącym życiu nam trochę brakuje. W wielkim mieście często usilnie zabiegamy o naszą wiarę, gdzieś jej wciąż szukamy, a tam wystarczyło po prostu być i słuchać. Brakuje nam też swobody i wolności. Widać to zwłaszcza podczas przekazywania znaku pokoju. W Tai- zé ludzie się ściskają, przytulają i przede wszystkim się uśmiechają! Tam widać tę miłość i ten pokój! U nas – niekoniecznie...

Podczas Waszej podróży zdarzyły się sytuacje, które można nazwać opatrznościowymi?

E.S.: Oczywiście! Trafiłyśmy na chłopaka, z którym nadłożyłyśmy sporo kilometrów, ale przywiózł nas bezpośrednio do Polski. Był też moment kryzysowy – nad ranem w Krakowie, w okolicach Balic. Byłyśmy bardzo zmęczone. Stałyśmy na stacji benzynowej i prosiłyśmy o transport do centrum. I tu znów pojawił się „anioł”, który podwiózł nas pod samą bramkę przy naszym bloku.

B.R.: Zaraz na początku podróży była też chwila, która uświadomiła mi, co to będzie za droga i jaką opiekę mamy nad sobą. Zrozumiałam to podczas spotkania z kierowcą, który zabrał nas z wylotówki w Katowicach. Wcześniej przez 2 godziny bezskutecznie próbowałyśmy złapać stopa. On się zatrzymał. Miał na imię Paweł i bardzo się przed nami otworzył. Rozmawialiśmy o wszystkim – o życiu, niespełnionych marzeniach, najważniejszych wartościach dla człowieka i o tym, za czym biegamy, a co tak naprawdę nie ma znaczenia... Najpiękniejsze było to, że kiedy się z nim żegnałyśmy, w jego oczach było wzruszenie. Powiedział, że traktuje nas jako znak na swojej drodze. Jego słowa były potwierdzeniem, że to, co robimy, ma swój początek w Bogu.

E.S.: Patrząc na całą podróż z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że po raz pierwszy wzięłam los w swoje ręce albo raczej – zdałam się na Boże prowadzenie. Doświadczyłam wolności wyboru i wolności spotkania z drugim człowiekiem.

A czy jest coś, za co chciałybyście szczególnie podziękować Bogu?

B.R.: Za każdą minutę tej podróży, która mnie na zawsze przemieniła. Kiedy rozglądam się dookoła siebie i widzę ludzi, którym jest w życiu ciężko, doceniam to, że mam zdrowe ręce i nogi, i że tak wiele jest mi dane. Tam, w ciszy Taizé, można to usłyszeć i przeżyć.

E.S.: A ja za odwagę do kolejnych wyzwań i za zaufanie do drugiego człowieka.

Poczuj klimat Taizé

Taizé to niewielka wioska na południu Francji, do której co roku przyjeżdżają tłumy młodych ludzi. Gdy przebywały tam Basia i Ewelina, razem z nimi było „tylko” kilkaset osób z całego świata. Wioska prawdziwe oblężenie przeżywa latem, kiedy przyjeżdża do niej nawet kilka tysięcy osób. Ponadto co roku w jednym z europejskich miast, między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, wspólnota z Taizé organizuje spotkania. Przyjeżdżają na nie tysiące młodych osób zarówno z Europy, jak i z pozostałych kontynentów, po to, by uczestniczyć w kolejnym etapie Pielgrzymki Zaufania przez Ziemię. Najbliższe takie spotkanie rozpocznie się już 28 grudnia w Walencji. Poprzedza je co najmniej kilkutygodniowe przygotowanie – w Krakowie i całej diecezji prowadzi je wiele parafii, wspólnot i zakonów. Spotkania odbywają się m.in. w każdy czwartek o godz. 20 u krakowskich jezuitów, we wspólnocie WAJ (Kopernika 26). Warto się tam pojawić i zapisać na wyjazd do Walencji!

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama