Nowy numer 48/2020 Archiwum

Podziemne życie dzieła mistrza Wita

Pięcioletni Staś zachwycił się złoto-niebieskim ołtarzem w głównej świątyni miasta Krakowa. 70 lat później ruszył śladami jego rabusiów.

Wydawałoby się, że na temat ołtarza mariackiego wiemy już wszystko. Tymczasem okazało się, że jego dzieje w czasie II wojny światowej, gdy został wpierw rozebrany i ukryty, potem zaś zrabowany przez Niemców, wciąż nie są dostatecznie poznane. Profesor Stanisław Waltoś, wybitny prawnik i zarazem wieloletni dyrektor Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego, zbadał jednak, co się działo z ołtarzem po rabunku. Odkrył jeszcze wiele mało lub zupełnie nieznanych faktów dotyczących zabytku, sprostował nieodpowiadające prawdzie twierdzenia i czyste fantazje. Rezultaty swojego historyczno-prawnego śledztwa zawarł w książce „Grabież ołtarza Wita Stwosza”, wydanej niedawno przez renomowane Wydawnictwo „Wolters Kluwer”.

Sięgał sklepienia z gwiazdami

– Jest tak ciekawa, że pozbawiła mnie snu podczas dwóch kolejnych nocy, bo nie mogłem się od niej oderwać – śmieje się prof. Franciszek Ziejka. – Sprawcami powstania tej książki są ks. Bronisław Fidelus, były archiprezbiter Mariacki i jednocześnie mój student na prawie, oraz Barbara Kleszczyńska, wybitny historyk i konserwator sztuki. Namówili mnie w 2007 r. do opracowania i wygłoszenia referatu z okazji 50. rocznicy powrotu ołtarza do kościoła Mariackiego. Bezmyślnie się zgodziłem. Nie zdawałem sobie bowiem sprawy, że wchodzę na grunt, który tak jak bagna Polesia jest niezmierzony i wciągający – opowiada prof. Waltoś.

Wszystko zaczęło się zaś od dziecięcego zachwytu. Pięcioletni Staś Waltoś latem 1937 r., w drodze z Chorzowa do Jasła, podczas postoju w Krakowie został zaprowadzony przez mamę do kościoła Mariackiego. – Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem słynny ołtarz. Do dziś, gdy wywołuję ołtarz z pamięci, najpierw pojawiają się na zawsze utrwalone w umyśle 5-letniego dziecka ogrom i barwy ołtarza. Bardzo złoty, a także niebieski, sięgał sklepienia z gwiazdami. Tak go zapamiętałem – wspomina profesor. Po raz drugi zobaczył ołtarz w tym miejscu dopiero 20 lat później.

Cztery babki mną gazety

O ochronie ołtarza myślano już w 1938 r., w obliczu narastającego zagrożenia wojennego. Apelowało o to m.in. Towarzystwo Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. Rozważano m.in. budowę schronu lub ewakuacji ołtarza. W maju 1939 r. w Krakowie zastanawiano się nad miejscami, w których można zabezpieczyć dzieła sztuki. Brano pod uwagę nieużywane forty Twierdzy Kraków, a nawet... Smoczą Jamę. Powołano też Komitet Ochrony Ołtarza Mariackiego. W Archiwum Kurii Metropolitalnej zachował się nawet plan ołtarza, zarówno w pozycji otwartej, jak i zamkniętej, gdzie znany architekt Franciszek Mączyński zaznaczył, z myślą o demontażu, każdą śrubę łączącą figury i płaskorzeźby z szafą ołtarzową. Pod koniec sierpnia 1939 r. pod kierunkiem młodego historyka sztuki Karola Estreichera, którego nazwisko już na zawsze wpisało się w dzieje ołtarza Mariackiego, rozpoczęto demontaż i pakowanie figur ołtarzowych z myślą o ewakuacji. Profesor Waltoś ustalił precyzyjnie, że były w to zaangażowane 22 osoby, w tym... cztery babki kościelne, których zadaniem było pomięcie starych gazet, jakimi wymoszczono skrzynie z figurami. Profesor Waltoś wykazał się w swoich dociekaniach charakterystyczną dla prawników drobiazgowością. Zbadał nawet prędkość, z jaką płynęła Wisła, którą przewożono zdemontowany ołtarz do Sandomierza. Miało to pomóc w ustaleniu, kiedy ołtarz wyruszył z Krakowa.

Na obczyźnie, za kratami

30 sierpnia 1939 r. paki z figurami wypłynęły galarami Wisłą z Krakowa do Sandomierza, gdzie złożono je w katedrze i seminarium duchownym. Pozostałe fragmenty ołtarza zostały ukryte. Wywiezienie figur do Sandomierza prof. Waltoś uznał za niefortunne, gdyż naraziło zabytki na niebezpieczeństwo bombardowań. Niemcy zaczęli szukać ewakuowanego ołtarza już we wrześniu 1939 roku. Profesor Waltoś odnalazł w archiwum Kurii Metropolitalnej w Krakowie notatkę abp. Adama Stefana Sapiehy, dotyczącą wizyty funkcjonariuszy niemieckiej policji bezpieczeństwa 18 września. Metropolita podpisał upoważnienie dla ks. Marcina Siedleckiego do odbioru pak z Sandomierza. 4 października Niemcy przewieźli je do Krakowa, w połowie października zaś do Berlina, gdzie zostały złożone w budynku Banku Rzeszy.

Profesor detektyw na podstawie zachowanych akt i relacji prześledził dalsze losy ołtarza. Ustalił m.in., że figury ołtarzowe oglądał na początku 1940 r. sam Hitler i to on polecił przewieźć je do Norymbergi. Wydał również zgodę na demontaż i przewiezienie wciąż pozostającej w Krakowie szafy ołtarzowej, co stało się w marcu 1940 roku. I tak 18 marca 1940 r. paki z figurami ołtarzowymi znalazły się w Norymberdze. „Po przyjeździe do Norymbergi rzeźby zostały załadowane do krytych wozów meblowych i pod opieką policji pojechały do schronu przeciwlotniczego przy Obere Schmiedgasse w górze pod Zamkiem Cesarskim. (...) Drzwi schronu zatrzasnęły się. Rozpoczęło się życie podziemne dzieła mistrza Wita – na obczyźnie, za kratami” – pisze profesor.

To życie podziemne miało trwać do 21 stycznia 1945 r., gdy Amerykanie po zajęciu Norymbergi odkryli wejście do bunkra. – To, co stało się potem z ołtarzem, to już inna historia, którą opisze dr Agata Wolska w książce „Trudny powrót ołtarza Wita Stwosza”. Ukaże się ona w przyszłym roku – zapowiada prof. Waltoś. On sam, jako rasowy prawnik, uzupełnił swoją książkę prawną analizą grabieży ołtarza, przedstawił godne uznania postacie, które zabytek ratowały, jak i sylwetki tych, którzy byli grabieżcami. Jak przystało na wieloletniego nauczyciela akademickiego, na koniec przedstawił zaś 20 „konkluzji i nauk dla potomnych”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama