Nowy numer 3/2021 Archiwum

Od matki do Matki

– Moja pierwsza pielgrzymka z Krakowa na Jasną Górę okazała się drogą z ciemności rozpaczy do światła Bożej miłości – wyznaje Magdalena.

20 lat temu, gdy byłam w liceum, wyrzuciłam Boga ze swojego życia – zaczyna swoją opowieść. – Drażniło mnie to, co księża mówili na temat aborcji i zasad moralnych. Uważałam, że każdy ma prawo żyć tak, jak chce. Ostentacyjnie wypisałam się z katechezy szkolnej i porzuciłam wszelkie praktyki religijne – wspomina.

Stało się wielkie zło

Po maturze przyjechała do Krakowa, na studia. Nowi znajomi utwierdzali ją w przekonaniu, że Kościół to „relikt przeszłości, który najlepiej, aby zniknął z powierzchni ziemi”. Po kilku miesiącach poznała chłopaka i wydawało jej się, że spotkała swoje szczęście, dlatego nie zastanawiała się ani chwili, gdy zaproponował wspólne mieszkanie. Gdy podczas świątecznego pobytu w domu wspomniała o tym mamie, usłyszała, że to grzech.

– Choć mama powiedziała mi to spokojnie i ze smutkiem w oczach, zrobiłam jej karczemną awanturę, że wtrąca się w moje dorosłe życie. Spakowałam się i, trzaskając drzwiami, wyszłam z domu. Zerwałam z mamą wszelki kontakt na trzy długie lata. Nie odpowiadałam na jej telefony i SMS-y. Aż do pewnej chwili... – opowiada. Gdy zaszła w ciążę, myślała, że to kolejny krok do szczęścia. Tymczasem jej ukochany powiedział, że na dziecko nie ma teraz odpowiedniego czasu, gdyż trzeba kończyć studia i znaleźć dobrą pracę. Gdy usiłowała go przekonać, że to można pogodzić, wykrzyczał, że on stanowczo nie chce dziecka i muszą pojechać do znajomego ginekologa. Ten stwierdził, że jeśli ciąża jest problemem, to trzeba go rozwiązać, póki nie jest za późno, i że z naukowego punktu widzenia to dopiero „potencjalny człowiek”. Osaczona zgodziła się na aborcję. – Po zabiegu ogarnął mnie smutek, który kontrastował z dobrym samopoczuciem mężczyzny, którego do tej pory kochałam. Z uśmiechem powiedział, że już jest po kłopocie i wręczył mi kwiaty. Wtedy zasłona spadła mi z oczu. Poczułam do niego obrzydzenie. Dwa dni później spakowałam się i wyjechałam, zostawiając kartkę, że stracił nieodwołalnie moją miłość. Byłam w rozpaczy. W takim stanie pojechałam do... mamy – wyznaje Magda. Płacząc, rzuciła się jej w ramiona, prosząc o przebaczenie i nocleg. – Nie usłyszałam od niej żadnego przykrego słowa. Gdy opowiedziałam, co zaszło, stwierdziła, że stało się wielkie zło i muszę prosić Boga o miłosierdzie. To ona doradziła mi, że piesza pielgrzymka może być pokutą i drogą powrotu do Boga. Nie wiem, jak to się stało, że ja, kiedyś zbuntowana na Boga i Kościół, zgodziłam się na tę propozycję – wspomina.

Bóg mi przebaczył

Pierwsze dwa dni pielgrzymowania były dla Magdy jak wędrówka w ciemnościach. Jej dusza była pogrążona w rozpaczy, bólu i żalu. W następnych dniach wewnętrzne „ciemności” zaczęły rozpraszać promyki nieznanego „światła”, którego pełny blask poznała w ostatni dzień pielgrzymki, podczas Mszy Świętej. – Z kazania zapamiętałam jedno zdanie: „Bóg przebacza wszystkie grzechy tym, którzy Go o to szczerze proszą”. Pomyślałam więc, że i ja mogę Go o to prosić. Nie wiem, co się ze mną działo. Później dowiedziałam się, że na moment straciłam przytomność. Gdy się ocknęłam, zobaczyłam pochylone nade mną dwie osoby. Młody mężczyzna pytał, czy już wszystko w porządku. Po Mszy św. podszedł raz jeszcze i zapytał, skąd jestem, czy mam jak wrócić do domu. Gdy dowiedział się, gdzie mieszkam, zaproponował, abym wracała samochodem wraz z jego rodziną, która przyjechała po niego. Powiedziałam, że nie mogę, bo muszę się jeszcze wyspowiadać. Zaproponował, że zaczeka na mnie – opowiada. – Nie znałem Magdy ani jej problemów, a jednak coś mnie do niej ciągnęło. Dziś wiem, że to były Boże plany. Ponaddwugodzinna droga powrotna utwierdziła mnie, że coś wielkiego musiało się wydarzyć w jej życiu w ciągu ostatnich dni, choć nie powiedziała ani słowa – opowiada Michał, dziś mąż Magdy. – Na spowiedzi usłyszałam, że Bóg mi przebaczył. Nie potrafię opisać tego, co wtedy poczułam. Po dwóch godzinach przyszłam do samochodu, w którym czekał Michał z rodziną. Całą drogę powrotną płakałam z radości – dodaje Magda. Kilka dni po powrocie z pielgrzymki Michał zadzwonił do Magdy, prosząc o spotkanie. – Ucieszyłem się, gdy się zgodziła. Umówiliśmy się w kawiarni. W trzy godziny opowiedziała mi wszystko o sobie. Tak zaczęła się nasza znajomość, która dwa lata później zakończyła się ślubem w kościele. Dopiero tego dnia powiedziałem jej, że wówczas poszedłem na pielgrzymkę, aby przez Maryję prosić Boga o dobrą, świętą żonę. Dziś, po 15 latach małżeństwa, wiem, że otrzymałem wspaniały dar, za który dziękuję każdego dnia – mówi z uśmiechem. – A ja każdy dzień zaczynam od dziękczynienia za męża i moją mamę, dzięki której poszłam do Maryi, naszej Matki. To Ona otworzyła mnie na swojego Syna – przyznaje Magda.

Imię bohaterki tekstu, na jej prośbę, zostało zmienione. XXXVI Piesza Pielgrzymka Krakowska z Wawelu na Jasną Górę wyruszy 6 sierpnia. Szczegółowe informacje o zapisach można znaleźć na: www.pielgrzymkakrakowska.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama