Nowy numer 3/2021 Archiwum

Sentencja 10-letniego chłopca

Miłosierni Samarytanie. – Czasem wystarczy dziecko pogłaskać po głowie, żeby nabrało zaufania. Ale najważniejsze to traktować je poważnie, jak dorosłego, nie używając dziecinnego języka, lecz tłumacząc wszystko, co się robi, zwłaszcza jeśli coś boli – mówi dr n. med. Jacek Domański.

Wielu lekarzy bagatelizuje jednak poważne objawy i dzieci z białaczką oraz innymi nowotworami do Prokocimia trafiają, gdy choroba jest już bardzo rozwinięta. – Dlatego cały czas apeluję o tzw. nowotworową czujność. Nie chodzi o to, żeby każdą gorączkę i osłabienie diagnozować jako raka, ale warto zwracać uwagę na symptomy, które powinny niepokoić. Warto zrobić wtedy więcej badań – przekonuje lekarka, która dla dzieci i ich rodziców zawsze ma dużo ciepła. – W momencie diagnozy zawsze zakładam, że zrobimy wszystko, by dziecko wyleczyć, ale nigdy nie mówię, że uda się to na 100 proc. Rodzicom i lekarzom mówię natomiast: „Życzmy sobie, aby nam się udało”. Terapię trzeba dostosować do potrzeb dziecka, możliwości jego organizmu, tolerancji na leki. W tej pracy bardzo potrzebne są wrażliwość i empatia oraz nauczenie się znoszenia niepowodzeń, choć nigdy nie da się do nich przyzwyczaić. One zawsze bolą. Trzeba jednak wyciągać z nich wnioski – wyznaje Samarytanka Roku 2013 i dodaje, że na onkologii wszystko zdarzyć się może. – Pamiętam chłopca, który podczas leczenia trafił na OIOM, bo były komplikacje. Przez 3 tygodnie nie było wiadomo, czy zacznie sam oddychać, aż nagle pojawiła się iskierka nadziei. Wrócił potem do domu. U innego dziecka zdiagnozowany został bardzo zaawansowany rak wewnętrznego przewodu słuchowego, który uciskał mózg. Guz był nieoperacyjny, radioterapia nie wchodziła w grę, bo spowodowałaby kalectwo, a wydawało się, że chemia nie wystarczy. A jednak dziewczynka dobrze na nią zareagowała. Po roku można było bezpiecznie zrobić naświetlanie i operacja nie była już konieczna, bo guz zniknął. Dziś jest zdrowa – cieszy się prof. Balwierz.

W sercu nosi też dzieci, którym nie dało się już pomóc. Tak jak zmarłemu 13 lat temu 10-letniemu chłopcu. – Gdy był już bardzo słaby, poprosił mamę, by po jego śmierci pomagała innym dzieciom. I rzeczywiście – przeprowadziła akcję, dzięki której kupiliśmy pompy infuzyjne. Do dziś sił dodaje mi też sentencja, którą napisał: „Gdy jest ci ciężko, nie narzekaj, ale pomyśl o dzieciach na hematologii. Jak czujesz się przepracowany, pomyśl o dzieciach głodujących w Afryce. Nie daj się, jutro będzie lepiej”. Nie da się go zapomnieć – wspomina pani profesor. Warto dodać, że aby jeszcze bardziej pomagać chorym dzieciom, prof. Balwierz od 27 lat działa też w Fundacji na rzecz Dzieci z Chorobą Nowotworową „Wyspy Szczęśliwe”.

Chcę być pokorny

Honorowym Miłosiernym Samarytaninem „za wszystkie lata pracy dla małych serc” w ub. roku został też prof. dr hab. n. med. Janusz Skalski – lekarz, którego zna i ceni cała Polska, a nawet świat. Do kierowanej przez niego Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej USD w Prokocimiu trafiają najciężej chore dzieci, którym często w innych miejscach nie dano już szans. Tu wygrywają życie. Profesor, który ponad wszystko ceni skromność, broni się jednak przed robieniem mu medialnych laurek. – Tytuł samarytanina czyni mnie lepszym człowiekiem i pozwala uwierzyć w siebie, bo każdy ma wątpliwości, czy na to wyróżnienie zapracował. Najbardziej na pochwałę zasługują jednak ci, którzy działają „za spuszczoną kurtyną”. Gdy zaczynamy mówić o laureatach, zatraca się sens nagrody. Nie jestem już wtedy cichym i godnym uznania, a jak liczę na to, że dobro powróci, to nie jestem bezinteresowny. A ja chcę być pokorny – mówi, choć przyznaje, że dobre przykłady są potrzebne – po to, by nie pozwolić złu wygrywać. Profesor od lat angażuje się też w organizację koncertów i imprez, dzięki którym można zdobyć pieniądze na rozwój kliniki. Kontrakt z NFZ nie wystarcza bowiem na wiele. 20 marca zaprasza więc wszystkich do udziału XIII Krakowskim Półmaratonie Marzanny z dystansem „Dla małych serc”. Początek o godz. 11 na Błoniach.

Głosujmy!

Kandydatów do tytułu Miłosiernego Samarytanina Roku 2015 można zgłaszać do 13 marca w dwóch kategoriach. Pierwsza promuje pracowników służby zdrowia, dla których pomoc chorym nie jest tylko pracą zarobkową, ale także swego rodzaju powołaniem. Druga nagradza ludzi, którzy z potrzeby serca pomagają innym. Głosować można listownie (Wolontariat św. Eliasza, ul. por. Wąchały 5, 30-608 Kraków), telefonicznie (12/263 61 56 lub 885 512 500), poprzez e-mail (samarytanin@eliasz.org.pl) lub wysyłając wypełniony formularz poprzez stronę: www.eliasz.org.pl. Należy podać imię, nazwisko oraz adres lub numer telefonu osoby, którą chcemy wyróżnić, i uzasadnić swój wybór. Wielka gala plebiscytu organizowanego przez Wolontariat św. Eliasza odbędzie się 8 kwietnia w auli św. Jana Pawła II w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Honorowy patronat nad konkursem objęła pierwsza dama RP Agata Duda.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama