Nowy numer 29/2021 Archiwum

Sztandar od braci Węgrów

Kraków stał się w 1956 r. centrum spontanicznej akcji solidarnej pomocy Węgrom. Zbierano pieniądze i dary rzeczowe, oddawano krew dla rannych. – Pamiętam, że i ja oddawałem krew w punkcie przy ul. Dworcowej. Może teraz jakaś ćwiartka tej mojej krwi krąży w którymś z Węgrów – wspominał znany aktor Jan Nowicki.

Dziurawy sztandar

Symbolicznym podziękowaniem dla krakowskich ofiarodawców był poprzeszywany sowieckimi kulami sztandar powstańczy w węgierskich barwach narodowych, z dziurą po wyciętym godle komunistycznym, przywieziony potajemnie do Krakowa przez studenta Jana Drożdża. Sztandar przechował przez kilkadziesiąt lat ówczesny student medycyny, potem lekarz Jerzy Michalewski z Krakowa. W połowie lat 90. ofiarował go z powrotem narodowi węgierskiemu. 23 października Jerzy Michalewski pojawi się w parlamencie węgierskim wśród gości zaproszonych na obchody 60. rocznicy powstania węgierskiego. – Do sztandaru dołączone było pismo na firmowym papierze autotaxi w Budapeszcie z dwoma nieczytelnymi podpisami. Pismo to adresowane było do Komitetu Rewolucyjnego Akademii Medycznej w Krakowie z wyrazami wdzięczności za otrzymaną pomoc. Jan Drożdż opasał się tym niemałym sztandarem i przywiózł go do Krakowa. Oprócz cennej pamiątki wziął też ze sobą kilkadziesiąt listów adresowanych do różnych miejsc na świecie, ponieważ poczta węgierska nie funkcjonowała normalnie i korespondencja była cenzurowana. Listy te przełożyliśmy do polskich kopert i z pieczątką Komitetu Rewolucyjnego i polskimi znaczkami wysłaliśmy zgodnie z adresami. Nigdy nie dowiedziałem się, czy ktokolwiek z adresatów otrzymał taki list. Może po 60 latach ktoś taki będzie w Budapeszcie? – opowiada J. Michalewski.

Sztandar wisiał przez jakiś czas na ścianie redakcji „Medyka Krakowskiego” przy ul. św. Anny 12. Po stwierdzeniu śladów rewizji dokonanej w lokalu pod nieobecność redaktorów J. Michalewski postanowił sztandar ukryć. Wywiózł go do Bielska-Białej i – odpowiednio zabezpieczony – ukrył pod stertą węgla w piwnicy bloku, gdzie mieszkała jego matka. Po kilkudziesięciu latach postanowił ujawnić tajemnicę. – Pomimo różnych propozycji wystawienia sztandaru na aukcji postanowiłem przekazać go jako dar dla narodu węgierskiego. Uczyniłem to 16 czerwca 1995 r. w parlamencie w Budapeszcie, wręczając go uroczyście prezydentowi Arpadowi Gönczowi. Otrzymałem w tym dniu z rąk prezydenta Medal Imre Nagyego za upamiętnianie rewolucji 1956, ale jeszcze większą nagrodą dla mnie było widoczne wzruszenie prezydenta i wszystkich obecnych na uroczystości – wspomina J. Michalewski. Sztandar do lutego br. był eksponowany w budapeszteńskim Instytucie Powstania 1956. Ze względu na to, że budynek instytutu nie był odwiedzany masowo, J. Michalewski podjął starania o przeniesienie tej narodowej relikwii węgierskiej w miejsce, gdzie byłaby łatwiej dostępna.

– Bardzo pomocny okazał się b. konsul generalny Węgier w Krakowie prof. István Kovács. Sztandar zalazł ostatecznie swoje godne miejsce w Muzeum Powstania 1956 w parlamencie węgierskim. W lutym tego roku sztandar, już w nowym miejscu, zobaczyła premier Beata Szydło w obecności premiera Viktora Orbána. Teraz ja z niecierpliwością czekam na 23 października, kiedy go tam ponownie zobaczę – mówi J. Michalewski. Warto dodać, że badania naukowe wykazały, iż przywieziony w 1956 r. do Krakowa i potem ukryty sztandar powstańczy jest jedyną znaną w świecie pamiątką tego typu. Udział Polaków w obchodach rocznicowych w Budapeszcie nie będzie jedyną formą podziękowania ze strony Węgrów za solidarną pomoc w 1956 r. – 20 października w krakowskim Muzeum Narodowym zostanie otwarta wielka wystawa malarstwa węgierskiego, na początku listopada zaś na budynku przy ul. Sławkowskiej 14 będzie odsłonięta tablica upamiętniająca krakowską pomoc dla nas – mówi prof. Adrianna Körmendy, konsul generalny Węgier w Krakowie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama