Nowy numer 42/2020 Archiwum

Posłuszeństwo ratuje życie

– Urzekło mnie to, że kardynał tak osobiście zaangażował się w moje życie – mówi ks. Józef Prorok, budowniczy kościoła na os. Bohaterów Września w Krakowie.

Pierwszy proboszcz parafii MB Nieustającej Pomocy w krakowskich Mistrzejowicach ma dziś 78 lat i od 2009 roku jest na emeryturze. Znany jest z tego, że do życia podchodzi z humorem i na każdą okazję ma gotowy rym. Kiedy przestał słyszeć na jedno ucho, przygotował sobie na przykład złożoną na trzy części karteczkę z napisami: „Ten ksiądz łysy na prawe ucho nie słyszy”, „Proszę przejść na lewą stronę, prawe ucho mam uszkodzone” i „Z emerytem jest krucho, spowiada tylko na lewe ucho”. – Dziękuję Bogu za tę moją cechę, bo kiedy przychodzą chwile depresji, to zawsze coś napiszę, jakiś rym ku radości innych – przyznaje ks. Prorok. Rolę kard. Macharskiego w swoim życiu wspomina jednak poważnie i ze wzruszeniem. Zaczęło się od propozycji budowania kościoła w Mistrzejowicach. Ksiądz Prorok był wtedy proboszczem w jednej z parafii w Oświęcimiu. – Na początku myślałem, że się wykręcę – wspomina dzisiaj rozmowę z kardynałem. Nie tylko bowiem nie miał samochodu, ale wcześniej zniechęcił się do kierowania autem.

Argument okazał się jednak niewystarczający – dostał do pomocy młodszego, zmotoryzowanego księdza (był to ks. Andrzej Kopicz, który obecnie jest proboszczem w sąsiedniej parafii pw. św. Maksymiliana). Po kilku dniach poszedł więc do kard. Macharskiego z pozytywną odpowiedzią na propozycję przeprowadzki do Krakowa. W pamięci miał moment swoich święceń. – Przyrzekałem wtedy posłuszeństwo biskupowi i jego następcom – przypomina ks. Józef. – Powiedziałem, że się zgadzam, ale jeśli coś zawalę, to poproszę o zwolnienie. Praktyki wielkiej nie miałem, bo tylko jako dziekan obserwowałem budowę kościołów w okolicy Oświęcimia. Tymczasem chodziło o dużą świątynię, która musiała powstać szybko. Budujące się w Nowej Hucie osiedla sprawiły, że parafia św. Maksymiliana liczyła już 50 tys. wiernych. Podział był potrzebny. Wszystko szło dość szybko, choć zadanie nie było łatwe. Sam kard. Macharski tuż po nominacji ks. Proroka na proboszcza (15 sierpnia 1990 roku – taką samą datę nosi akt erekcyjny parafii), kiedy spotkali się na odpuście w opactwie cystersów w Mogile, powiedział do niego: „Opuściłeś śliczne niebo, obrałeś barłogi”. – To było w jego stylu – mówi ks. Józef. Budowa ruszyła w czerwcu 1991 roku, kościół poświęcił w listopadzie 1994 r. kard. Macharski, a konsekrował w 1996 r. bp Stanisław Smoleński. W czasie między zakończeniem budowy a konsekracją kościoła ks. Prorok zachorował na – jak się później okazało – raka jelita grubego. Lekarze wysłali go na operację, podkreślając, że jeśli nastąpi atak choroby, będzie go musiał operować ten, kto akurat będzie na dyżurze. – Lekarz powiedział: „Jestem chirurgiem, a takiej operacji nigdy nie przeprowadzałem” – opowiada ks. Józef. Zdecydowali, że operację zaplanują wcześniej, by mieć pewność, że przeprowadzi ją ktoś odpowiednio doświadczony. Tak trafił on do krakowskiego szpitala onkologicznego. Potem były radioterapia i chemioterapia, które w sumie trwały rok. Kardynał Macharski odwiedzał go zarówno w szpitalu, jak i później na plebanii. – Jego doświadczenia pomogły mu zrozumieć, że kiedy przychodzi się do chorego, nie trzeba dużo mówić, tylko być. A to bardzo ważne, kiedy biskup przychodzi do szpitala. Personel widzi wtedy, że jemu zależy na kapłanach – wspomina te odwiedziny ks. Prorok. – Jestem mu wdzięczny przede wszystkim za to, że nie zwolnił mnie, kiedy chorowałem – podkreśla. Nie ma też wątpliwości, że wcześniejsza operacja wykonana przez doświadczonych specjalistów, diagnoza i leczenie były możliwe dzięki przeprowadzce z Oświęcimia do Krakowa. – To „promitto”, to „przyrzekam posłuszeństwo” to uratowane życie – mówi ks. Józef.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama