Byłam w stanie błogosławionym z naszym czwartym dzieckiem. Termin porodu miałam wyznaczony na koniec lipca. Według lekarza prowadzącego ciąża przebiegała normalnie. Dramat zaczął się pod koniec kwietnia – pewnego dnia zaczęłam krwawić. Wiedziałam, że stało się coś bardzo złego, bo krew była czysta i było jej bardzo dużo – wspomina Halina Przęczek z podkrakowskiej miejscowości. Podejrzewała, co mogło się stać. Co ważne, mąż od razu zaopiekował się nią tak, jak należało w tej trudnej sytuacji. – Nie tylko zawiózł mnie do szpitala, ale już tam nie pozwolił mi chodzić, tylko na rękach przeniósł, gdzie trzeba było. Lekarze zdiagnozowali, że doszło do odklejenia się łożyska. Tylko mały jego fragment utrzymywał się jeszcze na ścianie macicy – tłumaczy pani Halina. Oboje z mężem wiedzieli, czym to grozi dla dziecka.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








