Nowy numer 3/2021 Archiwum

To miejsce to skarb

Modlitwa o moralną odnowę Krakowa trwa w kościółku św. Wojciecha już od ponad roku. Największych zmian nie widać – dzieją się głęboko w sercach.

Akcja „Szpital Domowy” rozpoczęła się Mszą św. 18 listopada 2014 roku, w 100. rocznicę śmierci bł. Karoliny Kózkówny – męczennicy, która oddała życie, broniąc swojej czystości. Dokładnie rok później metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz tak wspominał start codziennej modlitwy w świątyni na Rynku Głównym: – Kierowała nami troska o oblicze Krakowa, o ducha naszego miasta. Kierowała nami odpowiedzialność za wspaniałe dziedzictwo kultury, wiary i świętości, jakie przejęliśmy od poprzednich pokoleń.

Wydłużony dyżur

Początkowo „Szpital Domowy” miał trwać miesiąc – a i to wydawało się dużym wyzwaniem. Krakowskie wspólnoty podzieliły między siebie kolejne, codzienne dyżury i tak się zaczęło. – W połowie grudnia byliśmy pewni, że akcja się skończy. Każdy ma przecież swoje zajęcia, przez miesiąc można było się zmobilizować, ale jak ciągnąć to dalej? – wspomina ks. Rafał Marciak, szef sekcji pastoralnej w Komitecie Organizacyjnym ŚDM Kraków 2016, w „Szpital Domowy” zaangażowany od samego początku. – Wtedy przyszła do nas grupka młodych ludzi, którzy powiedzieli, że znajdą księży. Nie wierzyliśmy – opowiada.

Ustalili, że jeśli w ciągu 12 godzin znajdzie się 10 księży, którzy obejmą regularne dyżury w „Szpitalu Domowym”, pójdą z tym do kardynała. Był późny wieczór. Rano lista była gotowa. Dziś to ponad 60 księży. Część ma stałe, comiesięczne dyżury („Szpital” otrzymał nową formułę – od 20.00 do 22.00 w kościele św. Wojciecha trwają adoracja Najświętszego Sakramentu i spowiedź). Pozostali zastępują ich w razie potrzeby tak, by żadnego dnia konfesjonał nie był pusty. Rzeczywiście, choć bywały sytuacje awaryjne, do tej pory to się nie zdarzyło.

Modlitwa długodystansowa

Ksiądz Rafał nie ma wątpliwości, że kościółek św. Wojciecha i działający w nim „Szpital Domowy” to „ogromny skarb i znak działania Pana Boga”. To jedyny kościół w centrum Krakowa, w którym można późną porą pomodlić się przed Najświętszym Sakramentem i wyspowiadać. Tymczasem – zwłaszcza w lecie – krakowski Rynek do nocy tętni życiem. Wokół „Szpitala” powstała także wspólnota tych, którzy odwiedzają go regularnie – zarówno osób modlących się, jak i spowiadających kapłanów. – Cieszy to tym bardziej, że są to księża zaangażowani w duszpasterstwo, mający wiele obowiązków. Mimo to, kosztem swojego czasu wolnego, czasem snu, każdy chętnie przychodzi na swój dyżur – podkreśla ks. Marciak. Co ważne, kapłani nie są w kościele sami. – To niezwykłe doświadczenie widzieć, jak dużo ludzi przychodzi każdego wieczoru, żeby porozmawiać z Panem Jezusem – mówi. – Przychodzą osoby, które cenią sobie dłuższą spowiedź, którym się nie spieszy, a przede wszystkim chcą nad sobą pracować. Tym, którzy potrzebują specjalistycznej opieki, pomaga Poradnia Szpitala Domowego, która powstała dzięki pomocy Arcybractwa Miłosierdzia i ofiarom złożonym w pierwszym miesiącu modlitw. Kontaktowy numer telefonu można znaleźć na stronie: www.szpitaldomowy.com.pl (jest tam także grafik dyżurów księży), w formie wizytówek rozdają go także spowiadający księża. Trzy rozmowy konsultacyjne w poradni są darmowe.

Cel: zmienić miasto

– Nie oczekujemy natychmiastowych i spektakularnych sukcesów. Dobro nie jest krzykliwe – mówił w rocznicę powstania „Szpitala Domowego” kard. Dziwisz. Choć najważniejsze zmiany dzieją się w zaciszu konfesjonału, działalność „Szpitala” odczuwają także spacerujący po Rynku Głównym. – Czasem obserwuję, jak ludzie idą placem, zainteresowani wchodzą, rozglądają się i po chwili klękają – opowiada ks. Rafał. Modlitwa w kościele na Rynku to jednocześnie przygotowanie miasta do Światowych Dni Młodzieży. Nie chodzi tylko o to, by z centrum zniknęły agresywnie promujące się kluby erotyczne, lecz by Kraków zaczął się kojarzyć z tym, co jest duchem miasta, ze świętymi, których w historii królewskiego grodu nie brakowało. Na adorację przychodzi dużo osób młodych (pora jest dobra np. dla studentów, późno kończących zajęcia), które modlą się właśnie w intencji ŚDM. – Musimy to wydarzenie „omodlić”. Jestem przekonany, że Światowe Dni Młodzieży przyniosą owoce w dużej mierze właśnie dzięki tym duchowym przygotowaniom – podkreśla ks. Rafał. Co dalej? – Liczymy na to, że Światowe Dni Młodzieży będą wielkim przebudzeniem, a „Szpital” nie tylko przetrwa, ale wręcz rozkwitnie – z entuzjazmem mówi Anna Wojna, także pracująca w sekcji pastoralnej ŚDM. Być może w Krakowie uda się także stworzyć kolejne miejsca ewangelizacji „czynne” do późnej nocy. – Młodzi ludzie są ciągle zapraszani do klubów, ale po godz. 22 nikt nie zaprasza ich do kościoła. Marzy nam się takie miejsce, do którego będą mogli wejść, żeby przy kubku kawy porozmawiać o Panu Jezusie. Młodzi już się o to modlą, więc zapewne wkrótce o tym domu usłyszymy – dodaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama