Nowy numer 42/2020 Archiwum

Tak działał Duch Święty

100 wolontariuszy w 1,5 roku odwiedziło prawie 400 miejsc, zapraszając wszystkich na ŚDM.

Piotrek, będąc Młodym Ambasadorem ŚDM, dostrzegł, że Bóg nie zawsze kieruje nas tam, gdzie chcemy, ale tam, gdzie On chce. – Nawet jeśli początkowo nie widzimy w tym sensu, to potem widać go wyraźnie, bo Boże plany zawsze są lepsze od naszych pomysłów. Myślę też, że wszędzie, gdzie byłem, Bóg chciał mnie posłać. Dając świadectwo, mówiłem z głębi serca, a Duch Święty napełniał mnie odwagą do publicznych wystąpień – przekonuje Piotr Michulec.

Powiew świeżości

W Światowych Dniach Młodzieży Piotrek uczestniczy od 2000 r. Był w Rzymie, Toronto, Kolonii, Sydney, Madrycie i Rio de Janeiro. – Najmocniej przeżyłem Drogę Krzyżową ulicami Toronto. Jan Paweł II nie mógł w niej uczestniczyć, oglądał ją w telewizji, w swoim pokoju. Z kolei Kolonia to dla mnie ŚDM dwóch papieży – Jana Pawła II i Benedykta XVI. Wszyscy Polacy spotykali się w każdy wieczór o godz. 21 przed dwoma wielkimi portretami tych papieży – wspólnie się tam modliliśmy i śpiewaliśmy „Barkę” – opowiada Piotrek. W krakowskie ŚDM zaangażował się z potrzeby serca i z wdzięczności dla osób, które spotkał we wszystkich krajach podczas ŚDM, zwłaszcza dla tych, które ugościły go u siebie w domu. – Najmilej wspominam pobyt w Toronto, gdzie mieszkałem u polskich rodzin. Tam też poznałem wspaniałych ludzi, z którymi później podróżowałem już na wszystkie ŚDM. A gdy w Rio papież ogłosił, że następny będzie Kraków, postanowiłem zrobić coś dobrego – mówi. Przeszedł więc szkolenie i jako Młody Ambasador ŚDM zaczął odwiedzać parafie. Najpierw dwie wskazane przez Martę Jungiewicz (od maja: Broś), koordynatorkę projektu, a potem zaproponował, że skupi się na ambasadorowaniu w dekanacie suskim, z którego pochodzi. Od października 2015 r., wraz z ks. Piotrem Płoskonką, dekanalnym koordynatorem ŚDM, odwiedzili tam wszystkie parafie, dzieląc się świadectwem i otwierając serca ludzi na to, co wydarzy się w Krakowie. – Sam też bardzo na to czekam, bo ŚDM będą jednym z najważniejszych wydarzeń w historii naszego kraju, pierwszym spotkaniem z papieżem Franciszkiem w Polsce i powiewem świeżości dla polskiego Kościoła. Wiem też, jak wielki entuzjazm wybucha wtedy wśród młodych i jak mocne więzi tworzą się między ludźmi, bez względu na to, skąd są – tłumaczy P. Michulec.

Ktoś inny sieje i podlewa

Dla Marty Broś przygoda z ŚDM zaczęła się w Rio. Pobyt u rodziny, która przed nią, jej siostrą Anią i 12 innymi pielgrzymami otwarła drzwi swojego domu i serca, wspomina z wielkim wzruszeniem. – Dzielili się z nami wszystkim, co mieli – zapewnia. Gdy wróciły z Anią do Polski, ich proboszcz poprosił, by w niedzielę po Mszy św. opowiedziały parafianom, co przeżyły. – Bardzo ciepło to przyjęli – wspomina Marta. Rok później, gdy chodziła na spotkania dla wolontariuszy ŚDM, przypomniała sobie to wystąpienie. – To był dobry sposób na dotarcie do ludzi, dlatego zaproponowałam, by robić takie spotkania w parafiach, ale już bardziej oficjalnie, w ramach KO ŚDM Kraków 2016 – mówi M. Broś. Razem z Kasią Kucik, koordynatorką Sekcji Wolontariatu ŚDM, stworzyły więc ramy projektu, a w lutym 2015 r. pierwsi śmiałkowie rozpoczęli szkolenia i ruszyli w teren, by promować ŚDM, wolontariat i zachęcać ludzi do przyjęcia pielgrzymów pod swój dach. – Musiałam to wszystko ogarnąć logistycznie, a przyjmując zaproszenie, z góry potwierdzałam, że będziemy i nie można było potem zawieść ludzi – opowiada Marta, dodając, że podczas wszystkich jej podróży (a odwiedziła ponad 30 miejsc – parafii, szkół, festynów) namacalnie czuła działanie Ducha Świętego, do którego gorąco się modliła, i który podpowiadał jej, co ma mówić. Najtrudniejsze, ale też najbardziej owocne były dla niej spotkania w szkołach, a im bardziej się bała, że uczniowie nie będą zainteresowani, tym lepiej ją przyjmowali. – Bardzo ciepło wspominam lekcje prowadzone w krakowskim Zespole Szkół Budowlanych. Byłam bardzo zdziwiona, że chłopcy (bo szkoła jest w całości męska) tak „chwycili” temat. Nawet zaczęli pytać, co dobrego mogą zrobić i jak się zaangażować. Proponowali, że mogą być kierowcami, bo mają już prawo jazdy. Uświadomiło mi to, że zawsze trzeba pozwolić Słowu wyjść do ludzi i nie stopować w zalążku dotarcia do kogoś z Ewangelią. Bo przecież to Ktoś inny sieje, podlewa i daje owoce – przekonuje Marta. Ostatnie 1,5 roku uczyło ją też mądrego organizowania czasu i nieustannego zawierzania Bogu – zarówno w sprawach drobnych, jak i w tych większego kalibru. – To był najintensywniejszy czas w moim życiu, ale dzięki pomocy „z góry” udało mi skończyć studia, w maju wyszłam za mąż, a teraz, gdy zbliża się „godzina 0”, ufam, że jestem gotowa na ŚDM – mówi. W przygotowaniach do spotkania z Bogiem, Ojcem Świętym i młodzieżą całego świata pomagały jej św. s. Faustyna i lektura „Dzienniczka”. – Bez duchowego zaplecza ten tydzień minąłby w ekspresowym tempie. A ja chcę poczuć głębię i nie przegapić tego, co najważniejsze – przekonuje. Praca z Młodymi Ambasadorami dała jej jeszcze jedno – wiarę w młody Kościół. – To niesamowite, że ludzie, którzy mają sto pasji i czas wypełniony po brzegi, potrafili poświęcać wolne niedziele i jechać gdzieś daleko, by z ogromnym entuzjazmem mówić o ŚDM, nie mając nic w zamian. Nic – po ludzku, bo z Bożej perspektywy wygląda to pewnie inaczej. Bardzo im wszystkim za to dziękuję – podsumowuje M. Broś.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama