Nowy numer 49/2020 Archiwum

Serce bije w „Czeczenii”

W tym niezwykłym warsztacie piękne zabytkowe meble dostają drugie życie, a na kiermaszu znajdują nowy dom. Trafiają tu także meble współczesne, które się zepsuły albo komuś znudziły. Kupić można je za grosze.

Jak tłumaczy, ta praca uczy go, że nigdy nie wolno się poddawać i zawsze trzeba dać człowiekowi kolejną szansę. – Byli tu już panowie, którzy szybko rezygnowali, bo regulamin wydawał się im za twardy, a oni chcieli jeszcze „wolności”. Potem jednak wracali i stawali na nogi, by wyjść ze wspólnoty, mając już w życiu cel. Niektórzy dzwonią do dziś i mówią, jak się im układa – opowiada. We wspólnocie nie ma ram czasowych, po których trzeba opuścić dom i zacząć życie na własny rachunek. – Odejście ma być własną, przemyślaną decyzją. Chodzi o to, by każdy był na to gotowy, a są osoby, które pewnie nigdy nie opuszczą domu, bo tylko tu – wśród „swoich” i z jasnymi zasadami – potrafią dobrze funkcjonować. Poza domem się pogubią – nie kryje G. Hajduk. Tego też nauczyło go życie. – Przed laty najpierw do Nowego Sącza, a potem do Krakowa przyszedł z Poznania pewien zdolny stolarz. Cały swój dobytek ciągnął na wózku. Po 5 latach postanowił odejść. Zgodziliśmy się, bo widać było dla niego nadzieję. Znalazł jednak pracę, w której wszyscy pili. On też w końcu wrócił do nałogu. Próbowaliśmy go ratować, ale nie chciał i wstydził się prosić o pomoc. W końcu zmarł. Gdyby został z nami, pewnie dalej by żył – opowiada szef krakowskiej wspólnoty.

Dla Boga i ŚDM

By w „Czeczenii” wszystko działało jak trzeba, jeden z panów zajmuje się kuchnią, inni sprzątają, dbają o kurnik oraz ogród pełen warzyw, pracują w stolarni, sklepie i w transporcie. – „Emaus” organizuje też bowiem przeprowadzki (za bardzo konkurencyjną stawkę), za niewielką opłatą odbiera wielkogabarytowe odpady i rzeczy, które po renowacji w warsztacie trafiają na kiermasz – opowiada G. Hajduk. W samym warsztacie praca wre od świtu do wieczora. – Szafa czeka na odnowienie, stół na wykończenie, a krzesło na ozdobienie. Czasem nawet nie mam czasu, żeby na chwilę usiąść – śmieje się kompanion odpowiedzialny za stolarnię. – Umówmy się, że mam na imię Andrzej – prosi. – O monstrancji, którą zrobiliśmy na Światowe Dni Młodzieży, pewnie pani słyszała? – zagaduje. – To dopiero była praca! Wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju, bo dla Pana Boga. Bardzo nas wszystkich cieszyła. Czasu było mało, więc trzeba było dać z siebie wszystko. Chłopcy, co prawda, mi pomagali – m. in. Janek, Arturek – ale koniec końców ta monstrancja spod mojej ręki wyszła – mówi z dumą. Piękna drewniana monstrancja, mierząca 180 cm wysokości i 70 cm szerokości, przez całe ŚDM służyła tysiącom pielgrzymów, którzy w Namiocie Adoracji w parku Jordana trwali na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. – Pomysł wyszedł od Komitetu Organizacyjnego ŚDM Kraków 2016 i bardzo się cieszymy z tego naszego wkładu w ŚDM, jak również z tego, że monstrancja nadal będzie służyła modlącym się. Dowiedzieliśmy się, że będzie wykorzystywana podczas adoracji w kościele św. Wojciecha na Rynku Głównym. Ten projekt pokazał kompanionom, że mogą nie tylko odnawiać meble, ale potrafią zrobić coś więcej. Może teraz, gdy kiedyś upadną, łatwiej będzie im się podnieść? – zamyśla się G. Hajduk. • Szczegółowe informacje o tym, jak skontaktować się ze Wspólnotą „Emaus”, przekazać rzeczy do warsztatu i na kiermasz oraz zamówić pomoc przy przeprowadzce, można znaleźć na: www.emmaus.pl/emaus-krakow oraz pod numerem telefonu: (12) 642 24 68. Kompanioni pracujący w stolarni chętnie przyjmą również zamówienie na to, co – według indywidualnego zlecenia – mogą wykonać z drewna. Ceny nie są zbyt wysokie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama