GN 50/2018 Archiwum

Piropiktura, czyli malowanie ogniem

Karol Wojtyła po długim namyśle zatwierdził projekt pierwszej w Polsce abstrakcyjnej kompozycji ceramicznej w świątyni. Powstała
na przełomie lat 60. i 70. ubiegłego wieku w kościele w podkrakowskim Sieprawiu. Walory artystyczne ceramiki architektonicznej, z którą stykamy się na co dzień, są coraz bardziej doceniane.

Małopolanie na co dzień stykają się z ceramiką architektoniczną – sztuką, która po 1945 r. naprawdę trafiła do mas. Jest w najróżniejszych miejscach. Na zewnątrz i wewnątrz kościołów, teatrów, szkół, biurowców, sklepów, klubów sportowych, restauracji, kawiarń, a nawet w krakowskim zoo czy na piekarni Feliksa Adamskiego.


Niekiedy nazywa się je tworzonymi w ogniu, ze względu na to, że komponowano je z wypalanych płyt ceramicznych.
– Ich projektantami byli często wybitni artyści. Kilkaset udokumentowanych przeze mnie kompozycji pochodzi ze 152 budynków w 32 miejscowościach Małopolski. Znajdują się przede wszystkim w Krakowie, lecz także w Chrzanowie, Rabce, Suchej Beskidzkiej i Zakopanem – mówi kustosz Bożena Kostuch z Muzeum Narodowego w Krakowie.
Od ponad 10 lat z detektywistyczną pasją tropi oraz opisuje kompozycje ceramiczne i mozaiki zdobiące rozmaite budowle. W 2008 r. przygotowała w MNK wielką wystawę o powojennej ceramice krakowskiej, niedawno zaś nakładem muzeum ukazał się jej katalog-album „Kolor i blask”, przedstawiający dotychczasowy stan wiedzy o ceramice architektonicznej w małopolskich obiektach świeckich.
– W Polsce ceramika architektoniczna pojawiła się na szerszą skalę pod koniec lat 40. ub. wieku. W Krakowie była to socrealistyczna „Kolumna przodowników pracy” w budynku NOT przy ul. Straszewskiego. W Krakowie i Małopolsce najwięcej takich prac powstawało w latach 60. Te kompozycje są bardzo różnorodne. Mają różną wielkość, na każdej z nich została odciśnięta indywidualność twórcy. Warto o nich pamiętać, warto je ratować, gdyż jest to znaczący dorobek naszych artystów – mówi B. Kostuch.


Elitarna sztuka dla mas


Artyści projektujący powojenną ceramikę architektoniczną w Małopolsce tworzyli bardzo oryginalne kompozycje, zarówno jeśli idzie o kształt plastyczny, jak i kolorystykę. – Umieszczanie ich w powszechnie dostępnych obiektach użyteczności publicznych spowodowało, że ludzie oswajali się ze sztuką nowoczesną – uważa Jarosław P. Kazubowski, krakowski historyk sztuki i publicysta.
Idąc do Teatru „Bagatela” lub mijając go tramwajem, widzieli na nim kompozycje projektu Witolda Skulicza. Z okien tego samego tramwaju, jadącego od ul. Karmelickiej, mogli z kolei przy ul. Królewskiej zobaczyć wykonaną w 1964 r. z ponad półtora miliona niewielkich płytek ceramicznych monumentalną mozaikę Celiny Styrylskiej-Taranczewskiej na wysokiej ścianie wielopiętrowego biurowca Biprostalu. Gdy chcieli się sądzić, oglądali przy okazji na gmachu sądów mozaiki Ewy Żygulskiej, gdy chcieli kupić chleb, w piekarni Adamskiego przy Długiej witała ich niewielka kompozycja „Kłosy” projektu Anieli Szatary-Tymcik, gdy szli się leczyć do Szpitala im. dr Anki (obecnie Jana Pawła II), widzieli na elewacji kompozycję ceramiczną projektu Czesława Dźwigaja. Sztuka elitarna, w postaci wykonanych w 1965 r. czterech ustawionych kulisowo monumentalnych ścian z okładzinami ceramicznymi, tworzącymi zaprojektowaną przez Krystynę Zgud-Strachocką „kosmiczną” kompozycję, spotykała się ze sztuką dla mas w postaci filmu w przedsionku krakowskiego kina „Kijów” przy al. Krasińskiego. Te spotkania trwają do dziś, gdyż wspomniane kompozycje ceramiczne zachowały się w dobrej formie. Mająca 300 m kw. powierzchni kompozycja w kinie „Kijów” wciąż zachwyca kinomanów. Jest nie tylko największym, ale chyba i najoryginalniejszym dziełem tego typu w Krakowie.
– Jestem z wykształcenia projektantką wnętrz. Praca nad kompozycją w kinie „Kijów” trwała pół roku. Płytki ceramiczne, z których ją ułożono, powstały w spółdzielni ceramicznej „Kamionka” w Łysej Górze k. Brzeska, której kierownikiem artystycznym był Bolesław Książek. Mam satysfakcję, że mogłam się w tej pracy wyżyć artystycznie do woli. Przy projektowaniu inspirował mnie kosmos, przestrzenie międzyplanetarne – mówi K. Zgud-Strachocka.
Tworzenie takiego dzieła nie było łatwe. – Artystka sama rzeźbiła w glinie kolejne płyty, potem szkliwił je B. Książek, na koniec trafiały do ostatecznego wypalenia w piecu tunelowym. Później płyty były numerowane, dokładnie oznaczano pion oraz poziom, by uniknąć pomyłek przy montażu – mówi B. Kostuch.
Rola ceramików z Łysej Góry, szczególnie B. Książka i Jerzego Sachy, przy tworzeniu kompozycji architektonicznych była współtwórcza. Bez ich doświadczenia i zmysłu artystycznego wiele z tych kompozycji nie powstałoby w tak doskonałej formie. – Aby ten radosny akt tworzenia monumentalnych kompozycji ceramicznych był pełen, musiał być wynikiem współpracy artysty, który miał wizję i projektował kompozycje, i ceramika technologa, który panował nad materią, nadawał owej materii kolor i blask – mówi dr Andrzej Siwek z krakowskiego oddziału Narodowego Instytutu Dziedzictwa.


Abstrakcja w kościele


Ceramika architektoniczna zagościła również w świątyniach. Nie bano się wpuszczać tam nawet najnowocześniejszych kompozycji. Przykładem jest choćby kościół pw. św. Michała Archanioła w podkrakowskim Sieprawiu, gdzie na przełomie lat 60. i 70. ub. wieku powstała monumentalna ceramiczna ściana ołtarzowa. Nie jest figuratywna, lecz abstrakcyjna. Dopuszczenie do realizacji tak nowoczesnego projektu było dowodem dalekosiężnego spojrzenia władz kościelnych. – Zaprojektowana przez Janusza Trzebiatowskiego ściana ma przepiękną kolorystykę i wyjątkowy blask – uważa B. Kostuch.
– Moja wizja tego betonowego wnętrza wymagała dopełnienia ceramicznego, ożywiającego je przez barwę i szkliwo. To była pierwsza w Polsce abstrakcyjna kompozycja ceramiczna w kościele! Ta ściana ołtarzowa przedstawia walkę dobra ze złem. Uznałem, że muszę to zrobić w nowoczesnej, niefiguratywnej formie. Dalekowzroczną decyzję zatwierdzającą jej umieszczenie w kościele w Sieprawiu podjął osobiście kard. Wojtyła. Długo się jednak nad tym zastanawiał – wspomina prof. Trzebiatowski, obecnie znany malarz krakowski.
W kościołach i klasztorach Małopolski znajduje się bardzo wiele cennych ceramicznych kompozycji plastycznych. – Mam nadzieję, że kiedyś również je opiszę – mówi B. Kostuch.
Oryginalne kompozycje ceramiczne są np. w kościele pw. Chrystusa Króla przy ul. Zaskale w Przegorzałach. Wykonali je mieszkający i tworzący w tym uroczym zakątku Krakowa Helena i Roman Hussarscy. W ogrodzie przy ich dawnej pracowni, gdzie obecnie mieści się pensjonat, zachowała się również monumentalna mozaika „Ostatnia Wieczerza” ich autorstwa. Hussarscy byli autorami oryginalnej, opatentowanej techniki tworzenia kompozycji ceramicznych, tzw. piropiktury. Pozwalała dosłownie na „malowanie” ogniem. – Technika ta polegała na natryskiwaniu za pomocą palników płynnych składników szkliwa na poddaną działaniu wysokiej temperatury powierzchnię, w wyniku czego dochodziło do wtopienia się szkliwa w dekorowaną powierzchnię. Walorem tej techniki była możliwość łączenia jej z mozaiką oraz innymi formami ceramiki architektonicznej. Hussarscy wykorzystali ją m.in. w 1958 r. przy tworzeniu kompozycji na budynku KS Korona w Krakowie-Podgórzu – mówi B. Kostuch.


Zachować, co się da


Nie wszystkie prace powstałe przeważnie w latach 60 i 70. ub. już wieku cieszą oczy. Niektóre bowiem w trakcie przebudowy budynków, w których się znajdowały, zostały albo zniszczone, albo zakryte. O zachowanie innych, np. mozaiki na wieżowcu krakowskiego Biprostalu, musiano zaś toczyć boje.
– Po zlikwidowaniu sklepu rybnego na ul. Królewskiej została jedynie mozaika na ścianie. Nie ma jednak innych elementów wystroju. W pejzażu Krakowa nie zobaczymy także mozaik Zenobii Sumery. Znajdowały się na blokach w Krakowie-Prokocimiu. W trakcie ocieplania budynku zostały zakryte – zniknęły pod styropianem. Co ciekawe, są jednak przykłady odwrotne. Odsłaniane są kompozycje, które były niegdyś zakryte, np. fryz w restauracji hotelu „Polonia” w Krakowie – mówi B. Kostuch. – Kompozycje ceramiczne projektowano z myślą o konkretnych budynkach. Nie były jednak jedynie ozdobnikami. Mamy do czynienia z oryginalnymi dziełami sztuki, w których dostrzegamy z jednej strony styl, ducha epoki, a z drugiej – oryginalność i indywidualizm. Dlatego warto je chronić – mówi dr Siwek.
Ochrona tych dzieł sztuki nie jest jednak łatwa. – Nie mają one bowiem w większości żadnego formalnego statusu prawnego pozwalającego na taką ochronę. Nie są wpisane do ewidencji zabytków. W tej sytuacji ważnym środkiem do ich zachowania okazuje się być mediacja. Dzięki akcjom społecznym i mediacjom zachowano i zakonserwowano mozaiki na Biprostalu oraz na dworcu Kraków-Płaszów – mówi Halina Rojkowska-Tasak, kierownik Referatu Ochrony Zabytków w Biurze Miejskiego Konserwatora Zabytków w Krakowie. •

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy